– 1 lipca 2018 r. to termin nieuchronny, ponieważ wynika z uchwalonego i opublikowanego prawa. Jeśli chodzi o ZUS, jesteśmy przygotowani na obsługę tej zmiany i przejście na pełną elektronizację – powiedziała prof. Uścińska.

– Mamy zdiagnozowane wszystkie ryzyka związane z e-zwolnieniami. Do najważniejszych należą: struktura wiekowa lekarzy wystawiających orzeczenia o niezdolności do pracy, braki sprzętu komputerowego w przychodniach oraz dostępu do internetu. Ale to nie są problemy nie do przezwyciężenia. Rozmawiamy z lekarzami, szkolimy ich, zakładamy konta na Platformie Usług Elektronicznych ZUS – podkreśliła prezes ZUS i przypomniała, że od dwóch lat lekarze mogą wystawiać e-zwolnienia i czas na przygotowanie się do ich obowiązkowego stosowania był bardzo długi. – W tym czasie ZUS cały czas promował elektroniczną formę wystawiania zwolnień – zaznaczyła.

– Nasza strategia polega na tym, żeby przekonać znaczną część z obecnych 145 tys. lekarzy uprawnionych do wystawiania zwolnień do ich elektronicznej formy. Obecnie z tej drogi korzysta ok. 10 proc. medyków, ale ta liczba systematycznie się powiększa – podała prezes ZUS.

Między styczniem i lutym 2018 r., czyli w ciągu miesiąca, liczba zwolnień elektronicznych w stosunku do wszystkich zwolnień wzrosła z 9,5 proc. do 13 proc. - zaznaczyła.

Zakład zawarł już porozumienia ze wszystkimi dużymi placówkami w kraju. – To 165 porozumień, za którymi idą szkolenia i praktyczna pomoc przy ewentualnych problemach – podkreśliła prof. Uścińska. Szefowie dużych placówek chcą niezakłócenie świadczyć usługi zdrowotne, dlatego z wyprzedzeniem wprowadzają nowe rozwiązanie – dodała.

– Problemy są w mniejszych placówkach, ale staramy się je rozwiązywać choćby poprzez współpracę z twórcami oprogramowania wykorzystywanego w placówkach medycznych. Przygotowujemy teraz dla nich specjalną platformę testową, która ułatwi wdrożenie e-zwolnienia do aplikacji gabinetowych – mówiła szefowa Zakładu.

 

W jej ocenie wprowadzenie takiego rozwiązania do narzędzi informatycznych dla lekarzy jest realne i technicznie najprostsze.

Wiedza ze szkoleń w naturalny sposób przekazywana jest też innym lekarzom w danej placówce.  – Lekarze przekonują się, że wystawienie zwolnień elektronicznie to naprawdę nic skomplikowanego i że proces ten trwa zdecydowanie krócej, niż wypisanie ręcznie dotychczasowych druków – zapewniła.

Prezes ZUS przypomniała, że w sytuacji nawału obowiązków, wizyty domowej lub chwilowego braku internetu lekarz ma czas na późniejsze uzupełnienie dokumentacji w systemie. – Trzy dni w zupełności wystarczą w sytuacjach, w których nie można wystawić zaświadczenia od ręki – podkreśliła prof. Uścińska.

Obecnie papierowe zwolnienie trzeba dostarczyć pracodawcy w ciągu siedmiu dni. Tyle samo czasu ma lekarz na przekazanie go do ZUS. – To oczywiście w praktyce uniemożliwia kontrolę prawidłowości wystawiania najkrótszych zwolnień. Nowe przepisy wyeliminują ten problem, ponieważ e-zwolnienie trafi do ZUS oraz pracodawcy natychmiast po jego wystawieniu – stwierdziła.

Pytana o efekty tych zmian dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych prof. Uścińska przypomniała, że skutki reformy powinni odczuć przede wszystkim pracodawcy, bo to oni wypłacają wynagrodzenie chorobowe za pierwsze 33 dni zwolnienia w roku (14 dni w przypadku osób po 50. roku życia), a dopiero od 34. dnia finansowanie świadczenia – wtedy już zasiłku chorobowego – przejmuje FUS.

92 proc. wydatków na zasiłek chorobowy dotyczy zwolnień do 30 dni, a 8 mln zwolnień wystawianych jest na okres do 7 dni. Z funduszu chorobowego FUS wypłacono w 2017 r. na wszystkie świadczenia 22 mld zł, z tego ponad 10 mld zł na same zasiłki chorobowe, natomiast pracodawcy za absencję do 33 dni wypłacili 6,5 mld zł.

– Tych 6,5 mld zł wydanych na najkrótsze zwolnienia obecnie nie sposób skontrolować. Od 1 lipca będziemy mieć taką możliwość - mówiła prezes ZUS.

Zaznaczyła, że ZUS zwalcza przypadki "karier zasiłkowych" - kiedy pobierane przez kilka lat zwolnienie jest sposobem na życie takiej osoby. (PAP)