Zarząd stoczni przekonuje, że planowane zmiany obniżą koszty firmy i apeluje, by publiczną dyskusję o problemach stoczni przełożyć na czas po wyborach.

Dzień po nich, 26 maja, decyzją radnych szczecińskich odbędzie się nadzwyczajna sesja rady miasta nt. sytuacji w Gryfii.

Związkowcy żądają m.in. wydłużenia gwarancji zatrudnienia oraz rezygnacji z tzw. outsourcingu, czyli wydzielania części spółki i przekazywania jej w zarząd firmom zewnętrznym. Głównym powodem konfliktu między związkowcami a kierownictwem stoczni jest planowany outsourcing wydziału obróbki skrawaniem – zdaniem związkowców – kluczowego dla stoczni zakładu.

Stoczniowe związki obawiają się, że oddanie wydziału w prywatne ręce może doprowadzić do zwolnień, a w ostateczności do upadku stoczni. "Odnosimy wrażenie, że wydzielenie poza stocznię jej strategicznego ogniwa to przemyślany sabotaż, prowadzący do likwidacji obu zakładów" – powiedział w czwartek dziennikarzom Jerzy Gerth z „Solidarności” ’80.

Prezes stoczni Lesław Hnat informował wcześniej media, że planowane zmiany poprawią sytuację ekonomiczną Gryfii. Jak mówił, stocznia odnotowała w ubr. jeden milion złotych zysku, ale był to efekt m.in. sprzedaży gruntów do niej należących. Natomiast działalność produkcyjna – przyznał Hnat – przynosi straty.

Outsourcing hali obróbki skrawaniem ma dać rocznie pół miliona złotych oszczędności – zaznaczył. Jak mówił, Gryfia obecnie nie wykorzystuje wszystkich możliwości wydziału i ludzi w nim zatrudnionych.

Stoczniowi związkowcy poinformowali, że jeśli zaplanowane na poniedziałek kolejne rozmowy z zarządem nie przyniosą oczekiwanych przez nich rozwiązań, podejmą decyzję o odwieszeniu komitetu protestacyjnego. Ten zaś z kolei miałby podjąć decyzję o ewentualnym dwugodzinnym strajku ostrzegawczym.

Także w czwartek, starający się o reelekcję eurodeputowany Marek Gróbarczyk (PiS) skierował do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta pismo, w którym wnioskuje o przeprowadzenie kontroli, czy osoby zasiadające we władzach Gryfii, firmy Bilfinger Crist Offshore, która kupiła grunt od stoczni oraz w zarządzie Agencji Rozwoju Przemysłu, nie działały na niekorzyść Gryfii.

W ubr. Bilfinger kupił od stoczni 15 ha gruntu. Prezesem ARP, która ma większość udziałów w stoczni jest Wojciech Dąbrowski, który jednocześnie zasiada w radzie nadzorczej tej polsko-niemieckiej spółki. Zaś w radzie nadzorczej stoczni jest członek zarządu firmy Bilfinger – poinformował eurodeputowany, powołując się na dane KRS.

„Obecność w zarządach czy radach nadzorczych spółek powiązanych kapitałowo ich przedstawicieli jest naturalną praktyką biznesową, która zapewnia niezbędną kontrolę nad realizacją zawartych umów” – skomentowali w przesłanym PAP oświadczeniu przedstawiciele Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego Mars, który jest właścicielem Gryfii.

Przypomnieli też, że ARP ma udziały w Bilfinger. Proces zbycia gruntów należących do stoczni był transparentny i zgodny z prawem, a list Gróbarczyka to kampania wyborcza – podkreślili. W ubr. mimo protestów związkowców, doszło do połączenia świnoujskiej Morskiej Stoczni Remontowej i szczecińskiej Gryfii.

MSR „Gryfia” S.A. zatrudnia w Szczecinie i Świnoujściu ponad 800 pracowników. Największym akcjonariuszem spółki jest MARS Fundusz Inwestycyjny Zamknięty (80,29 proc. akcji).

(PAP)