Od kilku lat najwięcej środków z 1 proc. podatku otrzymuje jedna z fundacji, zbierająca na rzecz konkretnych osób, czyli na tzw. subkonta. W środowisku organizacji pozarządowych coraz wyraźniej słychać głosy namawiające do likwidacji subkont. Czy pana zdaniem to słuszny postulat?
Jarosław Duda: Nie mam do końca wyrobionego zdania; moim zdaniem bez dużej, nawet burzliwej debaty, tego nie rozstrzygniemy. Ja na pewno tego nie zrobię arbitralnie, bo nie mam takiego wewnętrznego przekonania, żebym parł w jedną lub drugą stronę. Chociaż skłaniam się ku temu, żeby pożytek publiczny był rozumiany w myśl tej idei, że to organizacje pozarządowe mają być wspierane, to jednak nie wolno zostawić ludzi z ich potrzebami.
Będę oczekiwał - od parlamentu, od przewodniczącego Komisji polityki społecznej i rodziny, przewodniczącego Podkomisji stałej ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi - rozpoczęcia debaty na ten temat, może jakiegoś wysłuchania publicznego.

Organizacje pozarządowe też są podzielone, jeśli chodzi o kwestię subkont.
To prawda, w środowisku nie ma jednego zdania. Nie ma recepty na to dzisiaj. Najlepiej zawsze znaleźć pośredni sposób.
Ale nie może być tak, bo nie po to powstał 1 proc., żeby 10 proc. największych organizacji brało 80 proc. z 400 mln zł. Oczywiście one pomagają potrzebującym i to jest chwalebne, ale nie możemy tworzyć nierówności.
Kilka lat temu, gdy zastanawialiśmy się nad likwidację subkont, ja po rozmowie z rodzinami, z organizacjami, uznałem, że subkonta powinny zostać i takie rozwiązanie rekomendowałem. Dziś już jestem bardziej ostrożny, bo środowisko jest bardzo podzielone.
Tak więc temat jest do dyskusji. Także na Radzie Działalności Pożytku Publicznego, która też jest w tej kwestii podzielona. Jest także podział wśród parlamentarzystów, których część też uważa, że subkonta to zaprzeczanie idei pożytku publicznego. Komisja sejmowa też jest podzielona, jeden poseł mówi, że trzeba się tym w końcu zająć, inny, że nie wolno ruszać. Więc pewnie w końcu trzeba będzie postawić sprawę na ostrzu noża i przegłosować. Ale czy nie spowodujemy wtedy jeszcze większego spustoszenia? Może znajdziemy jakiś sposób pośredni, który nikogo nie będzie ostatecznie eliminował.

Wyjaśnijmy może, czy organizacje mają prawo decydować o tym, co ostatecznie dzieje się z pieniędzmi przekazywanymi na subkonta. Czy mogą przekierować je tam, gdzie są ich zdaniem bardziej potrzebne?
Nie. Jeśli jest subkonto i ktoś wskazuje wprost, na kogo chce przekazać 1 proc., to organizacja nie może tej osobie zabrać pieniędzy. Ona w takiej sytuacji jest tylko pośrednikiem.
Przychodzą do mnie organizacje i mówią: niech pan coś z tym zrobi, nie może być tak, że my jesteśmy tylko przekazicielami i nie możemy sami decydować. Bo rzeczywiście organizacje nie mogą prowadzić własnej polityki w tym zakresie, a czasami tak jest, że po analizie poszczególnych przypadków okazuje się, że warto komuś bardziej pomóc. A teraz zdarza się na przykład, że ktoś ma dojście do takich środowisk, że udaje mu się zebrać więcej. To bardzo trudna sytuacja.

A czy widzi pan potrzebę wprowadzenia innych zmian dotyczących mechanizmu 1 proc.? Może zakazać emisji reklam, żeby największe organizacje nie były jeszcze bardziej uprzywilejowane?
Ja zwracałem się do Rady Etyki Mediów w sprawie reklam, ale moje wątpliwości nie zostały podzielone. Mnie, i nie tylko mnie, bo to są opinie, z jakimi się stykam, razi wykorzystywanie w tych reklamach wizerunków chorych dzieci. Jest to trochę nadużyciem. Z drugiej strony są organizacje, które twierdzą że tak trzeba – pokazywać, upowszechniać i uwrażliwiać ludzi. Ja mam jednak sceptyczne podejście.
Moje wątpliwości budzi też fakt, że największe organizacje, które dysponują swoimi mediami, nieustannie przekonują, żeby 1 proc. przekazać właśnie im. A organizacja nawet najlepiej funkcjonująca z jakiegoś powiatowego miasteczka w Polsce nie ma takich możliwości i nigdy nie dotrze do takiej liczby odbiorców.
Być może wyjściem jest regionalizacja? Żeby 1 proc. zostawał w regionie?

