Projekt nowelizacji ustawy o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego oraz zasadach postępowania w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa paliwowego państwa i zakłóceń na rynku naftowym oraz niektórych innych ustaw zakłada przede wszystkim m.in., że importerzy gazu, którzy obowiązkowe zapasy utrzymują poza granicami kraju muszą - w celu zapewnienia zdolności ich przesyłu do Polski w razie kryzysu energetycznego - zarezerwować tzw. zdolności przesyłowe ciągłe na połączeniach transgranicznych (interkonektorach). Zarezerwowane zdolności mają pozwalać na przesłanie całości zapasów w ciągu maksimum 40 dni i dodatkowo nie mogą być wykorzystywane w żadnych innych celach pod groźbą kar pieniężnych.

W II czytaniu klub PiS zgłosił dziewięć poprawek. Posłanka Iwona Arent podkreślała, że wprowadzane zmiany są konieczne ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Podkreślała, że rezerwacja zdolności przesyłowych ciągłych tylko i wyłącznie na potrzeby sprowadzenia zapasów w momencie kryzysu jest konieczna, bo gdyby te zdolności można było wykorzystywać w celach handlowych, w momencie kryzysu ilość gazu trafiająca do kraju nie zwiększyłaby się.

W imieniu klubu PO poseł Tomasz Nowak zgłosił poprawki, uwzględniające zastrzeżenia prezesa Urzędu Regulacji Energetyki do projektu nowelizacji. Przypomniał też, że rząd, przyjmując ten projekt nie przeprowadził żadnych konsultacji z URE, UOKiK i uczestnikami rynku gazu. A opinie obydwu urzędów powstały dopiero po przekazaniu projektu do Sejmu. Nowak oświadczył, że w opinii prezesa UOKiK, nowe regulacje czynią import gazu nieopłacalnym z powodu kosztów rezerwacji przepustowości przy trzymaniu rezerw za granicą. Z kolei przy trzymaniu ich w kraju, skazują na usługi spółki z grupy PGNiG, która może nadużywać monopolistycznej pozycji. Wszystko to razem prowadzi do - jak to określił poseł - remonopolizacji rynku gazu przez PGNiG. Prezes URE - według Nowaka - m.in. uznał zapisy za niezgodne z unijnymi regulacjami, dotyczącymi wspólnego rynku gazu. Dlatego Platforma zgłosiła poprawki, wykreślające budzące kontrowersje zapisy.

Inne kluby opozycji również przywoływały opinie URE i UOKiK, zgłaszając wątpliwości, m.in. dopytując o łączne skutki nowej regulacji, która ma wejść w życie 1 października oraz wchodzącej tego samego dnia liberalizacji cen gazu dla odbiorców biznesowych. Formułowano obawy o wzrost cen gazu, domagając się od rządu dokładnych wyliczeń.

Odpowiadając na pytania w imieniu rządu, pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski oświadczył, że bezpośrednim powodem nowelizacji jest kwestia doprecyzowania zapisu ustawy, który był różnie interpretowany. "Chodzi o ten zapis, który zobowiązuje importera do rezerwowania przepustowości dla gazu magazynowanego za granicą. Ustawa, która obowiązuje od stycznia tego roku faktycznie rzecz biorąc była rozumiana w ten sposób, że te moce przesyłowe muszą być zarezerwowane" - powiedział Naimski. Jak dodał, "tak się działo aż do komunikatu Prezesa URE, który zinterpretował to inaczej. I teraz to doprecyzowujemy, dlatego, że uważamy, iż ta sztywna rezerwacja dla zapasów trzymanych za granicą jest niezbędna". "To jest w zasadzie istota rzeczy" - zaznaczył.

Mówiąc o skutkach cenowych obecnej regulacji, Naimski powiedział, że już w zeszłym roku podnoszono argument o możliwości wzrostu cen. "Okazało się ostatnio, że taryfa ustalona przez URE dla jednej z firm zakładała 10 proc. spadek ceny gazu. To jest argument, który nie jest trafny" - stwierdził Naimski.(PAP)