Justyna Zajkowska, doradczyni ds. rybołówstwa w organizacji The Pew Charitable Trusts podkreśliła na czwartkowej konferencji prasowej, że mimo ograniczania limitów połowowych w UE, problem przeławiania, czyli nadmiernego odłowu ryb, jest cały czas aktualny.

"Komisja Europejska w raporcie z czerwca tego roku wskazała, że 48 proc. stad ryb Atlantyku północno-wschodniego i wód przylegających jest przeławiana. Przykładem jest chociażby sytuacja stad dorsza w morzu Irlandzkim. Ich stan jest tak dramatyczny, że rekomendowany jest całkowity zakaz połowu tych ryb" - powiedziała. Przyznała, że dorsz bałtycki "ma się lepiej", "ale pewne symptomy pokazują, że w Bałtyku też się dzieje źle".

Zwróciła uwagę, że mimo, iż floty rybackie w państwach UE były redukowane, to okazało się to niewystarczające. Dodała, że problemem są też nieuregulowane i nieraportowane połowy. Chodzi o to, że odławiane są ryby mniejsze niż ich minimalny wymiar ochronny, połowy w strefach, w których nie wolno tego robić, czy przekraczanie kwot połowowych.

Zobacz: Nowa ustawa o rybołówstwie morskim zapewni bezpieczniejsze połowy 

Organizacja dodaje, że według Międzynarodowej Rady Badań Morza (ICES) stan czterech spośród dziesięciu stad ryb Bałtyku, dla których corocznie wyznaczane są kwoty połowowe, jest nieznany, a cztery spośród sześciu pozostałych stad są nadmiernie przeławiane.

Zajkowska podkreśliła też, że proponowane przez KE kwoty połowowe, które ostatecznie ustalane będą pod koniec października w Brukseli przez ministrów rolnictwa i rybołówstwa, nie do końca odpowiadają rekomendacjom naukowców, którzy wskazują, że w niektórych przypadkach powinny być one mniejsze.

Andrzej Białaś z organizacji Oceana, działającej na rzecz ochrony światowych zasobów morskich i oceanicznych, wyjaśnił, że chodzi m.in. o dwa stada dorszy, które żyją w Bałtyku - stado zachodnie i wschodnie. Jak mówił, w najgorszej sytuacji jest stado zachodnie, które - według Międzynarodowej Rady Badań Morza - jest na skraju bezpieczeństwa biologicznego, a wskaźnik śmiertelności połowowej znacznie przekracza tam maksymalny bezpieczny limit. Jak mówił Białaś, w przypadku tego stada ICES zarekomendowała maksymalną kwotę połowową w wysokości 7 tys. ton, jednak KE nie wzięła pod uwagę tej rekomendacji.

Podobnie - kontynuował - Komisja nie zastosowała się do sugestii ICES w odniesieniu do stada wschodniego. Jak mówił, to stado jest jednak w nieco lepszej kondycji niż zachodnie.

Przedstawiciele organizacji ekologicznych zarzucili ministrom rolnictwa i rybołówstwa, że podczas negocjowania kwot nie kierują się długofalowym interesem, lecz krótkowzrocznością. "Ulegają lobby rybaków i przemysłu, którym zależy, aby łowić jak najwięcej i maksymalizować zyski. Ustanawiają oni zbyt wysokie kwoty" - konkludowała Zajkowska. (PAP)