Henryk Z. ostatnie 25 lat spędził w więzieniu, odsiadując wyrok za zabójstwo i gwałt na pięciomiesięcznej dziewczynce. Mężczyzna, który już wcześniej był karany za gwałty na dzieciach, 17 stycznia opuścił Zakład Karny w Sztumie (Pomorskie), choć pół roku przed terminem zwolnienia dyrektor tego więzienia złożył w Sądzie Okręgowym w Gdańsku wniosek o uznanie Henryka Z. za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych i umieszczenie go w ośrodku z zaburzeniami dysocjacyjnymi w Gostyninie (Mazowieckie).

Skazany wyszedł na wolność, bo sąd nie otrzymał w terminie niezbędnej do zbadania sprawy opinii biegłych.

Podczas poniedziałkowej rozprawy wystąpiło czworo biegłych - seksuolog, dwóch psychiatrów i psycholog – którzy na początku lutego badali Henryka Z. przez kilka godzin w szpitalu w Gdańsku. Biegli wystąpili wówczas z wnioskiem o poddanie mężczyzny dłuższej obserwacji psychiatrycznej w ośrodku w Gostyninie. Sąd przychylił się do tego wniosku.

Przed decyzją o wyłączeniu jawności postępowania sędzia Krzysztof Solecki poinformował, że opinia biegłych z Gostynina ma wpłynąć do sądu we wtorek. Na 20 marca zaś ma być wyznaczona rozprawa, na której swoje wnioski z obserwacji przedstawią biegli z mazowieckiego ośrodka.

Pełnomocnik mężczyzny Marcin Szyling przed wejściem na salę sądową powiedział dziennikarzom, że ma pewne wątpliwości w kwestii opinii biegłych. Zastrzegł jednocześnie, że dodatkowe badania Henryka Z. nie są, jego zdaniem, konieczne.

Jeśli sąd w Gdańsku uzna, że Henryk Z. przebywając na wolności, stwarza zagrożenie dla innych, może zadecydować o zastosowaniu wobec niego nadzoru prewencyjnego albo umieszczeniu go w ośrodku w Gostyninie.

Opinie dołączone do wniosku złożonego w sądzie przez dyrektora Zakładu Karnego w Sztumie wskazują na konieczność izolacji Henryka Z., jednak sąd musiał - zgodnie z przepisami - powołać też własnych biegłych.

Pod koniec stycznia media informowały, że Henryk Z. był wcześniej wielokrotnie badany przez biegłych psychiatrów i seksuologów, a jedna z tych opinii miała kończyć się taką konkluzją: "Nie ma szans, aby jakakolwiek metoda lecznicza, wychowawcza mogła zmienić zboczony popęd lub na stale go stępić. Z diagnozy jednoznacznie wynika, że będzie wracał do tych sposobów zaspokajania popędu, dlatego winien być izolowany od społeczeństwa". (PAP)