Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiedziała pod koniec ub. tygodnia, że w poniedziałek skieruje do podpisu przez prezydenta ustawę o leczeniu bezpłodności, w tym metodą pozaustrojowego zapłodnienia in vitro. W piątek Senat opowiedział się za przyjęciem ustawy o in vitro bez poprawek.

Czytaj: W poniedziałek ustawa o in vitro trafi do prezydenta>>>

Premier Kopacz pytana w Skierniewicach, czy jest spokojna o podpis prezydenta pod ustawą dotyczącą zapłodnienia in vitro, odparła: "Jestem. Pan prezydent w trakcie kampanii prezydenckiej również był wielkim zwolennikiem wprowadzenia tej metody".

Według niej uchwalenie przez Sejm ustawy o in vitro to "wielkie święto polskiej wolności", bo ludzie będą mogli sami decydować, czy skorzystać z tej metody czy nie. "Nikt nikomu niczego nie narzuca. Ludzie we własnym sumieniu będą decydować, czy chcą z tej metody skorzystać, czy też nie" - zaznaczyła szefowa rządu.

Jak powiedziała, uchwalenie tej ustawy to również święto w walce z niżem demograficznym. "Dzieci z in vitro rodzi się bardzo dużo. Dzisiaj jest około 1,5 mln par, które w sposób naturalny dzieci mieć nie mogą. Przeszły już całą kurację. A więc to również święto szczęścia dla tych rodzin, które zobaczyły światełko w tunelu i mówią: będziemy mogli w ramach programu, który jest finansowany z budżetu, mieć swoją odrobinę szczęścia" - powiedziała Kopacz.

Czytaj: Senat przyjął ustawę o in vitro>>>

Premier została też zapytana, czy PO będzie starała się zmodyfikować pytania we wrześniowym referendum w związku z uchwaleniem przez Sejm ustawy przewidującej, że wątpliwości mają być rozstrzygane na korzyść podatnika (in dubio pro tributario). W sobotę w Giżycku premier pytana o sprawę tego pytania oceniła, że jest ono de facto bezprzedmiotowe.

"Nie będziemy modyfikować, będziemy starać się, by jak najwięcej osób zagłosowało w tym referendum. W tych sprawach, czyli rozstrzyganie na rzecz podatnika, oczywiście na tak" - powiedziała premier. "Będziemy chcieli, aby ta zasada, którą wprowadziliśmy rządową ustawą na ostatnim posiedzeniu Sejmu, by miała narodową pieczęć, żeby nie można było od tego odejść, gdyby się kolejnym rządom kiedykolwiek zechciało coś majstrować przy tym przepisie" - powiedziała w premier.

W referendum 6 września, zgodnie z inicjatywą prezydenta Bronisława Komorowskiego, Polacy mają odpowiadać na trzy pytania: czy są "za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu"; czy są "za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa" i czy są "za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika".

Dziennikarze pytali też premier, czy ze względu na Senat jest spokojna o poparcie dla kandydatury wiceszefa HFPC Adama Bodnara na Rzecznika Praw Obywatelskich. "Proszę pamiętać, że to Sejm wybiera większością głosów, i to nie tylko PO, ale wszyscy pozostali będą głosowali na sali - jest 460 posłów" - powiedziała. Podkreśliła, że ten, kto będzie reprezentował interesy 38 milionów Polaków, musi przede wszystkim reprezentować ich interes, a nie swoje własne. "Każdy klub, który będzie miał okazję spotkać się z kandydatem, pewnie będzie bardzo szczegółowo dopytywał kandydata o jego pomysły na pełnienie tej funkcji, a wtedy decyzja zapadanie już na sali" - dodała. Dopytywana o zgodę Senatu na wybór RPO, odparła: "Jestem przekonana, że również Senat spotka się z kandydatami".

Kadencja obecnej RPO Ireny Lipowicz upływa w drugiej połowie lipca; kandydaturę Adama Bodnara na nowego RPO zgłosiły PO i SLD, Zofii Romaszewskiej - PiS. Sejm ma głosować nad wyborem nowego RPO na posiedzeniu 21-24 lipca. (PAP)