Julke zeznawał w piątek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku jako świadek w procesie cywilnym o ochronę dóbr osobistych, który prezydent Sopotu Jacek Karnowski wytoczył "Rzeczpospolitej" za cykl kilkudziesięciu artykułów opisujących tzw. aferę sopocką; dziennik ujawnił ją w lipcu 2008 r. Proces w tej sprawie toczy się od listopada 2011 r.

Zdaniem Karnowskiego dziennik podawał na jego temat nieprawdziwe i nierzetelne informacje, nie zamieszczając ani razu sprostowania z jego strony. Pozwanymi w tej sprawie są b. redaktor naczelny „Rz” Paweł Lisicki oraz b. dziennikarz gazety Piotr Kubiak. Karnowski żąda od nich przeprosin i zapłaty po 250 tys. zł zadośćuczynienia.

„Nigdy nie przekazywałem płytki z rozmową z Jackiem Karnowskim dziennikarzom +Rzeczpospolitej+. Nie wiem, w jaki sposób trafiła ona do dziennika. Nie robiłem żadnych manipulacji w nagraniu” – powiedział przed sądem Julke, który na prośbę Karnowskiego i jego pełnomocników składał zeznania pod przysięgą.

Julke powiedział, że jest „pełen podziwu” dla dziennikarzy „Rz”, że „mieli odwagę ujawnić aferę sopocką”. „Dziś nękani są za to uciążliwym i kosztownym procesem” – dodał.

Julke, pytany o relacje z Kubiakiem, przyznał, że była to koleżeńska znajomość. Zaprzeczył, że udzielał dziennikarzowi pożyczek pieniędzy. Przyznał, że przelał na jego konto kilka tysięcy złotych na zakup głośników, ale do transakcji ostatecznie nie doszło i dziennikarz zwrócił mu całą kwotę w gotówce.

Wiele pytań Julke kwitował zwrotem: „nie pamiętam”, odsyłając sąd do protokołu przesłuchania w prokuraturze. W taki sposób odpowiedział m.in. na pytanie o zniszczenie dyktafonu z oryginalnym zapisem rozmowy. „Dyktafon zniszczyłem świadomie, ale nie pamiętam, jaka była moja motywacja, aby to zrobić” – powiedział. Świadek nie pamiętał także, dlaczego wcześniej ukrył dyktafon w garażu jednego z dziennikarzy trójmiejskiego oddziału „Gazety Wyborczej”.

Po kilku podobnych wypowiedziach prowadząca proces sędzia Dorota Kołodziej ostrzegła Julkego, że może wymierzyć mu karę grzywny lub tygodniowego pobytu w więzieniu.

„Obecna niepamięć świadka zdaje się być niepamięcią taktyczną z jego strony” – oceniła jedna z pełnomocników prezydenta Sopotu, Joanna Grodzicka.

Gdański sąd dwukrotnie wzywał Julkego do złożenia zeznań – w jednym przypadku przedsiębiorca przedstawił zwolnienie lekarskie; w drugim nie usprawiedliwił swojej nieobecności i sąd wymierzył 500 zł grzywny.

W lipcu 2008 r. do Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku zgłosił się sopocki biznesmen Sławomir Julke, który twierdził, że cztery miesiące wcześniej prezydent Sopotu Jacek Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Zdaniem biznesmena, który planował przebudować strych kamienicy w kurorcie, prezydent chciał dostać lokale jako zapłatę za pomoc w uzyskaniu od swoich urzędników koniecznych pozwoleń na przebudowę. Julke dostarczył śledczym kopię nagrania rozmowy z Karnowskim.

W efekcie śledztwa prokuratura postawiła Karnowskiemu osiem zarzutów, w tym siedem natury korupcyjnej. Karnowskiemu zarzucano, że: zażądał łapówki od Julkego, przyjął korzyści majątkowe w wysokości ok. 70 tys. zł od miejscowego dilera samochodowego Włodzimierza G. w postaci kupna trzech aut po zaniżonej cenie, darmowego serwisowania samochodów oraz prac na terenie swojej posesji, wziął łapówkę od sopockiego przedsiębiorcy Mariana D. w postaci wykonanych bezpłatnie na swojej posesji usług budowlanych o wartości 2 tys. zł oraz sfałszował oświadczenie.

Prokuratura dwukrotnie: w 2010 i 2011 r. kierowała do Sądu Rejonowego w Sopocie akt oskarżenia w sprawie Karnowskiego. Za każdym razem sąd zwracał prokuraturze akta do uzupełnienia o dodatkowe opinie, a w przypadku drugiego aktu oskarżenia sąd zdecydował się też umorzyć część zarzutów.

24 kwietnia przed Sądem Rejonowym w Sopocie odbędzie się posiedzenie przygotowawcze w sprawie prezydenta tego miasta. Chodzi o łapówkę, jaką miał przyjąć Karnowski w postaci robót budowlanych oraz oświadczenie, w którym miał potwierdzić nieprawdę.

Oprócz tych dwóch spraw, w toku są nadal postępowania nad dwoma innymi wątkami związanymi z Karnowskim. Pierwszy z nich, najpoważniejszy, to sprawa łapówek w postaci mieszkań. W listopadzie 2012 r., decyzją prokuratora generalnego, śledztwo w tej sprawie zostało przeniesione z Gdańska do Szczecina.

Nadal otwarta pozostaje także kwestia dotycząca napraw samochodów. Wątek ten został umorzony przez sąd, ale w listopadzie 2012 r. prokurator generalny poinformował, że zwrócił się do Sądu Najwyższego ze skargą kasacyjną na decyzję gdańskiego sądu w tej sprawie. (PAP)

rop/ abr/ jra/