Konwencja Rady Europy ma m.in. chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Została ona przedstawiona do podpisu w maju zeszłego roku. W ubiegłym tygodniu sprawą konwencji zajmował się rząd. Ministrowie zdecydowali, żeby przed decyzją o podpisaniu dokumentu przez kilka tygodni dać sobie czas na przygotowanie raportu opartego na dokonanych w poszczególnych resortach analizach prawnych oraz zebranych opiniach ekspertów.
"Pragniemy zwrócić uwagę na fakt, że prace nad raportem w niczym nie przeszkadzają wcześniejszemu złożeniu podpisu, gdyż podpisanie konwencji oznacza tylko, że Polska wyraża wolę dostosowania swojego prawa do rozwiązań, które zostały przyjęte w konwencji w takim zakresie, w jakim okaże się to konieczne" - głosi przekazane w piątek PAP pismo do premiera Donalda Tuska, podpisane przez przewodniczącą CPK Urszulę Nowakowską.
Dlatego - jak wskazało Centrum - prace nad dostosowaniem krajowych przepisów do wymogów konwencji można rozpocząć po jej podpisaniu i zakończyć przed ratyfikacją. "Mamy również nadzieję, że podczas pracy nad dostosowaniem polskiego prawa do wymagań konwencji rząd podejmie konsultacje z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się problematyką przemocy wobec kobiet" - dodano w piśmie.
Na tle dyskusji o konwencji doszło do sporu pomiędzy pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania Agnieszką Kozłowską-Rajewicz, która uważa, że dokument należy jak najszybciej ratyfikować, a ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem, który widzi w nim "wyraz ideologii feministycznej", służący "zwalczaniu tradycyjnej roli rodziny i promowaniu związków homoseksualnych".
Kozłowska-Rajewicz mówiła wcześniej PAP, że tematem ubiegłotygodniowej dyskusji Rady Ministrów była konwencja, a nie spór między ministrami. Podczas rządowej dyskusji - jak zaznaczyła - uznano, iż potrzebna jest szczegółowa analiza prawnych, społecznych oraz ekonomicznych aspektów poszczególnych przepisów konwencji oraz skutków finansowych, jakie ratyfikacja mogłaby spowodować.
CPK - nawiązując do kwestii skutków finansowych - zaznaczyło, że z badań na temat kosztów związanych z przemocą wobec kobiet wynika, że "profilaktyka, skuteczne prawo i jego wdrażanie obniża nie tylko koszty społeczne, ale również wydatki państwa na system interwencji i leczenie skutków przemocy". Według Centrum debaty wymagają natomiast jeszcze m.in. kwestie właściwej definicji gwałtu w polskim prawie, uwzględniania kwestii przemocy przy orzekaniu w sprawach o władzę rodzicielską, a także ograniczenia mediacji w sprawach o przemoc w rodzinie.
Z kolei minister Gowin w zeszłym tygodniu powtórzył, że nie zmienia negatywnego zdania wobec części postulatów konwencji. W piątek przed resortem sprawiedliwości przeciwko stanowisku Gowina protestowała grupa osób z Partii Zieloni oraz Fundacji Feminoteka. Uczestnicy pikiety wręczyli przedstawicielowi MS petycję z apelem o wsparcie dla szybkiej ratyfikacji konwencji.
"Zarzuty ministra sprawiedliwości wobec konwencji są absurdalne, samo jej podpisanie byłoby ważną deklaracją, że zamierzamy zmieniać i dostosowywać polskie prawo" - powiedziała PAP Joanna Piotrowska z Feminoteki.
Konwencja nakłada na państwa strony m.in. takie obowiązki, jak: zapewnienie oficjalnej infolinii działającej 24 godziny na dobę dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk oraz ośrodków wsparcia; przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją; monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci; prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn.
Dotychczas konwencję podpisało 20 państw Rady Europy - 19 w 2011 r., m.in. Niemcy, Francja, Austria, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Portugalia, Finlandia, Szwecja, Norwegia, a kilka dni temu - Malta. (PAP)