Podczas środowej sesji dwunastu spośród czternastu radnych było przeciwnych wygaszeniu mandatu burmistrza. Jeden radny poparł wniosek, a jeden wstrzymał się od głosowania.

 

"Cieszy mnie to ogromne zaufanie, podobnie jak wcześniejsze poparcie mieszkańców w wyborach. Wierzę, że ta sprawa rozstrzygnie się na moją korzyść" - podkreślił po głosowaniu Janusz Dobroś, burmistrz Lipna.

 

Samorządowiec zaprzecza, by był kiedykolwiek współpracownikiem tajnych służb PRL. Według interpretacji ustawy lustracyjnej, którą burmistrz się posługuje, mandat powinien mu zostać odebrany dopiero po ewentualnym odrzuceniu, złożonego już wniosku o kasację orzeczenia w sprawie lustracyjnej.

 

Radni muszą do 17 czerwca oficjalnie powiadomić wojewodę o swojej decyzji. Jak zapowiedział w środę Bartłomiej Michałek, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego, w sprawie burmistrza zostanie prawdopodobnie wydane wówczas tzw. zarządzenie zastępcze, wygaszające jego mandat. Od tej decyzji Dobroś będzie mógł się jednak odwołać do sądu administracyjnego.

 

Za kłamcę lustracyjnego, w nieprawomocnym wyroku, uznał burmistrza w październiku minionego roku Sąd Okręgowy w Toruniu. Wyrok w pierwszej instancji zapadł tuż przed wyborami, w których burmistrz ubiegał się o reelekcję. Ocena sądu nie zmniejszyła mu poparcia - Dobroś wygrał już w pierwszej turze, uzyskując poparcie prawie 70 proc. głosujących.

 

Samorządowiec odwołał się od orzeczenia, ale Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał decyzję podjętą w pierwszej instancji. Tym samym prawomocnie uznał za dowiedzione, że Dobroś od 1985 roku był tajnym i świadomym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Kuba.

 

Samorządowiec w 1985 roku pracował w Wojewódzkim Zakładzie Gospodarki Materiałowej w Skępem koło Lipna i miał spotykać się kilkakrotnie z oficerami SB, by przekazywać raporty i przyjmować zadania do wykonania.

 

Sprawa wyszła na jaw, gdy obecny burmistrz wystartował w wyborach do parlamentu w 2007 roku z listy PiS. Złożone wówczas oświadczenie lustracyjne zakwestionowane zostało przez IPN.

 

Burmistrz, znany w Lipnie działacz NSZZ "S", od początku zaprzeczał prawdziwości dokumentów zachowanych w archiwach SB. Sąd przekonała jednak ekspertyza grafologa, potwierdzająca autentyczność jego pisma na dokumentach archiwalnych, a także zeznania byłego funkcjonariusza SB, który potwierdził fakt współpracy samorządowca z tą służbą w latach 80. (PAP)

 

olz/ ura/