Kęska przedstawił swoją opinię w czwartek 8 lipca br. posłom z sejmowej komisji sprawiedliwości podczas prezentacji sprawozdania z zeszłorocznej działalności KRS. Podkreślił, że Rada (składająca się z sędziów, a także posłów i senatorów oraz ministra sprawiedliwości i przedstawiciela prezydenta) w ubiegłym roku pracowała najwięcej w swej 20-letniej historii, bo musiała rozpatrzyć dodatkowo około 1600 kandydatur asesorów sędziowskich.
Według Kęski, wielu referendarzy sądowych i asystentów sędziego aplikuje do KRS zgłaszając się na wolne stanowiska sędziowskie. Ta ścieżka - zgodnie z ustawą o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury - daje możliwość uzyskania nominacji sędziowskiej po dodatkowym stażu.
"Ale mogą być kłopoty z pozyskaniem odpowiednich kandydatów. Już dziś widać pewne problemy" - mówił wiceszef KRS, przywołując kwietniową sprawę sędziego z Bytomia. "To był nowy sędzia, były referendarz. Śledztwo jeszcze trwa, ale wiele wskazuje, że przerósł go ogrom zadań, odpowiedzialności sędziego - nieporównywalnej z pracą referendarza" - powiedział Kęska. W kwietniu tego roku ciało tego sędziego zostało znalezione na dziedzińcu tamtejszego sądu; śledztwo wskazuje, że sędzia rzucił się z okna.
"Wcześniej sędzią mógł zostać asesor - osoba przez kilka lat wydająca wyroki pod kontrolą bardziej doświadczonych sędziów. Dlatego mam wątpliwości, czy to obecne rozwiązanie się sprawdzi i w jakim zakresie" - uważa Kęska.
Nową formułę dostępu do zawodu sędziowskiego wymusiły zmiany przepisów, wynikłe m.in. z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., gdy TK uznał, że pełnienie funkcji sędziów przez asesorów jest niezgodne z konstytucją, bo nie mają oni sędziowskiej gwarancji niezależności - powołuje ich minister, od którego zależy potem ich dalsza kariera. To minister bowiem decyduje, czy przedłożyć ich kandydatury na sędziów.
Wejście w życie wyroku odroczono na maksymalny czas 18 miesięcy, bo TK zdawał sobie sprawę, że "wyjęcie" z sądownictwa około dwóch tysięcy asesorów orzekających w drobnych sprawach, spowodowałoby zapaść w wymiarze sprawiedliwości. Wyrok obowiązuje od maja 2009 r. Z nowymi przepisami zdążono niemal na ostatnią chwilę, bo łatającą lukę prawną ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury zawetował prezydent Lech Kaczyński, a Sejm odrzucił weto w styczniu 2009 r.
Przez dłuższy czas trwały dyskusje nad sposobem rozwiązaniem problemu - KRS chciała utworzenia kolejnego, najniższego szczebla sędziów zwanych grodzkimi. Prezydent Lech Kaczyński był za "sędziami na próbę", których powoływałby najpierw na czas określony, a po kilkuletnim okresie i weryfikacji w KRS, dawałby "bezterminową" nominację. Ostatecznie prezydent dał się przekonać do odstąpienia od tego pomysłu.
Przyszłych sędziów kształci na ujednoliconej aplikacji Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Po jej ukończeniu i zdaniu egzaminu sędziowskiego można kandydować na wolne stanowiska sędziowskie.(PAP)