Lokale wyborcze są otwarte w godz. 7-19; do głosowania uprawnionych jest ok. 26 mln wyborców.

Na możliwość wyborczej klęski ANC - pierwszej w 25-letniej historii rządów tej partii - złożyło się wiele czynników: liczne skandale korupcyjne, wysokie bezrobocie, gospodarcza zapaść zapoczątkowana kryzysem finansowym w 2008 r., śmierć Mandeli. Do głosu dochodzi też nowe pokolenie wyborców, które dorastało już po upadku systemu segregacji rasowej.

ANC zarzuca się, że ze względu na dominującą od lat pozycję w południowoafrykańskiej polityce popadła w nepotyzm i korupcję, a zjawiska te nasiliły się, odkąd prezydentem kraju i szefem ugrupowania został Jacob Zuma.

Zdaniem komentatorów, przegrana w środowych wyborach może zakończyć karierę polityczną Zumy. Mimo rozlicznych skandali i afer korupcyjnych ANC lojalnie wspierał dotąd swojego przywódcę, ale wobec wyborczej klęski i niepewności przed wyborami prezydenckimi w 2019 r. partyjni notable mogą uznać, że Zuma, którego rządy są dobrze oceniane przez zaledwie jedną trzecią rodaków, będzie dla partii tylko ciężarem.

Pozycji ANC jako politycznego monopolisty zagrażają też dwie nowe partie opozycyjne - Ruch Bojowników o Wolność Gospodarczą (EFF) dawnego sojusznika Zumy, Juliusa Malemy, oraz największa partia opozycyjna - Sojusz Demokratyczny (DA), z Mmusim Maimane na czele.

Populistyczny EFF - po wyborach w 2014 r. trzecia partia w parlamencie - głosi lewicowe postulaty m.in. nacjonalizji ziemi, kopalń i banków, odwołując się do sfrustrowanych i żyjących w biedzie czarnych mieszkańców kraju. Sondaże przed środowymi wyborami dawały ugrupowaniu 10-12 proc. głosów.

DA może według sondaży wygrać w środę w Kapsztadzie i trzech innych aglomeracjach – w stołecznym Tshwane (obejmującym Pretorię), gospodarczej twierdzy Johannesburgu i metropolii Nelson Mandela Bay. Według sondaży poparcie dla ANC w Tshwane spadło z 55 proc. w 2011 r. do 23 proc. obecnie, w Johannesburgu – z 59 proc. do 31 proc., a w Nelson Mandela Bay – z 52 proc. do 28 proc.(PAP)