Zgonie z ustaleniami, w komisji ma być czterech przedstawicieli PiS oraz po jednym z pozostałych klubów sejmowych: PO, N, PSL i Kukiz'15.

 

W wieczornych głosowaniach, niezbędną do wyboru większość głosów uzyskali kandydaci: PiS - komornik Łukasz Kondratko, poseł Jan Mosiński, poseł Paweł Lisiecki i prawnik Sebastian Kaleta; PO - poseł Robert Kropiwnicki; Kukiz'15 - prawnik Adam Zieliński i PSL - radca prawny Bartłomiej Opaliński. Potrzebnej większości nie uzyskał kandydat Nowoczesnej.

 

Jego kandydaturę negatywnie zaopiniowała w środę sejmowa komisja ustawodawcza - po tym, jak powiedział, że jego bratanek jest stroną postępowania przed sądem o zwrot nieruchomości w stolicy. Powinowactwo w linii bocznej z osobą, która ma takie roszczenie, wyłącza z mocy ustawy członka komisji - mówili posłowie PiS. Biuro Analiz Sejmowych na wniosek N uznało w swej opinii, że nie ma przeszkód prawnych by Meysztowicz zasiadał w komisji weryfikacyjnej.

 

Prezentując w Sejmie tę kandydaturę, Leszek Pudłowski (N) mówił, że z opinii BAS wynika, iż Meysztowicz musiałby być wyłączony ze składu komisji wtedy, gdyby miała się ona zająć sprawą nieruchomości, do której roszczenie ma jego bratanek. "Trudno wyłączać sędziego z każdego rodzaju spraw, w których gdzieś ktoś występowałby z jego rodziny" - dodał.

 

Przed głosowaniami Agnieszka Ścigaj (Kukiz'15), w imieniu klubu, domagała się od Meysztowicza wyjaśnień ws. nabycia przez niego kamienic. "Czy może pan wyjaśnić, zdementować lub potwierdzić doniesienia medialne ws. zakupu przez pana dwóch kamienic w Krakowie" - pytała.

 

"To, że zajmuję się handlem nieruchomościami, nie oznacza, że nie mam predyspozycji, ani moralnego prawa zasiadać w komisji" - odpowiedział Meysztowicz. Zapewnił, że wszystkie kamienice nabył w latach 90. legalnie, co potwierdziły "procedury sprawdzające". "Nieprawdą jest, że sprawa nie została wyjaśniona i sprawdzona. Te wszystkie działania sprawdzające zakończyły się umorzeniem i potwierdzeniem, że wszystkie dokumenty, która posiadała poprzednia właścicielka były oryginalnymi dokumentami" - mówił poseł.

 

W głosowaniu Meysztowicz uzyskał 164 głosy za, przy 243 przeciw (tak zagłosowało m.in. 215 posłów PiS oraz 24 - Kukiz'15) i 4 wstrzymujących się.

 

Kondratko uzyskał 412 głosów za, przy 6 przeciw i 6 wstrzymujących się. Mosiński dostał 279 głosów za, przy 44 przeciw i 3 wstrzymujących się. Lisiecki otrzymał 320 głosów za, przy 21 przeciw i 9 wstrzymujących się. Kaleta zdobył 405 głosów za, przy 10 przeciw i 6 wstrzymujących się. Za wyborem kandydatów PiS głosowała większość posłów PO.

 

Kropiwnicki (jego kandydaturę głosowano dwa razy) otrzymał 196 głosów za, przy 14 przeciw (głównie z PiS) i 20 wstrzymujących się (204 posłów PiS nie wzięło udziału w tym głosowaniu). Zieliński uzyskał 382 głosy za, przy 25 przeciw i 13 wstrzymujących się. Opaliński zdobył 425 głosów za, przy 1 przeciw i 2 wstrzymujących się.

 

Ustawę o "szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych, dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa", na której mocy ma być powołana komisja, Sejm uchwalił 9 marca br.

 

Opozycja podkreślała, że komisja będzie wkraczała w kompetencje władzy sądowniczej, ale nie będzie niezawisła jako swoisty "trybunał ludowy". Przedstawiciele rządu mówili o przywróceniu elementarnego poczucia sprawiedliwości i naprawieniu krzywd.

 

Przewodniczącym komisji jest wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, powołany przez premier Beatę Szydło. PO głosowaniach zapowiedział on, że chciałby, by pierwsze posiedzenie komisji odbyło się w poniedziałek.

 

Komisja będzie mogła utrzymać w mocy decyzję reprywatyzacyjną albo uchylić ją i np. podjąć decyzję, która pozwoli odebrać bezprawnie pozyskaną nieruchomość. Może też stwierdzić wydanie decyzji reprywatyzacyjnej z naruszeniem prawa, jeśli wywołała ona nieodwracalne skutki prawne. Wtedy komisja będzie mogła nałożyć na osobę, która skorzystała na decyzji, obowiązek zwrotu nienależnego świadczenia.

 

Powołanie komisji to pokłosie afery reprywatyzacyjnej w stolicy, która głośna stała się latem 2016 r. po ujawnieniu przez "Gazetę Wyborczą" szczegółów sprawy wartej ok. 160 mln zł działki przy Pałacu Kultury i Nauki, pod dawnym adresem Chmielna 70. Na mocy decyzji ratusza z 2012 r. została ona przejęta przez trzy osoby, które nabyły roszczenia od spadkobierców - mimo że odszkodowanie za nią dostał wcześniej jej ostatni przedwojenny właściciel, obywatel Danii. Trwa 175 postępowań prokuratorskich ws. stołecznej reprywatyzacji.

 

Łukasz Starzewski (PAP)