Lubawski, który w związku z publikacją wydaną przez komitet chce wnieść prywatny akt oskarżenia w sprawie o zniesławienie przeciwko inicjatorowi referendum uważa, że teraz można dyskutować „tylko w sądzie”. To czy komitet referendalny działa zgodnie z prawem będzie też badała policja.

Na początku tygodnia przedstawiciele komitetu zaprezentowali publicznie „Informator referendalny” – bezpłatną gazetkę, o dużym nakładzie, w której argumentują dlaczego ich zdaniem należy odwołać prezydenta Lubawskiego.

Wśród głównych zastrzeżeń wobec Lubawskiego stawianych przez zwolenników jego odwołania, są m.in. wysokie zadłużenie miasta, zła polityka kadrowa w urzędzie oraz brak działań, które mogłyby ściągnąć do Kielc inwestorów, złe zarządzanie klubem piłkarskim Korona. Komitet oprócz kwestii odwołania prezydenta postuluje także pytanie ws. likwidacji straży miejskiej, która - zdaniem inicjatorów referendum - nie spełnia w mieście swojej funkcji.

Lubawski zdecydował o wniesieniu prywatnego aktu oskarżenia w sprawie o zniesławienie przeciwko inicjatorowie referendum, Arkadiuszowi Stawickiemu, firmującemu „Informator…”. „Udzieliłem w związku z tym stosownego pełnomocnictwa adwokatom. Ponadto zleciłem kancelarii adwokackiej przygotowanie pozwu o ochronę moich dóbr osobistych w postępowaniu cywilnym naruszanych wymienioną publikacją” – napisał prezydent w przesłanym PAP oświadczeniu.

Stawicki podkreślił podczas czwartkowej konferencji prasowej, że od momentu opublikowania gazetki, prezydent nie odniósł się do krytyki funkcjonowania miejskiego samorządu, zawartej w „Informatorze…”.

„Nie będziemy chcieli bawić się w te same metody, którymi próbuje zastraszyć nas prezydent. Jedyne co robi, to wysyła zawiadomienia do prokuratury i do sądu. Chcielibyśmy zaprosić prezydenta na debatę z udziałem mediów, żebyśmy mogli porozmawiać o tym, o czym prezydent nie chce rozmawiać z nami – o sytuacji Kielc, bezrobociu, zadłużeniu, zarobkach. Uważam, że debata jest bardzo potrzebna” – argumentował Stawicki.

Lubawski pytany przez dziennikarzy o debatę, odparł, że można ją było zorganizować przed opublikowaniem „w 100 tys. egzemplarzy” szkalujących go artykułów. Jak dodał, teraz może dyskutować „tylko w sądzie”.

W odpowiedzi na zarzuty Stawickiego rzeczniczka prezydenta Anna Ciulęba na oficjalnym profilu Kielc na portalu społecznościowym zamieściła wpis, prezentując sukcesy rządów Lubawskiego. Argumentuje m.in., że w latach 2007-2013 zainwestowano w Kielcach 5 mld zł funduszy unijnych; przywołuje też rankingi ekonomiczne, z których nie wynika, iż miasto przyciąga najmniej inwestorów w Polsce.

We wtorek wiceprezes prezydenckiego Stowarzyszenia „Samorząd 2002”, radny miejski Witold Borowiec złożył w kieleckiej prokuraturze dwa zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby tworzące komitet referendalny.

Pierwsze dotyczy posługiwania się nazwą komitetu referendalnego bez dopełnienia formalności przewidzianych przepisami. Drugie – organizowania zbiórki pieniędzy w niewłaściwy sposób, a dokładniej - zachęcania do anonimowych wpłat na podane w publikacji konto, bez wskazania właściciela rachunku.

Jak poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, zawiadomienia zostały z prokuratury przesłane na policję, aby ta przeprowadziła odpowiednie czynności w sprawie w ramach dochodzenia - od lipca 2015 r. prowadzi je policja.

Zdaniem Stawickiego zarzuty wysuwane przez stowarzyszenie są bezpodstawne - w jego ocenie sformułowano je by móc organizatorom referendum „przyczepić łatkę aferzystów”.

Według inicjatora referendum komitet mógł zostać nazwany w dowolny sposób. Także sposób zbierania funduszy na potrzeby komitetu jest – jak ocenił – zgodny z przepisami; opinię na ten temat organizatorzy referendum uzyskali w Państwowej Komisji Wyborczej.

„Zgodnie z ustawą o referendom lokalnym może być ono podjęte m.in. przez grupę obywateli, która nie ma osobowości prawnej, muszą więc korzystać z konta osoby prywatnej. To moje konto, jako inicjatora referendum” – wyjaśnił. Zaznaczył też, że w myśl ustawy inicjatorzy referendum muszą m.in. przygotowywać sprawozdania finansowe związane z wydatkami na przedsięwzięcie.

W ubiegłym tygodniu ogłoszono, iż zbiórka podpisów pod wnioskiem ws. referendum o odwołanie prezydenta Lubawskiego ruszy 1 lutego i potrwa do końca marca. Inicjatorzy muszą zebrać ok. 16 tys. podpisów. O inicjatywie zorganizowania referendum inicjatorzy muszą powiadomić pisemnie komisarza wyborczego i prezydenta miasta – po złożeniu dokumentów, można zbierać podpisy.

Komitet referendalny po raz pierwszy oficjalnie zaprezentował się w listopadzie ub.r. Skupia m.in. przedstawicieli ugrupowań centrowych i lewicowych oraz działaczy lokalnych stowarzyszeń. Osobno podpisy pod wnioskiem w sprawie organizacji referendum będą zbierały prawicowe organizacje, skupione wokół partii KORWiN.

„Gdybym się obawiał (wyniku ew. referendum) nie powinienem być w ogóle prezydentem” - mówił w listopadzie ub.r. Lubawski. „Ja tu nie jestem dla pieniędzy, ja tu jestem dla Kielc. Ja tu się urodziłem, od wielu pokoleń tutaj moja rodzina mieszka i poświęciłem już 13 lat temu miastu i mam zamiar poświęcić jeszcze trzy. Jeżeli Kielczanie uznają, że robię to źle, to mają takie instrumenty w swoich rękach” - dodał.

61-letni Lubawski jest wieloletnim prezydentem Kielc, sprawującym tę funkcję od 2002 r. W ostatnich wyborach samorządowych zwyciężył już w pierwszej turze uzyskując niemal 56 proc. głosów. Startował z poparciem Prawa i Sprawiedliwości oraz Polski Razem Jarosława Gowina. W wyborach stał na czele komitetu Porozumienie Samorządowe, które sygnował własnym nazwiskiem. W latach 1999-2001 pełnił także funkcję wojewody świętokrzyskiego. Jesienią br. został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. (PAP)