Jak poinformował PAP rzecznik prasowy prokuratury Mieczysław Orzechowski, śledztwo było prowadzone w sprawie nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu kolejowym, a co za tym idzie nieumyślnego zanieczyszczenia wody, powietrza i powierzchni ziemi, które mogło zagrozić wielu osobom.
Do wypadku doszło 13 stycznia tego roku we wczesnych godzinach porannych, gdy pracownicy kolei przetaczali wagony z paliwem, nie przestawiając odpowiednio zwrotnicy.
Według prokuratury drużyna manewrowa zamiast najpierw przestawić zwrotnicę i dopiero po tym uruchomić skład wagonów, postanowiła podjechać składem do zwrotnicy, by wówczas ją przestawić. Skład przetaczanych wagonów jednak nie zatrzymał się w odpowiednim momencie, pojechał dalej, uderzając w stojące na torze inne wagony.
W rezultacie uszkodzone zostały cztery wagony-cysterny; z jednego, który się rozszczelnił, wyciekło paliwo. Straty, które powstały w wyniku uszkodzenia torów, wagonów i wycieku oleju napędowego, wyniosły prawie 700 tys. zł.
Po wycieku 57 metrów sześciennych oleju napędowego straż pożarna i służby ekologiczne odzyskały blisko połowę, czyli 29 metrów sześciennych paliwa, reszta ropy wsiąkła w grunt.
Jak poinformował prokurator Mieczysław Orzechowski, powołany w śledztwie biegły specjalista z zakresu ochrony środowiska stwierdził, że choć doszło do skażenia powietrza, wody i gruntu, to nie było ono na tyle duże, że można by mówić o "szkodzie wielkich rozmiarów".
Na najbardziej skażonym terenie, czyli obszarze bocznicy kolejowej, rozpoczęła się rekultywacja. Wywieziono blisko 700 ton skażonej ziemi. Do gruntu wprowadzono mikroorganizmy, które rozkładają substancje ropopochodne, oczyszczając w ten sposób ziemię. Prace, które mają potrwać w tym miejscu do 2016 roku, obejmują także płukanie gruntu. Na oczyszczenie czeka jeszcze kilka prywatnych posesji, na które również dostała się ropa z wycieku.
Pełnomocnik poszkodowanych rodzin mec. Józef Lubieniecki powiedział w rozmowie z PAP, że będzie skarżył decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa.
Jak podała Regionalna Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie, wyniki badań po wypadku na bocznicy kolejowej wskazały, że zanieczyszczenie substancjami ropopochodnymi ziemi i wód gruntowych na niektórych posesjach w podolsztyńskim Gutkowie przekroczyło kilkukrotnie dopuszczalne normy. Na samej bocznicy zanieczyszczenie przekroczyło normy kilkadziesiąt razy.