"Sprawy, które w mojej ocenie powinniśmy rozstrzygać z maksymalnym udziałem ludzi, to są zmiany dotyczące ustroju. Nie powinno poddawać się pod głosowanie, czy ludzie chcą więcej pieniędzy. Bo wszyscy - ja też - zagłosujemy na +tak+" - podkreślił szef rządu.

"Przewodniczący Duda powiedział tutaj, że najlepszym sposobem na wyższą emeryturę są wyższe zarobki. Chłopie, nie krępuj się, wrzuć drugie pytanie: dwukrotność zarobków. Referendum, najprościej: podwoić zarobki w Polsce - będę pierwszym, który zagłosuje na +tak+. Ale przyzwoitość i elementarna kompetencja wskazuje nam, że nie powinniśmy poddawać tego pod werdykt głosowania, bo zamożność społeczna nie zależy od tego, jak często przegłosujemy ten postulat w referendum" - mówił szef rządu.

Tusk ocenił też, że przewodniczący NSZZ "Solidarność", ale też Jarosław Kaczyński i Leszek Miller "zagalopowali się trochę", twierdząc, że fakt sprzeciwiania się referendum świadczy o tym, że rządzący "boją się mądrości ludu".

"Pamiętam tutaj dyskusję wtedy, kiedy lewica domagała się referendum ws. aborcji. To wtedy jest mądrość ludu, czy nie ma mądrości ludu, bo słyszałem wtedy argumenty zarówno Solidarności, jak i prezesa Kaczyńskiego? (...) W tej sprawie również byłem przeciwny referendum, bo uważam, że istnieją kategorie spraw, które są sensownym tematem do poddania pod referendum i są takie, które - z różnych powodów - z daleko posuniętą ostrożnością - dedykujemy takiemu powszechnemu osądowi" - zaznaczył Tusk.

Tusk zapewnił też, że "nikt nie podnosi ręki" na renty. "Emerytury częściowe nie znoszą systemu rentowego. Nie wmawiajcie ludziom, że ktoś, kto nie jest zdolny do pracy z powodu utraty zdrowia, zostanie bez środków do życia, bo to jest kłamstwo" - oświadczył.

Odnosząc się do konsultacji prowadzonych w ramach Komisji Trójstronnej, Tusk ocenił, że o ile strona związkowa nie zmieniła swoich poglądów "ani na jotę", to rząd "szukał rozwiązań, które wychodzą naprzeciw ustaleniom w tych konsultacjach".

"My naprawdę poważnie potraktowaliśmy ludzi. Bo ja, panie przewodniczący, wtedy kiedy rozmawiamy o przyszłych emeryturach, idę do ludzi, żeby ich słuchać, a nie, żeby ich mobilizować do krzyku - to jest zasadnicza różnica między nami" - stwierdził premier. (PAP)

laz/ son/ bk/