W lipcu Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia uznał, że materiał dowodowy w tej sprawie wymaga uzupełnienia i postanowił o zwrocie sprawy do prokuratury. Pełnomocnik oskarżonego informował wówczas, że sędzia dostrzegł słabości w opinii biegłego seksuologa, prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza.
Prokuratura odwołała się od tego postanowienia i sąd okręgowy uchylił decyzję o zwrocie sprawy. "Śródmiejska prokuratura uznała, że materiał dowodowy jest kompletny i wystarczający do wydania wyroku. Wniosła zażalenie na to postanowienie. Sąd okręgowy uwzględnił je i uchylił decyzję o zwrocie sprawy, która trafi do rozpoznania przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia" - powiedział w czwartek PAP rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.
Malarz Krzysztof Kuszej został zatrzymany przez policję w październiku ub. roku. W jego mieszkaniu i pracowni zabezpieczono w sumie 20 jego obrazów o tematyce pornograficznej z udziałem dzieci.
Prokuratura oskarżyła go o publiczne propagowanie i pochwalanie treści o charakterze pedofilskim i publiczne prezentowanie treści pornograficznych. Zarzucono mu także produkowanie, rozpowszechnianie, prezentowanie, przechowywanie i posiadane treści pornograficznych przedstawiających wytworzone albo przetworzone wizerunki małoletnich uczestniczących w czynnościach seksualnych. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub do dwóch lat pozbawienia wolności.
Przed pierwszą rozprawą Kuszej mówił, że nie żałuje tego, co zrobił, a intencją jego prac była "walka z pedofilią katolicką w Polsce".
"Użyłem środków adekwatnych do problemu. Pokazanie dziecka ze spuszczoną głową i zatytułowanie, że jest to np. obraz dotyczący pedofilii katolickiej nie miałoby tej formy ekspresji. Kiedy pokazane zostało dziecko w trakcie stosunku seksualnego, obraz działa mocniej i jest bardziej ekspresyjny. Wydźwięk tych obrazów jest jednoznaczny i uważanie, że są one rozpowszechnianiem wizerunków pedofilii, jest pomyłką" - powiedział Kuszej.
Obecna wówczas w sądzie Anna Grabowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka mówiła, że malarz w swoich pracach nie przekroczył granic wolności artystycznej. "Artysta wyraża się poprzez pewne symbole. Niezależnie od odczuć odbiorcy istnieje wolność swobody artystycznej. Naszym zdaniem nie doszło do ich przekroczenia" - oceniła Grochowska. (PAP)