Ale wtedy Warszawa w dalszym ciągu byłaby uprzywilejowana.
W jakiejś mierze tak, ale Warszawa i tak rządzi się swoimi prawami. Trzeba by sprawdzić, na ile Warszawa wspiera inne podmioty w Polsce. Ja teraz nie mam takich analiz, warto by to zbadać.
Jednak regionalizacja byłaby o tyle cenna, że teraz wiele ciekawych, peryferyjnych inicjatyw pozostaje bez większych szans. To powoduje, że ludzie się zniechęcają, także do ubiegania się o status opp. Bo z tym związana jest duża odpowiedzialność, trzeba składać dość skomplikowane sprawozdania itd. Organizacje się jednak na to decydują, wypełniają te wszystkie obowiązki, a z 1 proc. zbierają np. 500 zł. Dla wielu z nich to jest dużo. Ale coś jest nie tak, jeśli z 400 mln zł 100 mln zbiera jedna organizacja. A opp jest ponad 7 tys.

Ostatnio opinię publiczną zbulwersowały informacje o nieprawidłowościach w organizacjach pożytku publicznego, w lutym w Fundacji Kidprotect.pl, kilka tygodni później w Polskiej Fundacji Pomocy Dzieciom "Maciuś". W jaki sposób resort może kontrolować trzeci sektor, by do takich sytuacji nie dochodziło?
Oczywiście każdej organizacji nie jesteśmy w stanie sprawdzić. My wychodzimy z założenia: oświadczenia, a nie zaświadczenia, czyli wierzymy, że to, co jest nam przedstawiane, jest prawdziwe. Oczywiście warto kierować się zasadą „wierz i kontroluj”, bo chcę przypomnieć, że w sprawie Fundacji „Maciuś”, gdzie - co warto zaznaczyć - zarzuty nie są jeszcze potwierdzone, nieprawidłowości zostały przez nas wyłowione podczas analizy dokumentów. Także w przypadku Fundacji Kidprotect.pl zdecydowano o odebraniu jej statusu organizacji pożytku publicznego, zanim informacje o nieprawidłowościach trafiły do mediów.
My kontrolujemy, staramy się to robić jak najbardziej skrupulatnie i rzetelnie. Ale do wszystkich organizacji nie jesteśmy w stanie dotrzeć. Musimy bardziej uświadamiać naszym partnerom z organizacji pozarządowych, że tego typu sytuacje ich eliminują, wykluczają z możliwości korzystania z publicznego wsparcia, że podejmowanie takiej nieuczciwej gry jest niesłychanie krzywdzące dla całego środowiska. Ale jestem daleki od sugerowania, żeby wycinać wszystkie sady, gdy ktoś kradnie jabłka. Jest wiele znakomitych, świetnie funkcjonujących organizacji, dobrze się rozliczających.
Będziemy kontrolować, mamy świadomość, że nie możemy sprawdzić wszystkich, ale będziemy wzmagać te kontrole, po to, żeby nie dochodziło do tego typu sytuacji.

Jednak te przypadki nieuczciwości – które są kroplą w morzu na tle całego środowiska – powodują, że ludzie tracą zaufanie do organizacji pozarządowych jako takich.
To jest bardzo krzywdzące. Sam się ostatnio zastanawiałem ze swoimi współpracownikami, jak zareagować na tę nagonkę, która się pojawia. W każdym środowisku, w każdym obszarze działania zdarzają się tzw. czarne owce. I one nie mogą rzutować na cały sektor organizacji pozarządowych.
Trzeci sektor to jest przyszłość. Jeśli my nie zdecentralizujemy naszego kraju, to będziemy centralnie zarządzani, a z pozycji Warszawy – ja to wiem od wielu lat - nie widać tego, co się dzieje w małych ośrodkach. Musimy dać środki na poziom najniższy – na poziom gmin i działających lokalnie stowarzyszeń.

Rozmawiała Agata Kwiatkowska (PAP)