Występujący w imieniu PO minister finansów Jacek Rostowski przekonywał, że rząd przygotował kraj na drugą falę kryzysu, która dotyka strefę euro. "Zagwarantowaliśmy dostęp do elastycznej linii kredytowej MFW - to jest ok. 100 mld zł po dzisiejszym kursie.(...) Zgromadziliśmy 50 mld zł na koncie budżetu państwa, zmieniliśmy system OFE, aby Polska nie była narażona na ataki spekulacyjne. (...) Według KE nasz plan tworzy realną perspektywę do obniżenia deficytu poniżej 3 proc. PKB w 2012 r." - mówił Rostowski. Minister dodał, że teraz najbardziej boi się nieprzewidzianych wydarzeń w strefie euro.

Również według lidera PSL i wicepremiera Waldemara Pawlaka, Polska poradziła sobie w trudnych czasach. "Z jednej strony był to efekt przebojowości Polaków, z drugiej strony też, np. paktu antykryzysowego zawartego na wniosek pracodawców i związków zawodowych - to było kilkanaście rozwiązań ustawowych, które stworzyły dobre warunki do poradzenia sobie z kryzysem" - mówił Pawlak.

Leszek Miller (SLD) jako receptę na kryzys wskazywał równoległe racjonalizowanie finansów publicznych i działania na rzecz wzrostu gospodarczego. "Zostawmy swobodę przedsiębiorcom, uwolnijmy ich z pęt i oków" - mówił Miller. To najlepsze wyjście - dodał - bo Polska, pod względem swobody działalności gospodarczej lokuje się na poziomie krajów afrykańskich. Wskazywał, że jeżeli wzrost będzie odpowiednio szybki, dług publiczny będzie relatywnie malał, przypominał też, że najwyższy w ostatnim 20-leciu wzrost gospodarczy notowano, gdy przy władzy była lewica.

Paweł Poncyljusz (PJN) mówił z kolei, że oszczędzać państwo powinno zacząć od siebie, a takiej chęci w rządzie nie widać. "Jeżeli mamy poradzić sobie w kryzysie musimy odzyskać zaufanie obywateli do instytucji państwowych, ale musimy też pokazać jako politycy i ministrowie, że potrafimy oszczędzać, potrafimy lepiej gospodarować tym samym pieniądzem, który dzisiaj w budżecie państwa jest. Nieprawdą jest, że tego pieniądza tak dziś brakuje" - powiedział.

Miller obarczył rząd odpowiedzialnością za - jego zdaniem - niespotykany dotąd przyrost długu publicznego. Rostowski ripostował, że za rządów SLD to Polska miała najwyższą w całej UE relację długu do PKB.

Minister finansów zapewniał też, że obecna ekipa nie chce podnosić podatków. "Absolutnie nie przewidujemy podniesienia jakiegokolwiek podatku, ale sytuacja jest niebezpieczna. Musimy umieć reagować elastycznie w zależności od sytuacji w najbardziej adekwatny sposób" - stwierdził Rostowski. "W ostateczności, jeśli będzie trzeba, zrobimy to, co konieczne z wielkim bólem. Ale teraz takiej potrzeby nie ma, mamy takie oszczędności, że powinniśmy móc nawet w sytuacji kryzysowej doprowadzić do likwidacji nadmiernego deficytu bez podwyżki podatków" - oświadczył.

Przypomniał, że w 2009 r. rząd, zamiast podnieść podatki, wprowadził wielki pakiet oszczędnościowy, a wtedy SLD i PiS były przeciw takiemu rozwiązaniu. Według niego, pakiet uratował Polskę przed losem Grecji. Poncyljusz stwierdził z kolei, że pakiet polegał na tym, że - jak powiedział - kolanem przepchnięto długi budżetu państwa do funduszy, które są poza budżetem.

Rostowski mówił też, że żałuje, iż wcześniej nie rozpoczęto przebudowy składki na OFE, "wtedy Polska byłaby w jeszcze lepszej sytuacji wobec nadchodzącego kryzysu". Odnosząc się do przedwyborczych propozycji PJN i SLD minister powiedział, że "propozycje gigantycznych dodatkowych kosztów i obłożenia długiem to największe zagrożenie dla przedsiębiorczości. To mówienie o miłych rzeczach, które z powodu kosztów totalnie zrujnowałyby nasze finanse i gospodarkę".

Mówiąc o energetyce Poncyljusz stwierdził, że PJN nigdy nie wybaczymy obecnemu rządowi podpisania umowy gazowej z Rosją, która "zabetonowała monopol" do roku 2037, co oznacza wyższą cenę gazu. Pawlak odpowiadał, że umowa gazowa gwarantuje dostawy surowca przez 10 lat, a do tego czasu Polska powinna osiągnąć lepszą pozycję dzięki gazowi łupkowemu.

Poncyljusz pytał też Pawlaka, czy przez następne cztery lata ceny energii elektrycznej wzrosną o kolejne 40 proc., bo o tyle - według niego - wzrosły ceny prądu dla przeciętnego obywatela i gospodarstwa domowego w ciągu ostatnich czterech lat. "Ceny energii w Polsce będą na znacznie niższym poziomie niż w innych krajach, dlatego że bazujemy na własnych, polskich surowcach energetycznych" - odpowiedział wicepremier.(PAP)