Wiceminister sprawiedliwości Rosji Georgij Matiuszkin oświadczył podczas rozprawy, że Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu nie może rozpatrywać skarg katyńskich, gdyż dotyczą one faktów, które miały miejsce przed podpisaniem przez Rosję Europejskiej Konwencji Praw Człowieka 5 maja 1998 r. Rosyjski wiceminister twierdził przed sądem, że skargi katyńskie nie powinny być rozpatrywane w Strasburgu także dlatego, że nie tylko polscy oficerowie zginęli długo przed tą datą, ale także śledztwo rosyjskie w tej sprawie rozpoczęło się wcześniej - czyli w roku 1990.
W ten sposób rząd Rosji odpowiedział na pytanie zadane mu przez Trybunał w sprawie art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje nie tylko "umyślnego pozbawiania życia", ale także - co wynika z dotychczasowego orzecznictwa Trybunału - nakazuje przeprowadzenie rzetelnego śledztwa w przypadku morderstwa.
Matiuszkin odpierał ten ostatni zarzut, twierdząc, że Rosja nie miała w latach 90. możliwości przeprowadzenia skutecznego postępowania w sprawie Katynia, gdyż - jego zdaniem - wiele dokumentów było zniszczonych, a podejrzani o popełnienie przestępstwa już nie żyli. W opinii Matiuszkina, z tego samego powodu nie byłoby już można teraz wznowić dochodzenia w tej sprawie. Wiceminister zaprzeczył także zarzutom skarżących krewnych ofiar zbrodni katyńskiej, jakoby Rosja dopuściła się poniżającego traktowania tych rodzin.
W swoim czwartkowym wystąpieniu Matiuszkin nie odniósł się bezpośrednio do pytania Trybunału: czy masowy mord na polskich jeńcach można scharakteryzować jako zbrodnię wojenną? Zamiast tego w tym kontekście mówił o "wydarzeniach katyńskich" lub "tragedii", a o zabitych w Katyniu oficerach - jako o "zaginionych".
Pytany po rozprawie przez polskich dziennikarzy, rosyjski wiceminister zaznaczył, że używa terminu "wydarzenie katyńskie", gdyż - jak to ujął - "jest to rzecz obiektywna - wydarzenie, a nie np. obraz czy idea". Zaznaczył przy tym, że rosyjska Duma w listopadzie ub.r. potępiła zbrodnię katyńską, która została popełniona za rządów Stalina.
Wcześniej, w piśmie do strasburskich sędziów z października 2010 r., Matiuszkin stwierdził, że Rosjanie nie mają obowiązku wyjaśniać losu polskich obywateli, którzy - jak to określono - zaginęli w wyniku "wydarzeń katyńskich".
Ze swojej strony przedstawiciele prawni skarżących podkreślili w Strasburgu, że od początku orzecznictwa międzynarodowego mord katyński traktowany był jako zbrodnia wojenna. Jeden z pełnomocników rodzin ofiar dr Ireneusz Kamiński podkreślił, że już Trybunał Norymberski uznał zbrodnię katyńską za zbrodnię wojenną, choć w owym czasie ZSRR próbowało przekonać, że była to zbrodnia niemiecka.
Jak podkreślił inny reprezentant prawny skarżących mec. Bartłomiej Sochański, rodziny ofiar były przez rosyjski wymiar sprawiedliwości "traktowane w sposób poniżający i nieludzki". Według adwokata, przez lata utrudniano tym osobom wyjaśnienie losów ich krewnych, a nawet sugerowano, że ci ostatni byli "przestępcami".
Sochański zaznaczył jednocześnie, że skarżący domagają się przede wszystkim rekompensaty moralnej i że - z dwoma wyjątkami - nie wnieśli do Trybunału o materialne odszkodowanie za to "poniżające traktowanie".
Uczestniczący w rozprawie przedstawiciele polskiego MSZ, wśród których był wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szpunar, wsparli zdecydowanie argumenty strony skarżącej. Według Jakuba Wołąsiewicza z Departamentu MSZ do Spraw Postępowań przed Międzynarodowymi Organami Ochrony Praw Człowieka, śledztwo rosyjskie w sprawie zbrodni katyńskiej było pogwałceniem zasad sprawiedliwości, m.in. przez poniżające traktowanie rodzin ofiar. Zarzut ten krewni ofiar NKWD sformułowali z powodu negowania zbrodni katyńskiej jako historycznego faktu w wyrokach rosyjskich sądów. Inna reprezentantka polskiego MSZ Aleksandra Mężykowska odrzuciła argumentację przedstawiciela rosyjskiego rządu na rozprawie, który dowodził, że sprawa masakry katyńskiej ulega przedawnieniu.
Według strony polskiej, zbrodnia katyńska jest zbrodnią wojenną w świetle prawa międzynarodowego. W ocenie polskich prawników, nie ulega wątpliwości, że zbrodnia katyńska popełniona przez sowiecką Rosję na ok. 22 tys. polskich obywateli była - w świetle prawa międzynarodowego - zbrodnią wojenną i zbrodnią przeciwko ludzkości. Kwalifikację taką nadał także w śledztwie ws. zbrodni katyńskiej IPN, który prowadzi je od 30 listopada 2004 r. wskazując na pogwałcenie przez sowiecką Rosję obowiązujących ją w 1940 r. praw i zwyczajów wojennych.
Zbrodnia katyńska była konsekwencją uchwały z 5 marca 1940 r., którą podjęli Józef Stalin i jego biuro polityczne. Uchwała tym samym była pogwałceniem obowiązujących praw i zwyczajów wojennych, m.in. IV Konwencji Haskiej z 1907 r., dotyczącej praw i zwyczajów wojny lądowej oraz Konwencji Genewskiej z 1929 r., dotyczącej traktowania jeńców wojennych.
Według hasko-genewskich uregulowań jeńcy wojenni powinni być zawsze traktowani w sposób humanitarny, a w szczególności, jak stwierdza art. 2 Konwencji Genewskiej, "mają być chronieni przed aktami gwałtu, obrazy i ciekawości publicznej". "Środki odwetowe względem nich są zabronione" - stwierdza konwencja.
Trybunał rozpatruje dwie skargi katyńskie: pierwszą złożoną w 2009 r. przez Witomiłę Wołk-Jezierską, córkę zamordowanego w Katyniu oficera artylerii Wincentego Wołka wraz z 12 innymi osobami. Drugą jest skarga z 2007 r. złożona przez Jerzego Janowca i Antoniego Trybowskiego, syna i wnuka oficerów, jeńców obozu w Starobielsku, rozstrzelanych w Charkowie.

Ze Strasburga Szymon Łucyk (PAP)