"Zaczęliśmy i intensyfikujemy dyskusje z państwami członkowskimi ws. przyszłej architektury porozumień handlowych" - powiedział w piątek dziennikarzom w Brukseli wysokiej rangą urzędnik unijny.

To efekt wydanej w maju tego roku opinii Trybunału Sprawiedliwości UE ws. umowy o UE z Singapurem. Porozumienie było jednym z pierwszych tzw. nowego typu, ponieważ poza tradycyjnymi postanowieniami dotyczącymi zmniejszenia ceł i barier handlowych zawiera także postanowienia dotyczące innych dziedzin, jak inwestycje, zamówienia publiczne czy ochrona własności intelektualnej.

Sędziowie z Luksemburga na wniosek KE rozstrzygali, czy Unia ma wyłączną kompetencję do podpisania i zawarcia tej umowy. Między instytucjami unijnymi i rządami państw członkowskich był spór w tej sprawie. To, jak zostanie zakwalifikowana dana umowa, ma bardzo duże znaczenie w procesie jej wdrażania.

Jeżeli zostanie uznana za układ zawierający postanowienia będące w wyłącznej kompetencji UE, wówczas zgodę na niego wydają tylko Parlament Europejski i Rada UE. Jednak jeśli umowa uznana byłaby za mieszaną (to znaczy taką, w której kompetencje mają zarówno państwa członkowskie, jak i UE jako całość), to konieczna jest ratyfikacja przez parlamenty narodowe.

Majowe orzeczenie Trybunału wyraźnie wskazało, jakie obszary z umów są wyłączną kompetencją UE, a jakie mieszaną. Do tego drugiego zbioru trafił obszar inwestycji, a zwłaszcza system rozstrzygania sporów na linii: państwo-inwestor. Te wywołujące wiele kontrowersji arbitraże międzynarodowe są przez ich przeciwników uznawane za ciała mające wzmacniać władzę korporacji.

Konieczność przeprowadzenia ratyfikacji umowy o wolnym handlu przez parlamenty 28 państw członkowskich to nie tylko długi, ale i ryzykowny proces. Odmowa ratyfikacji choćby przez jeden z krajów członkowskich może podważyć całą umowę. Z drugiej strony pomijanie parlamentów krajowych przez instytucje UE w takich ważnych i wywołujących wiele emocji sprawach wywoływało oskarżenia o niedemokratyczne procedury.

Urzędnicy unijni odrzucali w piątek taką interpretację, argumentując, że praktycznie wszystkie akty prawne w UE są przyjmowanie bez zgód krajowych parlamentów, w normalnej ścieżce legislacyjnej, to znaczy za zgodą Rady UE (przedstawicieli rządów państw członkowskich) i Parlamentu Europejskiego.

Komisja Europejska nie chce powiedzieć, jakie opcje przedstawi państwom członkowskim, ale niewykluczone jest rozdzielenie części inwestycyjnej i handlowej porozumień. Wówczas ta handlowa szłaby szybką ścieżką, a ta zawierająca postanowienia odnoszące się do sądu inwestycyjnego inną, uwzględniającą ratyfikacje poprzez parlamenty narodowe.

Możliwe jest też jednak inne rozwiązanie, którego przyjęcie byłby przełomem i wielkim zwycięstwem wszystkich tych, którzy protestowali przeciwko arbitrażom międzynarodowym mającym rozstrzygać spory pomiędzy państwami a inwestorami.

"Państwa członkowskie mają różne podejście w sprawie tego, czy jest konieczne, żebyśmy mieli rozdział dotyczący ochrony inwestycji w umowie z każdym krajem. Ta dyskusja musi być kontynuowana" - podkreśliło źródło.

Inny z urzędników Komisji zwrócił uwagę, że teoretycznie jest nieskończenie wiele rozwiązań dla tej sytuacji. "Rozdzielenie (umowy - PAP) jest jedną z opcji, ale jest wiele innych, z tego powodu nie ma jeszcze naszego stanowiska" - podkreślił.

Opinia Trybunału Sprawiedliwości UE w zakresie umów międzynarodowych o wolnym handlu ma dla instytucji unijnych oraz państw członkowskich charakter wiążący. Majowa decyzja może się odbić na uzgodnionej już umowie UE z Wietnamem, która właśnie przechodzi końcowe redagowanie przez prawników. W kolejce do zatwierdzenia jest jednak cały szereg innych negocjowanych porozumień, w tym m.in. z Japonią.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)