Przed siedzibą urzędu zgromadziło się kilkadziesiąt osób z organizacji związkowych działających w COZL. Przynieśli ze sobą bębny i strażackie syreny. Rozwinęli transparenty z hasłami: „Pacjent onkologiczny naszym priorytetem”, „Nie zadłużajcie COZL, który nie ma długów”, „Chcemy pracować, a nie protestować”.

Chodzi o kontrakty na świadczenia z zakresu chirurgii, urologii, otolaryngologii, ortopedii, ginekologii onkologicznej i hematologii - oddziały tych specjalności utworzono w Centrum dzięki jego rozbudowie. Organem założycielskim dla COZL jest samorząd województwa lubelskiego.

Z przedstawicielami związkowców spotkał się członek zarządu województwa lubelskiego Arkadiusz Bratkowski. Po spotkaniu zapewnił, że „mieszkańcy będą mogli korzystać z Centrum Onkologii”.

„Rozmowy będą nadal trwały, ważne tu jest stanowisko Narodowego Funduszu Zdrowia, spotkamy się w piątek z jego dyrektorem. Najważniejsze, że wszystkie świadczenia onkologiczne są płacone na bieżąco. Musimy zobaczyć, jaka jest skala leczenia nieonkologicznego, czy tam występuje. Zobaczymy, jakie kwoty są potrzebne” – powiedział PAP Bratkowski.

„Żaden z pacjentów nie jest zagrożony, że tam nie będzie mógł być leczony. Mieszkańcy będą mogli korzystać z Centrum Onkologii” – zapewnił Bratkowski.

Przewodniczący NSZZ Solidarność w COZL Józef Krupa zapowiedział po spotkaniu, że protest będzie kontynuowany. „Szukamy ostrzejszych form protestu. Pozostaniemy przed urzędem do wieczora, a jutro znowu tu przyjdziemy. Od poniedziałku zaczniemy manifestacje w centrum miasta” – zapowiedział.

„To nie jest nasza sprawa, związkowców i pracowników, zapewnienie finansowania dla szpitala, to powinni zrobić urzędnicy, a ciągle tego nie ma. Dlatego zostajemy tutaj i trzymamy kciuki za ich rozmowy” – dodał Krupa.

W środę związkowcy z COZL pikietowali przed siedzibą lubelskiego oddziału NFZ. Jego dyrektor Andrzej Kowalik tłumaczył, że problem COZL polega na tym, że rozbudowana placówka z nowymi oddziałami wchodzi „na rynek, który jest już zajęty przez bardzo silne podmioty”. Przypomniał, że w Lublinie działa już w szpitalach m.in. siedem oddziałów chirurgii, sześć - ortopedii, jest też silny ośrodek hematologii w szpitalu klinicznym. Posiadają one kontrakty ważne do czerwca 2016 r.

NFZ mógłby ogłosić nowy konkurs na te świadczenia, w którym mógłby wystartować COZL, ale szanse tej placówki w zetknięciu w konkurencją są niewielkie. Jak tłumaczył Kowalik „ustawa uprzywilejowuje te podmioty, które już kontrakty mają”, dając im pięć punktów za tzw. ciągłość świadczeń plus punkty za akredytację, czyli jakość potwierdzoną certyfikatem”. Tych punktów COZL nie może dostać.

Kowalik zaznaczył, że w znowelizowanej ustawie o świadczeniach zdrowotnych, która weszła w życie 1 stycznia, wykreślono zapis zabraniający startowania w konkursie placówkom, które mają już kontrakt na ten sam rodzaj świadczeń. To utrudnia wejście na rynek nowych podmiotów, ale też jak w przypadku COZL, uruchomienie nowych procedur w placówce medycznej.

Rozważane było takie rozwiązanie, aby część kontraktów z innych szpitali podległych samorządowi zostało przekazane do COZL - tak, by skoncentrować leczenie pacjentów onkologicznych w jednej placówce. Szpitale nie chciały zgodzić się ponieważ odbieranie choćby części kontraktów zagraża funkcjonowaniu tych placówek, które mają - nieraz wielomilionowe - długi.

Rozbudowa lubelskiego centrum onkologii prowadzona jest od kilku lat. Jej pierwszy etap zakończono w czerwcu – oddano do użytku nowy budynek; liczba łóżek wzrosła ze 195 do 285. Docelowo, po oddaniu budowanego obecnie kolejnego gmachu - co ma nastąpić w końcu 2016 r. - ma być tu ponad 500 łóżek. Łączny koszt rozbudowy i nowego wyposażenia placówki ma sięgnąć ok. 400 mln zł, w większości pochodzących z budżetu państwa. (PAP)