Protestujący w poniedziałek rano opuścili pomieszczenia miejskiego przedszkola nr 5, by nie przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu placówki. Wewnątrz przebywali jedynie wychowawcy i ponad 80 dzieci. W tym czasie uczestnicy protestu rozwiesili transparenty i stali przed wejściem do budynku. Po południu, po opuszczeniu budynku przez przedszkolaków, wrócili do środka.

Blisko 100 rodziców, wychowawców i związkowców rotacyjnie, w kilkunastoosobowych grupach, od piątkowego wieczora zajmowało pomieszczenia przedszkola. Mieli ze sobą śpiwory i suchy prowiant.

Protestują przeciwko podwyżce opłat, które - ich zdaniem - należą obecnie do najwyższych w Polsce. Domagają się odwołania nowej dyrektorki placówki, która - w ich ocenie - została powołana przez władze miasta niezgodnie z prawem.

Sprzeciwiają się również wynajęciu prywatnemu przedszkolu pomieszczeń w tym samym budynku. Obawiają się, że w przyszłości doprowadzi to do prywatyzacji piątki, która jest ostatnim publicznym przedszkolem w mieście.

Protest zorganizował komitet strajkowy, złożony z pracowników przedszkola i związkowców z ZNP, oraz wspierające ich Zgromadzenie Rodziców. Wielokrotnie wzywaliśmy władze miasta do spotkania i podjęcia negocjacji, ale nie ma żadnego odzewu. Czujemy się ignorowani - powiedział PAP przedstawiciel protestujących rodziców Wojciech Andrzejewski.

W poniedziałek późnym popołudniem w przedszkolu ma pojawić się burmistrz Biskupca, Elżbieta Samorajczyk. Jednak - jak podkreślił Andrzejewski - ma być to wyłącznie spotkanie z rodzicami przedszkolaków, na które nie zaproszono reprezentantów protestujących.

Dlatego okupujący przedszkole przewidują kontynuację strajku w dotychczasowej formie. Nie wykluczają też zaostrzenia form protestu.

Zastępca burmistrza Biskupca Kamil Kozłowski spodziewa się, że poniedziałkowe spotkanie z rodzicami przedszkolaków przyczyni się do odwołania strajku i załagodzenia sporu. Jak zapewnił, mogą w nim uczestniczyć reprezentanci protestujących, mimo że władze miasta uważają strajk za nielegalny.

Wiceburmistrz ocenił, że zmiany wprowadzone w piątce miały służyć lepszej organizacji pracy. Jego zdaniem, od września w przedszkolu pozostało ok. 80 dzieci i tylko siedem wychowawczyń, bo pozostałe skorzystały z urlopów zdrowotnych.

Jak podkreślił, władze samorządowe Biskupca nie chcą likwidacji przedszkola. Dzięki unijnym dotacjom uruchomiliśmy 3 punkty przedszkolne, które zapewnią miejsca dla 60 dzieci. Chcemy dać rodzicom możliwość wyboru - powiedział Kozłowski. Jedną z takich nowych placówek ma być filia niepublicznego przedszkola, umieszczona w piątce.

Do Biskupca przyjechał w poniedziałek wiceminister edukacji narodowej Zbigniew Włodkowski. Jak powiedział PAP, chciał porozmawiać z rodzicami przedszkolaków i władzami Biskupca o rzeczywistej sytuacji w piątce.

Włodkowski zaznaczył jednak, że nie będzie zabierać oficjalnie głosu w tym sporze. Przypomniał, że w poniedziałek rano do biskupieckiego przedszkola przyjechali wizytatorzy z kuratorium. Kontrola ma ocenić bezpieczeństwo przedszkolaków, higienę pracy, realizację tzw. arkusza organizacyjnego i prawidłowości powierzenia funkcji nowej dyrektorce.

Po tej kontroli wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski wszczął postępowanie administracyjne w sprawie nieważności zarządzenia burmistrza Biskupca o powołaniu dyrektora przedszkola. W ocenie wojewody nastąpiło to z naruszeniem przepisów, gdyż nie zasięgnięto opinii rady pedagogicznej.

Manifestację, wspierającą protest w biskupieckiej piątce, zapowiedziały na najbliższy piątek warmińsko-mazurskie władze ZNP. Ma w niej uczestniczyć kilkaset osób, w tym prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Chcemy manifestować przeciwko arogancji lokalnej władzy, podejmującej decyzje bez merytorycznych rozmów. Nie zgadzamy się też na próby zniechęcania rodziców do przedszkola publicznego przy pomocy podwyższania opłat za pobyt dziecka. Obawiamy się, że podobną metodę omijania prawa mogą zastosować inne samorządy - powiedział PAP prezes okręgu ZNP w Olsztynie Janusz Koziński.(PAP)

(planujemy kontynuację tematu)

mbo/ ura/