Były pracownik spółki produkującej metalowe podzespoły do samochodów domagał się od niej sumy 80.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Wyjaśnił, że w trakcie zatrudnienia dwukrotnie uległ wypadkom przy wykonywaniu powierzonych mu zadań - przewrócił się na śliskiej podłodze oraz uszkodził nadgarstek przy przesuwaniu kontenerów. Ich następstwa – długotrwałe leczenie i przebyte operacje, na długo zdezorganizowały jego życie rodzinne i zawodowe. Jedna z rąk pozostanie na zawsze niesprawna. To powoduje, że nie może podjąć pracy w wyuczonym zawodzie i pozostaje na utrzymaniu żony.
Pozwana spółka stwierdziła, że powód przyczynił się do zaistnienia obu wypadków.

Skutki wypadków przy pracy

Sąd Okręgowy w Lublinie uznał roszczenie powoda, ale zasądził jedynie 35.000 zł. Ustalił, że powód przed dopuszczeniem do pracy w pozwanej spółce na stanowisku operatora kulownicy (maszyny służącej do oczyszczania metalowych drążków za pomocą kulek śrutu) przeszedł szkolenie BHP, stanowiskowe oraz wydano mu odzież i obuwie robocze.

 


Wypadki, którym uległ powód, wydarzyły się w odstępie rocznym (w 2012 i 2013 r.). W obu przypadkach ZUS ustalił powodowi 5 proc. uszczerbek na zdrowiu i wypłacił jednorazowe odszkodowanie. Dodatkowo powód uzyskał wypłatę odszkodowania z tytułu ubezpieczenia grupowego u pracodawcy. W okresie leczenia powód musiał wycofać się z wszelkiej aktywności fizycznej. Nie mógł wykonywać żadnych obowiązków domowych związanych z podnoszeniem ciężarów. W większości czynności (w tym w samoobsłudze: myciu, skorzystaniu z toalety) pomagała mu żona. Było to powodem jego dyskomfortu psychicznego i upokorzenia.

Pracodawca odpowiada na zasadzie ryzyka

Zdaniem sądu, za wypadki, którym uległ powód, spółka ponosi odpowiedzialność na zasadzie ryzyka (art. 435 § 1 k.c.). Zdarzenia miały miejsce na terenie jej zakładu, a samo przedsiębiorstwo korzysta z sił natury (energii elektrycznej). W obu przypadkach powód przyczynił się co prawda do ich zaistnienia, ale nie w stopniu, który wykluczałby odpowiedzialność spółki.

 

Czytaj też: Po wypadkach przy pracy szybciej na rehabilitację z ZUS >>

 

Gdyby pozwana, jako pracodawca, zapewniła bezpieczne warunki pracy na jego stanowisku, tj. zamontowała poręcz oraz maty antypoślizgowe, prawdopodobieństwo tych wypadków znacząco by zmalało. To oznacza, że spółce można przypisać winę w rozumieniu art. 415 k.c., polegającą na niezapewnieniu w miejscu pracy bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Obowiązek zapewnienia takich warunków wynika z art. 15 oraz art. 207 k.p.

Żądanie zbyt wygórowane

Sąd podkreślił, że powód, który doznał w związku z wypadkiem cierpień fizycznych i moralnych, wykazał wszystkie przesłanki odpowiedzialności deliktowej pracodawcy. Może zatem żądać odpowiedniej kwoty tytułem zadośćuczynienia pieniężnego. Co ważne, jego celem nie jest wyrównanie wszelkich szkód związanych z wypadkiem (utraconej zdolności zarobkowania czy zwiększenia się potrzeb), a tylko rekompensata za doznane cierpienia fizyczne i psychiczne. Z tego powodu żądana suma 80.000 zł byłaby zbyt wygórowana.

Pracownik tylko nieznacznie przyczynił się do wypadków

Sąd odwoławczy nie uwzględnił apelacji pozwanej spółki. Zaznaczył, że nie da się wyłączyć odpowiedzialności pozwanej za zaistnienie wypadków, którym uległ powód. Prawdą jest, że powód przyczynił się do ich powstania, ale tylko w stopniu minimalnym. Powód upadł na śliskiej nawierzchni, ale, jak ustalił sąd I instancji, samo jej zamiatanie ze śrutu było niewystarczające. Tylko maty antypoślizgowe i takie też buty robocze mogłyby skutecznie takie prawdopodobieństwo zmniejszyć. Przy drugim wypadku powód podjął się obowiązków, które do niego nie należały. Jednak, gdyby pozwana zapewniła właściwe warunki pracy i zamontowała barierki, do wypadku by nie doszło.

Kwota adekwatna do krzywdy

Wbrew twierdzeniom skarżącej zadośćuczynienie w kwocie 35.000 zł w okolicznościach sprawy nie było nadmierne. Jego wysokość jest utrzymana w rozsądnych granicach, odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa. Na skutek wypadków powód doznał obrażeń ciała, których skutki utrzymywały się przez pewien czas (odpowiednio dwa tygodnie i osiem miesięcy). Powód przeszedł leczenie operacyjne, a część urazów pozostanie mu na stałe.

Czytaj też: Przedawnienie nie chroni pracodawcy, gdy nie zadbał o poszkodowanego pracownika >>

W chwili wypadku miał tylko 32 lata i musiał zrezygnować z aktywnie dotychczas prowadzonego stylu życia. Bóle w ręce uniemożliwiają mu podjęcie pracy fizycznej, także w wyuczonym zawodzie tapicera. Dodatkowo przez okres leczenia musiał korzystać z pomocy żony, również przy wszystkich czynnościach osobistych. Upokarzające dla niego było także pozostawanie na utrzymaniu żony.

Wypłaconego odszkodowania się nie uwzględnia

Sąd nie zgodził się uwzględnić w zasądzonej sumie zadośćuczynienia wypłaconych wcześniej przez ZUS kwot jednorazowych odszkodowań w wysokości 3400 zł i 3520 zł oraz odszkodowań z tytułu grupowego ubezpieczenia u pracodawcy, odpowiednio 360 zł i 2.160 zł. Organ rentowy wypłacił bowiem odszkodowanie, a więc wyrównał powodowi szkody materialne, jakie ten doznał w związku z wypadkami. Odszkodowanie wypłacił też ubezpieczyciel w związku z wykupieniem przez powoda polisy dodatkowego ubezpieczenia. Powód dochodził natomiast zadośćuczynienia za doznane po wypadkach cierpienia psychiczne i fizyczne. Wprawdzie wypłacone odszkodowania powinny być wzięte pod uwagę przy określaniu wysokości zadośćuczynienia, ale nie jest to jednoznaczne z mechanicznym zmniejszeniem sumy zadośćuczynienia o kwotę tego odszkodowania.

Więcej orzecznictwa dotyczącego odpowiedzialności cywilnoprawnej pracodawcy za wypadek przy pracy znajdziesz w SIP LEX >

Wyrok SA w Lublinie z 18 lipca 2018 roku, sygn. akt III APa 12/18