Ustawa ma wejść w życie 1 czerwca. Warunkiem jest jednak akceptacja drugiej izby parlamentu - Bundesratu.

Po tym terminie wynajmujący mieszkanie na terenie metropolii - gdzie podaż lokali jest niewystarczająca a liczba poszukujących mieszkania duża - będzie mógł domagać się od nowego najemcy czynszu wyższego o maksymalnie 10 proc. od zwyczajowo obowiązujących w danej okolicy cen. Decyzja o wyznaczeniu miast lub poszczególnych dzielnic, gdzie ma obowiązywać "hamulec czynszu", znajduje się w gestii władz krajów związkowych (landów).

Władze Berlina zapowiedziały, że wprowadzą nowe przepisy na terenie całego miasta natychmiast po wejściu ustawy w życie. W niektórych dzielnicach stolicy Niemiec opłaty za czynsz wzrosły w ciągu kilku lat o jedną trzecią. Hamburg chce też szybko wprowadzić "hamulec czynszu". Szczególnie trudna sytuacja panuje w ośrodkach akademickich.

Ograniczenia nie obejmą właścicieli nowych i gruntownie zmodernizowanych mieszkań.

Autorzy ustawy przewidzieli ponadto, że koszt skorzystania z usług pośrednika pokrywać będzie właściciel mieszkania, a nie - jak dotychczas - poszukujący nowego lokum.

Minister sprawiedliwości Heilo Maas (SPD) powiedział, że z nowych przepisów skorzysta pięć milionów najemców. "Mieszkanie nie może stać się towarem luksusowym" - podkreślił socjaldemokrata.

Przeciwnicy ustawy obawiają się, że przepisy wpłyną negatywnie na budownictwo mieszkaniowe. Ich zdaniem tylko szeroki program budowy mieszkań może doprowadzić do obniżki cen wynajmu. Niemcy mają długą tradycję budowania tanich mieszkań socjalnych. (PAP)