Jak napisało troje sędziów SA w postanowieniu, wniosek Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia o przekazanie sprawy do SO ze względu na jej "szczególną wagę i zawiłość" nie jest zasadny. Oznacza to, że wkrótce SR wyznaczy termin rozpoznania sprawy, która ciągnie się już kilkanaście lat.

SA nie podzielił stanowiska SR, że jest to "sprawa bądź to szczególnie zawiła, bądź o szczególnej wadze". Według SA wyznacznikami "szczególnej wagi" nie mogą być argumenty SR. Powoływał się on na argumenty "obszerności postępowania przygotowawczego" (103 tomów akt bez załączników), "skomplikowania pod względem merytorycznym jak i dowodowym", a także na to, że zarzuty "wywołują znaczne zainteresowanie medialne zarówno wśród opinii publicznej, jak i w sektorze finansowym".

Według SA pojęcie "szczególnej wagi" należy wiązać z sytuacją ponadprzeciętną, wyjątkową w sferze faktów i z prawnego punktu widzenia, a nie ze względu na funkcje oskarżonego. O takiej wadze nie może też przesądzać charakter postawionych zarzutów, jak też ewentualny medialny wydźwięk sprawy - podkreślił SA. Dodał, że rozpoznanie sprawy przez sąd właściwy na podstawie ustawy jest założeniem o randze konstytucyjnej i odstąpienie od tego powinno być wyjątkiem.

"Nie można wreszcie podzielić poglądu o swoistym braku doświadczenia w korpusie sędziów sądów rejonowych" - dodał SA. Według niego są to "sędziowie gruntownie wykształceni, którzy ukończyli długi cykl szkolenia w zakresie przygotowania do zawodu". Ponadto, gdyby okoliczności te miały mieć znaczenie dla prawidłowego rozpoznania sprawy, to niechybnie logiczny ustawodawca przekazałby sprawy tego rodzaju do rozpoznania sądom okręgowym - podkreśliło troje sędziów SA.

Pod koniec 2013 r. gdańska prokuratura skierowała ponownie do sądu akt oskarżenia wobec Wąsacza. Akta uzupełniono i uporządkowano, m.in.: dodano brakujące tłumaczenia; analizy zestawień połączeń telefonicznych oraz transakcji bankowych. Zmniejszono liczbę dokumentów, które mają być przedstawione w procesie.

W 2012 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał decyzję SO o zwrocie prokuraturze aktu oskarżenia. Troje sędziów SA uznało wtedy, że materiał zgromadzony przez prokuraturę w 700 tomach akt ma "rażące braki" i został "zachwaszczony". SA wymienił m.in. nieprzetłumaczenie na język polski 11,7 tys. stron akt; brak poświadczeń za zgodność kilkuset dokumentów i brak analizy 1800 stron billingów. "Prokurator ma zdecydować, czy te wszystkie materiały w ogóle są przydatne; a może to są śmieci, które trzeba wyrzucić z akt sprawy?" - mówił sędzia SA Jerzy Leder.

Prokuratura sporządziła akt oskarżenia w 2010 r. Według śledczych, nadzorując w 1999 r. przebieg prywatyzacji PZU, Wąsacz akceptował działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Eureko oraz BIG Bank Gdański, co miało przynieść szkodę interesowi publicznemu. Zdaniem śledczych Wąsacz m.in. nie podjął działań, które dawałyby możliwość uzyskania wyższej ceny za sprzedawane akcje PZU i doprowadził do wyboru w procesie prywatyzacji oferty, która "nie była najkorzystniejsza i która nie spełniała najpełniej celów i oczekiwań Skarbu Państwa oraz potrzeb spółki PZU, a także doprowadził do przyjęcia niekorzystnych dla Skarbu Państwa postanowień umowy sprzedaży".

Śledczy zarzucili Wąsaczowi m.in., że przy sprzedaży akcji PZU odstąpił od negocjacji równoległych z dwoma oferentami: firmą AXA oraz konsorcjum Eureko i BiG BG, i prowadził negocjacje wyłącznie z drugim z oferentów. Jak zauważyli śledczy, b. szef resortu nie zaprosił do negocjacji firmy AXA nawet wtedy, gdy w czasie przewidzianym na wyłączne negocjacje z konsorcjum Eureko i BiG BG nie udało się ustalić zasadniczych elementów umowy sprzedaży akcji.

Zdaniem śledczych Wąsacz "naruszył też zasady uczciwości i konkurencyjności", nie pytając AXA o to, jak wpłynęłoby na ofertę tej firmy ewentualne przyznanie jej (jak to miało miejsce w przypadku konsorcjum Eureko i BiG BG) roli inwestora strategicznego. Kolejny zarzut śledczych dotyczy tego, że w negocjacjach z konsorcjum Eureko i BiG BG najpierw ustalono cenę, a dopiero później miano negocjować wpływ konsorcjum na zarządzanie PZU.

"Prokuratura naraża nas wszystkich na koszty, kierując ponowny akt oskarżenia w sprawie, która nie ma szans w sądzie" - mówił w 2013 r. obrońca Wąsacza mec. Grzegorz Długi. Według niego żaden zarzut nie jest wystarczająco udokumentowany, a prokuratura tylko nieznacznie "odchudziła" akta. "Nadal jest tam jednak wiele rzeczy niemających niczego wspólnego ze sprawą" - dodał.

W 2005 r. Sejm IV kadencji przyjął uchwałę o pociągnięciu Wąsacza do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za domniemane nieprawidłowości przy prywatyzacji PZU, TP S.A. i Domów Towarowych "Centrum". Komisja uznała, że sprzedaż pakietu akcji PZU Eureko w 1999 r. doprowadziła do problemów, w tym rozpraw przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym. Uznano też, że wycena DT Centrum była zaniżona. W przypadku prywatyzacji TP S.A. Wąsacz miał niekorzystnie wybrać firmę doradczą, co doprowadziło do ok. 25 mln zł strat.

Podczas pierwszej rozprawy w 2006 r. TS uznał, że dokumenty Sejmu nie spełniały warunków prawnych aktu oskarżenia. W 2007 r. sprawa wróciła do TS. Wobec końca kadencji Sejmu proces Wąsacza formalnie się nie zaczął. W 2012 r. Sejm miał powołać posła PO Jerzego Kozdronia (dziś wiceministra sprawiedliwości) na oskarżyciela sejmowego ws. Wąsacza, poseł wyraził zgodę, ale poprosił o zwłokę w głosowaniu nad jego powołaniem, by mógł się zapoznać ze sprawą. Do głosowania nie doszło.

Szef sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzej Halicki (PO) zwracał niedawno uwagę, że sprawa odpowiedzialności konstytucyjnej Wąsacza może być przedawniona.

Według rzecznika prokuratury sprawa karna przedawni się w 2024 r. Zdaniem mec. Długiego, termin przedawnienia zależy od tego, jaką ostatecznie kwalifikację prawną przyjmie sąd. Adwokat Wąsacza dodał, że sprawa przed TS jest już zaś przedawniona.

Wąsacz w obu sprawach nie przyznaje się do winy (w sprawie karnej grozi mu do 10 lat więzienia) i mówi o ich politycznym tle. (PAP)