Jak powiedział Bolesław Woźniak ze Szczycieńskiego Towarzystwa Przyrodniczego, młode kuropatwy przywieziono z hodowli na Pomorzu i wypuszczono na pola w pobliżu lasu. Powinny znaleźć tam wszystko, czego potrzebują do życia na wolności - owady, którymi się żywią oraz kępy krzaków i zagłębienia, w których ukryją się na noc.

W sprowadzeniu ptactwa pomogli przyrodnikom myśliwi z pięciu kół łowieckich w powiecie szczycieńskim. Pomysłodawcy akcji liczą, że kuropatwy przeżyją zimę i rozmnożą się w następnym sezonie lęgowym. Podobne działania prowadzili przed rokiem, wypuścili wtedy blisko 500 kuropatw.

"Dostaliśmy sygnały od myśliwych, że na wiosnę widziano pary dorosłych kuropatw z młodymi. Dlatego musimy powtarzać takie akcje przez kilka lat, żeby przyniosły zamierzony skutek" - wyjaśnił Woźniak.

Pieniądze na zakup ptactwa pochodzą z dotacji od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie. Celem akcji jest ratowanie populacji tzw. drobnej zwierzyny łownej na Mazurach.
Myśliwi mają zająć się ochroną kuropatw na swoim terenie. Będą je dokarmiać. Planują też odstrzały lisów, które są największym naturalnym zagrożeniem dla małych zwierząt. Wspólnie z lekarzami weterynarii i nauczycielami mają przeprowadzać na wsiach akcję edukacyjną dotyczącą psów i kotów wypuszczanych bez nadzoru w pobliżu lasów.

Z szacunków Polskiego Związku Łowieckiego w Olsztynie wynika, że w ostatnich 40 latach pogłowie kuropatw i zajęcy w woj. warmińsko-mazurskim spadło o 80-90 proc. Na tym terenie, który jest największym okręgiem łowieckim w Polsce, żyje obecnie ok. 22,7 tys. zajęcy i 5,5 tys. kuropatw. Dlatego niezbędne jest tzw. wsiedlanie do natury zwierząt sprowadzonych z hodowli.

W ocenie PZŁ drastyczny spadek liczebności kuropatw i zajęcy nie jest efektem polowań, ale wynikiem działania drapieżników, mechanizacji i chemizacji rolnictwa, zmiany struktury upraw i wycinania śródpolnych krzaków oraz chorób zakaźnych i pasożytów.
(PAP)