"Było to wprawdzie w początkowej fazie egzaminu, ale nie można wykluczyć, że niektórzy z aplikantów to zauważyli i mieli czas, aby się przyjrzeć i zapamiętać. W związku z tym nie ryzykujemy, powtarzamy sprawdzian dla tej grupy" - powiedział sędzia Dzyr.
Błąd zauważyła komisja egzaminacyjna, akta z postanowieniem wycofano, ale nie przerwano egzaminu. O sprawie dyrekcja Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie dowiedziała się od dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w Krakowie, do których zgłosili się niektórzy aplikanci.
Jak wyjaśnił Dzyr, błąd przy egzaminie - oprócz unieważnienia egzaminu - spowodował także zaostrzenie procedur związanych z przeprowadzaniem egzaminów, które dotąd "nie były takie szczegółowe". "Sądziliśmy, że niektórych rzeczy nie trzeba regulować. Okazało się, że trzeba regulować, jak np. zgłaszanie wszelkich incydentów podczas egzaminu" - podkreślił wicedyrektor.
"Problem polega na tym, że komisja uznała samodzielnie w ramach swoich kompetencji, że nic się nie stało i że nie miało to wpływu na egzamin. My na to patrzymy z innego punktu widzenia. Nie podejmujemy takiego ryzyka, jakie podjęła komisja. Dlatego niektóre procedury będą zmienione" - dodał sędzia.
Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury powołana została do kształcenia kadr wymiaru sprawiedliwości. Działa w Krakowie od 2009 roku. (PAP)