Pierwsza rozprawa odbyła się 10 lutego; odroczono ją wówczas do 3 marca ze względu na konieczność przesłuchania dwóch świadków, o co wnioskował pełnomocnik Mariusza T. Marcin Lewandowski. Ponadto wówczas do sądu nie dotarły jeszcze wysłane pocztą przez adwokata uwagi i zastrzeżenia dotyczące opinii wydanych przez biegłych: psychiatrów, psychologa i seksuologa.

Poniedziałkowa rozprawa, podobnie jak pierwsza, odbędzie się z wyłączeniem jawności; w sali wyposażonej w urządzenia, które mają zwiększać bezpieczeństwo, m.in. szyby kuloodporne.

Nie wiadomo, czy T. będzie uczestniczył w rozprawie. Według jego pełnomocnika T. chciałby na niej być, ale się waha ze względu na obawę ujawnienia jego wizerunku. Gdyby zdecydował się wziąć udział w rozprawie, będzie eskortowany przez policję. Na salę rozpraw wejdzie osobnym wejściem, znajdującym się w strefie ograniczonego dostępu i zamkniętym dla osób postronnych.

O uznanie T. za osobę z zaburzeniami psychicznymi, stwarzającą zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób i jego izolację wnioskował 22 stycznia dyrektor zakładu karnego w Rzeszowie, gdzie T. odbywał karę. Skierowanie wniosku o uznanie T. za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych i zastosowanie wobec niego, już po odbyciu kary więzienia, nadzoru prewencyjnego lub leczenia w ośrodku zamkniętym utworzonym w Gostyninie umożliwiła ustawa o nadzorze nad groźnymi przestępcami, która zaczęła obowiązywać 22 stycznia br.

Dotyczy ona groźnych przestępców, u których podczas odbywania kary w systemie terapeutycznym występowały zaburzenia psychiczne, bądź preferencji seksualnych, które mają taki charakter, że "zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy" zagrożonego karą przynajmniej 10 lat więzienia.

Po wpłynięciu wniosku dyrektora więzienia sąd jeszcze tego samego dnia powołał biegłych: psychiatrów, psychologa i seksuologa, którzy opracowali opinie dotyczące T.

Otrzymali oni jego dokumentację, m.in. akta osobowe, książkę zdrowia, w której są m.in. wszystkie badania lekarskie, zgłaszane kłopoty ze zdrowiem, czy przyjęte formy leczenia, oraz opinie sprzed 25 lat, opracowane przez terapeutów z więzienia w Strzelcach Opolskich, gdzie T. odbywał karę nim trafił do Rzeszowa. Biegli powołani przez rzeszowski sąd zbadali T. też w więzieniu.

Na podstawie rozmowy z T. oraz otrzymanej dokumentacji opracowali opinie. Nie wnioskowali o dodatkową obserwację T. w ośrodku zamkniętym.

Właśnie taki sposób przygotowania opinii zamierza na poniedziałkowej rozprawie zakwestionować pełnomocnik T. Uważa on, że opinie biegłych są powierzchowne i że powinny być wydane na podstawie obserwacji T. w ośrodku zamkniętym.

Zaneguje też prawidłowość wydania tych opinii. Chodzi o to, że materiały, na podstawie których zespół biegłych opracował opinie ws. T. nie były jeszcze dopuszczone jako dowód w sprawie. Sąd przyjął te dokumenty za dowód na pierwszej rozprawie ws. T., która odbyła się 10 lutego, a biegli swoje opinie opracowali pod koniec stycznia.

Mecenas Lewandowski zapowiedział też podtrzymanie w poniedziałek swego wcześniejszego wniosku o powołanie nowego zespołu biegłych.

Na podstawie m.in. opinii biegłych sąd będzie rozpatrywał wniosek o uznanie T. za osobę z zaburzeniami psychicznymi zagrażającą innym.

Mariusz T. to pedofil skazany w 1989 r. za zabójstwo czterech chłopców na karę śmierci zamienioną potem na 25 lat więzienia. Opuścił więzienie 11 lutego po zakończeniu kary. Przebywa na wolności, choć – decyzją sądu, na wniosek dyrektora więzienia - ma dozór policji. Policja może stosować wobec niego czynności rozpoznawczo-operacyjne.

Aby zapobiec wyjściu T. na wolność, dyrektor więzienia w Rzeszowie wnioskował do sądu - tytułem zabezpieczenia - o tymczasową izolację do czasu uprawomocnienia się decyzji uznającej T. za osobę niebezpieczną. Jednak sąd zdecydował, że T. wyjdzie z więzienia po zakończeniu kary, ale ma być objęty działaniami operacyjno-rozpoznawczymi, nie może też opuszczać kraju.

T. po wyjściu na wolność zwrócił się do policji o ochronę ze względu na obawę przed linczem. W związku z przyznaniem mu tej ochrony T. mieszka w miejscu wskazanym mu przez policję. Przez cały czas towarzyszą mu też dwaj funkcjonariusze.(PAP)