Własenko usłyszał o zakazie opuszczania kraju od służb granicznych na lotnisku Boryspil pod Kijowem, skąd zamierzał udać się do Strasburga na debatę w Parlamencie Europejskim, poświęconą sytuacji na Ukrainie. Jednym z tematów debaty miała być sprawa odebrania prawnikowi Tymoszenko mandatu deputowanego.

Własenko oświadczył, iż zakaz wyjazdu za granicę to represje polityczne. Opozycyjna partia Julii Tymoszenko Batkiwszczyna (Ojczyzna) oceniła, że sytuacja ta świadczy, iż władze ukraińskie całkowicie ignorują prawo oraz nie chcą integracji europejskiej.

„Dziś władze demonstracyjnie pokazały Europie, że za nic mają jej zalecenia i uwagi dotyczące wybiórczego stosowania prawa” – czytamy w oświadczeniu.

Rezygnacja z wybiórczego stosowania prawa jest jednym z warunków, które UE stawia Ukrainie przed podpisaniem z nią umowy stowarzyszeniowej. Bruksela już wcześniej oceniała, że ofiarami takiego stosowania prawa padła Tymoszenko oraz odbywający karę czterech lat więzienia b. szef MSW w jej rządzie Jurij Łucenko.

Własenko, który był deputowanym Batkiwszczyny, stracił mandat poselski, gdyż sąd uznał, że łączy swe obowiązki w parlamencie z zawodem adwokata, czego zabraniają przepisy. Wcześniej zaniepokojenie możliwością pozbawienia Własenki statusu deputowanego wyraziły USA i Unia Europejska.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)