„Widok nie jest obiecujący. Teraz przynajmniej wiem, jak to wygląda w rzeczywistości” - Jaroslav Volsicky, pochodzący z Czech informatyk, jak zwykle jest oszczędny w słowach. Z ufundowanej przez niego szkoły w wiosce Chhyarpa, w okręgu Ramechhap, został tylko stos kamieni i fundamenty.
Podczas trzęsienia ziemi z 25 kwietnia zapadł się dach i ściany. Drugi wielki wstrząs z 12 maja, którego epicentrum zlokalizowano w okolicach Everestu, znacznie bliżej Ramechhap, dopełnił dzieła zniszczenia.
Kilka tygodni przed trzęsieniem ziemi, jak niemal co roku, Jaroslav odwiedził swoją szkołę. Przywiózł plastikowe rury, które miały odprowadzać wodę w czasie monsunu oraz żelazne pręty i metalowe siatki potrzebne na kamienny mur zabezpieczający osuwisko w pobliżu szkoły.
„Odprowadzimy wodę w ten sposób, że nie będzie podmywała wzgórza, na którym stoi szkoła. I w tym roku wreszcie skończymy mur zabezpieczający” - cieszył się, wskazując kamienną konstrukcję u podnóża wzniesienia.
Lokalna społeczność od wielu lat walczyła o podstawówkę w Chhyarpie. Do najbliższej szkoły dzieci musiały iść górskimi ścieżkami kilka godzin, dlatego wiele z nich zostawało w domach. W okręgu Ramechhap to norma. Chociaż leży około 70 km na wschód od Katmandu, to infrastruktura jest tu na kiepskim poziomie. Przede wszystkim brakuje szkół i dróg. Ciężarówce wiozącej materiały budowlane ufundowane przez Jaroslava pokonanie ostatnich 20 km w górach zajęło osiem godzin.
„Ale ludzie byli tu bardzo zdeterminowani, żeby postawić szkołę” - tłumaczy Akka Lama, szef DCWC, organizacji pozarządowej, która współpracowała z Volsickim przy budowie podstawówki. „Pokryli około jednej trzeciej kosztów. Pracowali przy budowie i nosili materiały budowlane przez góry” - dodaje.
Każdy w Chhyarpie zna Jaroslava. „On tutaj cały czas wraca i nie przestaje pomagać. A przy tym jest wymagający” - mówi miejscowy nauczyciel Man Bahadur. Dlatego miejscowi nie ukrywali przed nim swoich obaw.
„Ludzie martwią się, że mniej dzieci zacznie rok szkolny” - pracownik DCWC Guna Lama tłumaczył zatroskane miny Nepalczyków zebranych wokół Jaroslava. „Mówią, że coraz więcej rodzin wysyła swoje dzieci do Katmandu” - dodał.
„A to bardzo źle, kto tu zostanie w wiosce? Trzeba coś zrobić” - odezwał się czterdziestoletni mężczyzna. Prasad niedawno wrócił do rodzinnej wioski i wie, co mówi. Przez ostanie kilkanaście lat pracował za granicą. „W Sikkimie, Goa, a nawet w Kerali” - wymienia regiony Indii, gdzie Nepalczycy są tanią siłą roboczą w sezonie turystycznym.

Szkolne wycieczki do egzotycznych krajów coraz popularniejsze>>

W Chhyarpie w każdym z 65 domostw przynajmniej jedna osoba pracuje za granicą. W Indiach, nad Zatoką Perską lub w Malezji. „Dlatego mamy pieniądze, żeby wysłać dzieci do prywatnej szkoły w Katmandu” - mówił Prasad.
„Tylko, że one nie są wcale lepsze od szkół publicznych. Może z wyjątkiem tych najlepszych, na które i tak nie stać ludzi z wioski” - tłumaczył Man Bahadur, który zarabia więcej niż nauczyciele w szkołach prywatnych. Tam tylko 10 proc. nauczycieli ma pensję porównywalną do jego zarobków.
„Uczniom w prywatnych szkołach sprzedaje się płonne marzenia. Mówi się im, że dzięki prywatnej edukacji wyjadą do USA, do Wielkiej Brytanii lub innego zagranicznego kraju” - mówi Bidya Nath Koirala, specjalista od edukacji z Uniwersytetu Tribhuvana; w wywiadzie dla nepalskiego dziennika "Republica" nie przebierał w słowach. „Szkoły prowadzone są pod śmiesznymi nazwami, typu NASA albo Pentagon, żeby promować te złudne sny. Ograbiają ludzi w imię edukacji” - twierdził.
„W ostatnich latach Nepal osiągnął imponujące wyniki w podstawowej edukacji. Do podstawówek zapisywanych jest 95 proc. dzieci w porównaniu z 64 proc. w 1990 r. Podobnie odsetek osób w wieku 15-24 lata potrafiących pisać i czytać wzrósł z 36 proc. do 80 proc.” - pisze w "Republice" Shisir Khanal, prezes organizacji wolontariuszy-nauczycieli Teach for Nepal. Jednocześnie zwraca uwagę, że później jest już znacznie gorzej. Do dziesiątej klasy dociera tylko co czwarty uczeń.
Podczas trzęsienia ziemi runęło 8 tys. szkół. W okręgach Gorkha, Dolakha i Sindhupalchowk zniszczenia sięgają 90-100 proc. Eksperci oceniają, że przez kataklizm przybierze na sile handel dziećmi i zjawisko fałszywych sierocińców, gdzie dzieci udają sieroty, aby wymusić na obcokrajowcach datki. Dlatego nepalski rząd zakazał rejestrowania nowych sierocińców oraz podróży dzieci bez opieki rodziców przez granice okręgów. „Po prostu musimy jak najszybciej odbudować szkoły. Każda rupia się liczy” - podkreśla Khanal.
„Tylko, że nikt w Chhyarpie nie myśli teraz o odbudowie szkoły” - mówi Jaroslav. W wiosce trzęsienie ziemi nie oszczędziło żadnego z domów.
Z Chhyarpy Paweł Skawiński (PAP)

Nawet 1000 zł zasiłku dla dziecka, którego rodzina ucierpiała na skutek żywiołu>>