Sąd nałożył na oskarżonego obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody w całości.

35-letni właściciel krakowskiego kantoru Paweł C. w czerwcu 2014 roku zdeponował w banku tzw. wpłatę zamkniętą w bezpiecznych kopertach. Był zaufanym i długoletnim klientem banku i według jego deklaracji w kopertach znajdowało się 2 mln 150 tys. dolarów. Tyle zostało zaksięgowane na jego koncie, faktyczna kwota w zamkniętych kopertach była znacznie niższa.

Paweł C. wykorzystał sytuację, że przyszedł przed samym zamknięciem placówki przed dniem świątecznym i zaraz po przekazaniu zamkniętej wpłaty część zaksięgowanych na jego koncie pieniędzy wypłacił, a pozostałą podjął w innym banku za pośrednictwem zagranicznej spółki, zajmującej się obsługą walutową. Po pobraniu 6,5 mln zł zniknął.

W lipcu ub.r. został zatrzymany podczas kontroli drogowej. Jechał samochodem, który kupił tuż przed zniknięciem, miał nowe telefony i cudzy dowód osobisty.

Według jego wersji do oszustwa został zmuszony przez inne osoby, które domagały się zwrotu długu i stosowały groźby wobec niego i jego rodziny. Zdaniem prokuratury, nie było na to dowodów.

Sąd uznał, że wersja prokuratury, jakoby oskarżony dokonał oszustwa w porozumieniu z innymi osobami i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nie jest logiczna i kłóci się z doświadczeniem życiowym. Według sądu Paweł C., wieloletni zaufany klient banku, posiadał ustabilizowaną sytuację materialną i życiową i trudno przyjąć, by zdecydował się na oszustwo, mogące zrujnować tę stabilizację. "Brak podstaw do przyjęcia współsprawstwa innych osób oprócz tego, że nieustalone osoby stały się beneficjentami oszustwa" – stwierdził sąd w uzasadnieniu wyroku.

Bardziej logiczna – zdaniem sądu – jest wersja oskarżonego, według której został on zmuszony do zdobycia pieniędzy przez nieustalonych wierzycieli, którzy grozili jemu i jego rodzinie z powodu długu, jaki posiadał.

Sąd podkreślił jednocześnie, że osób, które wywierały taką presję na oskarżonym nie udało się ustalić. Paweł C. odmówił bowiem wskazania, kto nakłonił go do przestępstwa, a śledczym m.in. nie udało się dotrzeć do całości jego korespondencji elektronicznej – ponieważ zagraniczni operatorzy nie udzielili odpowiedzi.

Sąd stwierdził jednak w uzasadnieniu, że chociaż oskarżony działał w celu osiągnięcia korzyści dla innych osób, to sam również odniósł korzyść w postaci spłaconego długu. Powinien zatem wyrównać wyrządzoną szkodę w całości, bowiem w przeciwnym razie prowadziłoby to do wniosku, że można okradać bogatszych.

"Wersja przyjęta przez sąd opierała się na wyjaśnieniach oskarżonego, więc to, że nie wskazał innych osób, jest zrozumiałe w kontekście jego wyjaśnień" – powiedział PAP po wyroku jeden z obrońców oskarżonego mec. Tomasz Wróbel. Jak podkreślił, wyrok zasadniczo jest zgodny z oczekiwaniami obrony.

Zarówno obrońcy, jak i prokurator zapowiedzieli, że decyzję o ewentualnej apelacji podejmą po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Wyrok jest nieprawomocny.(PAP)