Początkowo Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej postawił 30 aresztowanym na Morzu Barentsa aktywistom zarzut piractwa, za co groziło im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności. W czwartek zmienił kwalifikację czynu na chuligaństwo, co jest zagrożone karą do 7 lat łagru. Wśród aresztowanych jest 26 cudzoziemców pochodzących z 18 krajów, w tym Polak, 37-letni pracownik Uniwersytetu Gdańskiego Tomasz Dziemianczuk.

"Nowe zarzuty, podobnie jak te pierwotne, wydają się nieproporcjonalne" - napisała w oświadczeniu wysłanym PAP rzeczniczka Ashton, Maja Kocijanczicz.

Wśród załogi statku "Arctic Sunrise", którym aktywiści dopłynęli do należącej do Gazpromu platformy, znajdowali się dziennikarze. Rzeczniczka zaznaczyła, że "przetrzymywanie dwojga dziennikarzy jest naruszeniem wolności prasy".

W poniedziałek rząd holenderski poinformował, że zwrócił się do Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza, by doprowadzić do uwolnienia aktywistów Greenpeace'u, ale w środę rosyjskie władze oświadczyły, że nie przyjmą procedury arbitrażowej.

W środę w Parlamencie Europejskim w Strasburgu unijny komisarz ds. środowiska Janez Potocznik ubolewał, że Rosja odrzuciła arbitraż. Jego zdaniem jest jednak "nadzieja na to, że sprawa zostanie rozwiązana".

18 września, operując z pokładu pływającego pod holenderską banderą statku "Arctic Sunrise", działacze Greenpeace'u usiłowali dostać się na platformę wiertniczą Prirazłomnaja, aby zaprotestować przeciwko wydobywaniu ropy naftowej w Arktyce. Interweniowała straż przybrzeżna Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), która zatrzymała statek i odholowała go do Murmańska.

Z Brukseli Julia Potocka (PAP)