Czytaj też:  Ekspert: radny nie powinien być związany zawodowo z adminitracją

W raporcie przyjrzano się radnym jako grupie społecznej. Autorzy badania chcieli się dowiedzieć, czy i w jaki sposób funkcje społeczno-zawodowe pełnione przez radnych wpływają na funkcjonowanie wspólnot samorządowych.

Autorzy raportu oparli się w swym badaniu głównie na analizie oświadczeń majątkowych radnych wszystkich szczebli samorządu terytorialnego; wykorzystali też dane z Krajowego Rejestru Sądowego oraz Państwowej Komisji Wyborczej. Przeanalizowano 8786 oświadczeń majątkowych z 475 samorządów wszystkich szczebli (próba reprezentatywna samorządów); ponadto wykonano 11 studiów przypadku w całym kraju.

Na tej podstawie stwierdzono, że ponad jedna trzecia - 36 proc. - samorządowców zasiadających w radach i sejmikach to osoby mające związki z samorządowymi instytucjami publicznymi; głównie są to urzędnicy administracji samorządowej i pracownicy jednostek jej podległych m.in. szkół, ośrodków kultury (muzeów bibliotek, domów kultury), ośrodków pomocy społecznej, urzędów pracy, jednostek zarządzających drogami, kanalizacją, mieszkaniami komunalnymi, mieniem czy zakładami świadczącymi usługi publiczne (np. przychodniami, lasami, bibliotekami, etc.).

Dopiero w dalszej kolejności w radach i sejmikach zasiadają osoby pracujące w sektorze prywatnym – pracownicy, osoby samozatrudnione czy właściciele firm. Bardzo słabo reprezentowane są osoby zaangażowane w role społeczno-zawodowe w organizacjach pozarządowych.

Jak podkreślono w raporcie, przewaga liczebna radnych pracujących w samorządowych instytucjach publicznych nad innymi grupami społeczno-zawodowymi powoduje, że rady i sejmiki koncentrują się w swej pracy wokół problemów sektora publicznego.

Ponadto, według raportu, zwiększa to też ryzyko występowania konfliktu interesów między dobrem lokalnej społeczności a potrzebami szkół, ośrodków pomocy społecznej, zakładów gospodarki komunalnej, zarządów dróg miejskich, itp.

Jak zaznaczono w raporcie, często się nie dostrzega się groźby takiego konfliktu, ponieważ zakłada się, że instytucje publiczne z definicji realizują publiczne cele. W praktyce jednak, podkreślono w raporcie, instytucje te mają wewnętrzne dążenia, a ich pracownicy - podobnie jak każda inna grupa interesu – działają w obronie własnej pozycji, miejsc pracy, zaspokojenia swych potrzeb i karier.

W raporcie zwrócono uwagę, że silne powiązanie radnych z instytucjami publicznymi zaburza równowagę sił między ośrodkami władzy samorządowej. Osłabia bowiem jej najbardziej demokratyczne ogniwo, jakim są właśnie rady. Radni będący pracownikami urzędów administracji samorządowej lub jednostek jej podległych, są bowiem w mniejszym lub w większym stopniu bezpośrednio uzależnieni od wójtów, burmistrzów, prezydentów, starostów, czy marszałków, którym te urzędy podlegają.

Jak zaznaczono w raporcie, tak skonstruowane rady i sejmiki mają też tendencję do koncentrowania się na interesie instytucji samorządowych i organów wykonawczych oraz "zamykania się w sieci relacji i nieformalnych wymian przysług z administracją samorządową". Natomiast na dalszy plan schodzić może interes innych grup, na przykład przedsiębiorców.

Badanie pokazało ponadto, że przewaga przedstawicieli sektora publicznego w organach uchwałodawczych samorządów, współwystępuje z wyższym stopniem upartyjnienia rad (rozumianym jako udział radnych wybieranych z list krajowych partii politycznych).

Jak wynika z raportu, ogółem, wśród wszystkich radnych, ponad 40 proc. stanowią reprezentanci którejś z parlamentarnych partii politycznych. Na poziomie powiatów odsetek ten to 70 proc. a w samorządzie wojewódzkim nawet 98 proc. Pozostali radni uzyskują mandat startując z list komitetów wyborców lub komitetów organizacji społecznych. Raport zwraca jednak uwagę, że wielu z ich jest de facto radnymi partyjnymi, którzy jednak ze względów czysto pragmatycznych decydują się na start z ramienia komitetów wyborców lub organizacji.

Oznacza to, jak podkreślają autorzy raportu, że partie polityczne albo wystawiają kandydatów na radnych spośród osób zatrudnionych w samorządowych instytucjach publicznych – urzędników, nauczycieli, czy pracowników innych instytucji podległych samorządowi, albo też po zdobyciu władzy „wynagradzają” swoich kandydatów posadami w instytucjach samorządowych. (PAP)

Czytaj też:  Ekspert: radny nie powinien być związany zawodowo z adminitracją