Bez porozumienia do północy 30 lipca (6.00 czasu polskiego) Argentyna będzie uważana, już po raz drugi w ciągu ostatnich 13 lat, za kraj w stanie bankructwa. Taki termin wyznaczył amerykański sędzia Thomas Griesa, który ponadto uzależnił od osiągnięcia porozumienia spłaty argentyńskich papierów dłużnych posiadanych przez innych wierzycieli.

"Fundusze spekulacyjne usiłowały narzucić nam coś nielegalnego. Argentyna jest gotowa do dialogu i znalezienia konsensu" - powiedział Kicillof. "Będziemy poszukiwać sprawiedliwego, zrównoważonego i legalnego rozwiązania dla wszystkich naszych kredytodawców" - dodał.

Kicillof utrzymywał, że jego kraj nie jest niewypłacalny bowiem przekazał należne na obecny okres spłaty bankom powierniczym.

Fundusze, o których mówił Kicillof to mające siedziby w USA fundusze hedgingowe, które skupiły obligacje rządu Argentyny w najgorszym okresie kryzysu finansowego w tym kraju po wyjątkowo niskich cenach. Fundusze te nigdy nie zgodziły się restrukturyzację spłaty zadłużenia. Domagają się one obecnie spłaty przez Argentynę ok. 1,5 mld dolarów, w tym natychmiastowej spłaty 539 mln dolarów oprocentowania.

Prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner użyła wobec tych funduszy określenia "sępy" i oskarżyła je o wykorzystywania problemu zadłużenia jej kraju do prób uzyskania wysokich zysków.

Agencja ratingowa Standard & Poor's, na krótko przed ogłoszeniem fiaska obecnych rokowań, obniżyła rating Argentyny do równego bankructwu. Zaznaczyła jednak, że może zrewidować go w górę jeśli Argentyna znajdzie sposób wyjścia z obecnego impasu i dojdzie do porozumienia z wierzycielami. (PAP)

jm/