Smolarz powiedział, że PSL uważa rządowy projekt reformy emerytalnej za rozwiązanie potrzebne i pożyteczne. "Wiemy jednak, że powinien być to pierwszy krok ku rzeczywistym zmianom" - powiedział Smolarz.

Według ludowców zmiany powinny objąć nie tylko rynek pracy, ale także edukację, szkolnictwo wyższe, służbę zdrowia oraz kulturę. "Jesteśmy pewni, że jeżeli dziś rząd i wysoka izba ograniczą się jedynie do mechanicznego podniesienia wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67. roku życia, to inny - wyłoniony w wyborach powszechnych - gabinet natychmiast wycofa się z tej zmiany" - ostrzegł poseł, przypominając, że zapowiedzi takie padały już z ust liderów opozycji.

Zdaniem Smolarza nie ma problemu z wydłużeniem wieku emerytalnego profesorów wyższych uczelni czy adwokatów lub radców prawnych, bo oni chcą pracować dłużej. "Zarabiają bowiem więcej, niż uzyskaliby na emeryturze" - mówił.

"Nie da się tego powiedzieć o górnikach, rolnikach, pracownikach firm budowlanych czy kobietach pracujących w supermarketach. Bez ich ciężkiego trudu nasze społeczeństwo i gospodarka nie mogłyby funkcjonować" - argumentował przedstawiciel PSL.

W jego ocenie trudno byłoby wskazać inny projekt ustawy, który wzbudza tak duże emocje Polaków, jak przedstawiony przez rząd pomysł reformy systemu emerytalnego. "Popełnilibyśmy wielki błąd, lekceważąc i nie doceniając sprzeciw większości obywateli wobec planów wydłużenia oraz zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Wizja pracy do 67. roku życia wydaje się im nie do przyjęcia" - mówił.

Wyjaśnił, że Polacy pamiętają wizje spokojnej starości pod palmami, które w 1998 r. obiecywali im autorzy ówczesnej reformy emerytalnej. Według Smolarza niepokój budzi to, że większość z autorów tamtych zmian jest obecnie zaangażowana w promocję rządowych planów.

Poseł zaznaczył, że PSL "rozumie racjonalne powody niechęci Polaków wobec tamtej reformy". Według niego jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych narodów nie tylko w Europie, ale i na świecie, tymczasem Polacy po 60. roku życia nie cieszą się dobrym zdrowiem, a wydatki państwa na służbę zdrowia należą do najniższych w UE.

"Jeśli dziś ktoś, kto skończył 50. rok życia nie ma wielkich szans na stałą pracę, to co mają mówić ci, których chcemy przekonać do tego, żeby pracowali do 67 lat" - pytał.

Jego zdaniem niełatwo będzie zmienić podejście Polaków do reformy. "Jest naszym obowiązkiem sprostanie tym wyzwaniom, przekonanie obywateli, że jako ich przedstawiciele umiemy rozwiązywać realne, a nie sztucznie wykreowane problemy" - podkreślił.

Smolarz przypomniał, że PSL pracuje nad pakietem społecznym. "Podjęliśmy tę inicjatywę nie po to, by podkreślić naszą odrębność programową od koalicjanta, ale uważamy te zmiany za niezbędne, aby propozycja rządu o wyrównaniu i podwyższeniu wieku emerytalnego miała szansę przetrwać" - powiedział.

Poseł zauważył, że priorytetem powinno być przeprowadzenie zmian, które spowodują, że jak najmniej osób będzie emigrowało za chlebem na Zachód.

Jak mówił, "poziom zarobków, opieki zdrowotnej i socjalnej jest w tych krajach wyższy niż u nas i Polacy o tym wiedzą". "Nie każdy może zostać znanym adwokatem, profesorem wyższej uczelni, eurodeputowanym czy telewizyjnym celebrytą. Potrzebni są też hydraulicy, pielęgniarki i kasjerki sklepowe. Jeśli chcemy namówić przedstawicieli gorzej płatnych zawodów do dłuższej pracy, musimy zadbać o lepsze warunki pracy" - podkreślił.

Zaapelował też do rządu i opozycji o rozwiązanie problemu tzw. umów śmieciowych. Jego zdaniem jeżeli prawdą jest, że blisko 30 proc. zatrudnionych nie odprowadza składek do FUS, to tolerowanie tego stanu jest nie do przyjęcia. (PAP)

mmu/ rbk/ amac/ bk/