Październikowy raport ministerstwa pracy był wyjątkowo uważnie analizowany przez media i komentatorów, gdyż jego publikacja miała miejsce na 4 dni przed wyborami prezydenckimi. Wynika z niego, że w październiku liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 161 tys. Ponadto Departament Pracy znacznie zrewidował w górę dane za sierpień i wrzesień, kiedy przybyło odpowiednio 176 tys. i 191 tys. miejsc pracy, czyli w sumie o 44 tys. więcej niż pierwotnie szacowano. Natomiast stopa bezrobocia wyniosła w październiku 4,9 proc. wobec 5,0 proc. we wrześniu.

Za szczególnie pozytywną wiadomość w raporcie uznano dane dotyczące wzrostu pensji. Przeciętnie zarobki zrosły w październiku o 10 centów za godzinę do 25,92 dolarów. W ujęciu rocznym to wzrost o 2,8 proc. To dobra wiadomość, zważywszy że pensje Amerykanów bardzo długo wcale nie rosły, mimo że gospodarka amerykańska podniosła się już po kryzysie z 2007 roku i odnotowywała wzrost.

Przemawiając na wiecu w Atkinson w stanie New Hampshire, kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA Donald Trump określił dane ministerstwa pracy na temat zatrudnienia jako "totalną katastrofę". Powiedział, że wzrost gospodarczy jest za mały, a bezrobocie w USA wciąż za wysokie. Skrytykował rząd, że w publikowanych co miesiąc statystykach na temat bezrobocia nie uwzględnia się osób, które przestały szukać pracy. "Nikt nie wierzy zresztą w te liczby, które publikują" - skonkludował.

Przeczytaj: Miliony miejsc pracy w Unii zależy od rynku USA

W komunikacie opublikowanym przez sztab Trumpa podkreślono też, że "gospodarka Obamy i Clinton jest totalną porażką", bo "sprzyja donatorom i grupom interesu, a okrada rodziny pracujące". "Od czasu gdy Obama objął urząd prezydenta 14 mln ludzi straciło pracę, zwiększając do 94 mln liczbę wszystkich niepracujących. (...) 43 proc. młodych Afroamerykanów i 32 proc. młodych Amerykanów z mniejszości latynoskiej żyje w ubóstwie" - zaznaczono.

Trump od początku kampanii prezentuje bardzo negatywny obraz amerykańskiej gospodarki, winiąc międzynarodowe umowy handlowe za ucieczkę wielu miejsc pracy z USA.

Kandydatka Demokratów Hillary Clinton jak dotąd nie odniosła się do najnowszych danych o zatrudnieniu. Ale zwykle prezentuje w kampanii znacznie bardziej pozytywny obraz gospodarki niż Trump, podkreślając, że prezydent Barack Obama rozpoczynając mandat odziedziczył największy kryzys od czasu wielkiej depresji z lat 30. Zawsze zaznacza jednak, że wiele trzeba jeszcze zrobić, by poprawić sytuację klasy średniej.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)