W czwartek sąd apelacyjny częściowo zmienił na wniosek pozwanych niekorzystny dla nich ubiegłoroczny wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Uwzględniając w części pozew aktora wobec tabloidu, SO nakazał wtedy pozwanym obszerne przeprosiny oraz wpłatę 40 tys. zł zadośćuczynienia Grabowskiemu (on sam wnosił o 100 tys. zł) oraz 10 tys. zł na cel społeczny (chciał 150 tys. zł).

SA uznał, że wystarczy 20 tys. zadośćuczynienia i 10 tys. zł na cel społeczny. SA ograniczył też treść przeprosin nakazanych przez SO. Pozwani mogą jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego, choć nie wstrzymuje to wykonania wyroku.

Przyczyną procesu o ochronę dóbr osobistych Grabowskiego były doniesienia "Faktu" z 2008 r. W artykułach pt. "Kogo podrywa Kiepski?" i “Randka na odludziu” pisano o spotkaniu aktora na ustronnej drodze pod Konstancinem z "pewną śliczną, młodziutką blondynką". Pytano też, czy tajemnicza blondynka, która "może być w wieku jego córki", może stanowić zagrożenie dla jego partnerki.

Aktor pozwał tabloid, bo sugerował on jakoby “uganiał się za kobietami”. Zeznał w sądzie, że planował wtedy ślub, który odwlekł się, gdyż tekst zakłócił na pewien czas relacje z jego przyszłą żoną. Pozwani bronili się argumentem, że “tekst napisano w żartobliwym tonie”.

SO uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych Grabowskiego przez podanie nieprawdziwych informacji. Nakazał redaktorowi naczelnemu Grzegorzowi Jankowskiego oraz wydawcy gazety opublikowanie żądanych oświadczeń na pierwszej stronie "Faktu" i na jego stronie internetowej. Pozwani mieli w nich przeprosić za podanie nieprawdy, gdyż spotkanie nie było randką, lecz miało charakter zawodowy, a Grabowski nie podrywał swej rozmówczyni, dziennikarki jednego z portali. W oświadczeniu miało się też znaleźć stwierdzenie, że dziennikarce towarzyszył kamerzysta, co "Fakt" celowo przemilczał.

SO uznał, że kwoty 40 tys. i 10 tys. zł zadośćuczynienia będą odpowiednią rekompensatą za naruszenie dóbr. SO oddalił powództwo wobec pozwanych dwojga redaktorów "Faktu", bo nie wykazano, by mieli oni wpływ na publikację (odpowiedzialność za dopuszczenie do publikacji ponosi redaktor naczelny).

W apelacji pozwani wnieśli o uchylenie wyroku SO. Z kolei we własnej apelacji Grabowski zażądał po 50 tys. zł dla siebie i na cel społeczny.

SA uznał, że apelacja powoda jest bezzasadna; częściowo uznał zaś apelację pozwanych. W uzasadnieniu sędzia SA Krzysztof Tucharz powołał się na sprzeczności w zeznaniach powoda i jego żony. "Nawet jeśli pojawił się kryzys w związku, to miał on krótkotrwały charakter" - argumentował. Dlatego za właściwą uznał kwotę 20 tys. zł zadośćuczynienia, bo 40 tys. było kwotą "znacząco wygórowaną".

Ponadto z oświadczenia, które mają zamieścić pozwani, sąd usunął zwroty o "podrywaniu" rozmówczyni aktora i o obecności kamerzysty - jako niepotrzebne do usunięcia skutków naruszenia dóbr.

Zarazem SA podtrzymał ustalenia SO, że doszło do naruszenie dóbr osobistych powoda. "Można przyjąć, że było to celowe działanie, by wyrządzić krzywdę powodowi" - ocenił sędzia. Podkreślił, że skoro redakcja uzyskała same zdjęcia "randki", to powinna była je zweryfikować, a nie "wymyślać fabułę". "Brak staranności i rzetelności był tu wręcz modelowy" - dodał sędzia Tucharz. Zaznaczył, że z odpowiedzialności nie zwalnia humorystyczny charakter materiałów tabloidu.

Łukasz Starzewski (PAP)