Jaki powiedział w radiowych "Sygnałach dnia", że do konsultacji międzyresortowych trafi nowych projekt ustawy Ministerstwa Sprawiedliwości, "który w sposób radykalny zaostrza kary za przestępstwa" w tym szczególnie za przestępstwa seksualne. "Nawet dwukrotnie zostanie podniesiona kara za przestępstwa ze szczególnym okrucieństwem i to też sprawi, że naturalnie będzie mniej kar w zawieszeniu" - powiedział.

Pytany, kiedy nowy projekt resortu trafi do Sejmu, powiedział, że "w tym roku na pewno trafi". "Konsultacje pewnie potrwają około miesiąca i następnie jest droga już czysto legislacyjna sejmowa" - powiedział Jaki.

Pytany, czy potrzebna jest ekstradycja sprawców napadu na polską parę w Rimini we Włoszech powiedział, że konieczna jest na pewno bardzo surowa i sprawiedliwa kara. "Za ten ohydny czyn kara powinna być bardzo surowa i w tym sensie to oczywiście nie ma znaczenia, czy ta kara będzie we Włoszech czy w Polsce, ważne żeby była surowa. Aczkolwiek wiele osób by chciało, żeby ten proces odbywał się w Polsce. Natomiast pamiętajmy, tutaj bardzo wiele zależy od strony włoskiej" - powiedział Jaki.

"Po zakończeniu wszystkich czynności, także po weryfikacji tożsamości tych osób, rozpoczną się rozmowy strony polskiej i strony włoskiej. Ale to co jest dla nas najważniejsze w tej chwili to to, by tych zwyrodnialców spotkała bardzo surowa kara, która pójdzie w świat" - podkreślił Jaki.

Ocenił, że sprawa z Rimini jest dowodem na "fatalną politykę uchodźczą" w Europie i - jak dodał - osoby, które broniły tych rozwiązań powinny przeprosić. Zdaniem Jakiego, polska i w ogóle europejska polityka karna powinna się zmienić. "Polityka karna w Europie w ostatnich latach wygląda kabaretowo (...) polityka karna w Europie stoi na głowie i w tej chwili jest tak, że to ofiary przepraszają sprawców, a nie na odwrót" - ocenił.

Czteroosobowa grupa imigrantów z północnej Afryki napadła w nocy na młodych polskich turystów na plaży w Rimini. 26-letnia Polka została zgwałcona, a jej partner pobity do nieprzytomności. Oboje przebywają nadal w szpitalu. (PAP)