Ma to pomóc rozwiązać problem z zapewnieniem miejsc w placówkach przedszkolnych zarówno 6-latkom, których rodzice nie zdecydują się posłać swych pociech do szkoły, jak i 3-latkom.

Na początku lutego władze Białegostoku wystosowały propozycję do niepublicznych przedszkoli, by zachęcić je do tworzenia dodatkowych oddziałów. Ich pomysł, to zwiększenie dotacji z 75 proc. (w tym roku jest to ok. 680 zł na dziecko), do 99 proc. (nieco ponad 900 zł w tym roku).

Warunkiem skorzystania z wyższej dotacji będzie stosowanie zasady odpłatności jak w przedszkolach publicznych. Projektem uchwały w tej sprawie radni mają zająć się w najbliższy poniedziałek.

Jak powiedział w czwartek na konferencji prasowej zastępca prezydenta Białegostoku Adam Poliński, na razie chęć uczestniczenia w tym programie potwierdziło 25 przedszkoli niepublicznych (w mieście działają 44 takie placówki). To daje ok. 900 miejsc.

W ocenie Polińskiego, to dobra wiadomość. Pierwsze szacunki władz mówiły, że w mieście będzie trzeba stworzyć ok. 1,1 tys. dodatkowych miejsc w przedszkolach. Jednak - jak mówił - obecnie potrzebnych jest ok. 400 miejsc więcej.

Poliński wyjaśnił, że z ankiet przeprowadzonych w przedszkolach wcześniej wynikało, że 16 proc. rodziców chce posłać 6-latki do szkoły, a teraz się z tego wycofują i chcą pozostawić dzieci w przedszkolach.

Kolejne miejsca miałyby się znaleźć w niektórych miejskich szkołach, gdzie - według planów władz - zostaną utworzone oddziały przedszkolne. Obecnie pod uwagę brane są trzy szkoły podstawowe i dwa gimnazja, gdzie w sumie może powstać 500 miejsc. Jak mówił Poliński, ostateczna ich liczba w tych placówkach będzie zależała od zainteresowania rodziców podczas rekrutacji.

Na terenie Białegostoku działa 56 przedszkoli prowadzonych przez samorząd i 44 niepubliczne.(PAP)