W środę wieczorem w Sejmie odbyło się głosowanie nad wnioskiem opozycji o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, które odbyło się kilka godzin wcześniej. Głosowało 429 posłów; za odrzuceniem wniosku było 194, przeciw 231, a cztery osoby wstrzymały się od głosu. Odrzucenie wniosku opozycji oznacza, że nowela trafi do dalszych prac w odpowiednich komisjach sejmowych.

Środowa debata nad projektem nowelizacji budżetu była okazją do ataków personalnych i wzajemnych przepychanek. Szef resortu finansów atakowany przez posłów spoza koalicji nie pozostawał dłużny i odpowiadał, że opozycja, nie przedstawiając żadnych propozycji dotyczących polityki gospodarczej, pokazała pustkę intelektualną.

Swojego ministra bronił premier Donald Tusk. Jak mówił dziennikarzom, pozycja szefa resortu finansów w każdym kraju UE jest niezwykle niewdzięczna. Przeciął też ostatecznie plotki, jakoby rozmawiał z Rostowskim nt. dymisji.

"Gdybym miał obcinać głowę komuś, kto nie trafił z prognozą na pierwszy kwartał, to musiałbym też się zamachnąć na Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i 56 innych instytucji, które pomyliły się dokładnie w tym samym stopniu" - zaznaczył szef rządu.

Podczas pierwszego czytania nowelizacji oraz ustaw okołobudżetowych, które trwało w Sejmie pięć godzin, Rostowski przekonywał, że zwiększenie deficytu budżetowego o 16 mld zł dodatkowo wzmocni gospodarkę. Ocenił, że w Polsce widać już pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego.

Jak mówił, poza zwiększeniem deficytu budżetowego, gospodarce pomogą też oszczędności w resortach na poziomie 7,7 mld zł. "Obniży to deficyt strukturalny, zapewniając bezpieczeństwo i wiarygodność polskich finansów publicznych" - powiedział.

Rostowski zarzucił Radzie Polityki Pieniężnej, że nie prowadziła ekspansywnej polityki fiskalnej w 2013 r., co stało się jedną z przyczyn nowelizacji tegorocznego budżetu. Jego zdaniem istnieje nadal przestrzeń do obniżek stóp procentowych.

Jednak nawet szef komisji finansów publicznych Dariusz Rosati (PO) przyznawał, że założenia makroekonomiczne, które legły u podstaw ustawy budżetowej, były nadmiernie optymistyczne. Dodał przy tym, że usprawiedliwieniem dla tego jest fakt, że w istocie pomylili się wszyscy.

Jego zdaniem, gdyby rząd w nowelizacji zaproponował cięcia wydatków na pełną kwotę 24 mld zł, to Polskę dotknąłby bardzo silny, negatywny impuls prorecesyjny i to uderzyłoby boleśnie w gospodarkę.

Wtórował mu Jan Łopata z koalicyjnego PSL, który mówił, że nowelizacja budżetu nie ma znamion końca świata.

Zupełnie inne zdanie mieli posłowie opozycji. Posłanka PiS Beata Szydło zwracała uwagę, że zwiększenie tegorocznego deficytu prowadzi do dalszego wzrostu zadłużenia publicznego.

"Pan minister finansów mówi dzisiaj: pomyliłem się, bo wszyscy się pomylili. Tylko, co to obchodzi Polaków. Pan jest od tego, żeby się nie mylić, tylko, by planować budżet tak, by nie trzeba było przeprowadzać nowelizacji, która odbije się na różnych resortach i dziedzinach życia" - podkreśliła Szydło. Posłanka PiS zarzuciła rządowi, że nie ma żadnej strategii dotyczącej finansów publicznych, budżetu i rozwoju gospodarczego.

W podobnym tonie wypowiadał się szef Ruchu Palikota. Janusz Palikot mówił, że rząd źle wydał gigantyczne środki z UE - nie potrafił skierować ich tak, byśmy dokonali skoku technologicznego, a to wszystko przez brak polityki gospodarczej państwa.

Andrzej Romanek z Solidarnej Polski wyliczał, że Rostowski zadłużył kraj na 844 mld zł. Ocenił, że to, co obecnie dzieje się w polskich finansach można określić gigantycznym chaosem.

Poseł SLD Ryszard Zbrzyzny oświadczył, że zaproponowana przez rząd nowelizacja budżetu na 2013 r. pogłębia kryzys gospodarczy. Jego zdaniem system podatkowy, którego autorem jest wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski, zawalił się. Ocenił, że w rządzie nie ma nikogo, kto znałby się na realnej gospodarce.

Nowelizacja budżetu na 2013 r. ma powiększyć tegoroczny deficyt o około 16 mld zł wobec 35,6 mld zł zapisanych pierwotnie. Rząd założył też cięcia w resortach, które mają dać 7,7 mld zł oszczędności. Powodem nowelizacji są niższe niż zakładano wpływy podatkowe w okresie styczeń-lipiec br.

W projekcie przyjęto, że po zmianach dochody budżetu państwa wyniosą 275 mld 729 mln 440 tys. zł, a wydatki - 327 mld 294 mln 440 tys. zł. W efekcie deficyt wyniesie 51 mld 565 mln zł.