We wtorek w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu (CSRG) zorganizowano spotkanie z uczestnikami zawodów.
Prezes CSRG Piotr Buchwald podkreślił, że reprezentanci Polski poświęcili wiele czasu i trudu, by dobrze przygotować się do zawodów. Wyraził nadzieję, że ich praca zaowocuje dobrymi wynikami. „Jestem spokojny, bo polscy ratownicy byli zawsze przygotowani i poradzą sobie w każdych warunkach. Polskie ratownictwo jest bardzo dobrze odbierane za granicą” - powiedział.
W tym roku Polskę będą reprezentowały wyłonione w wewnętrznych eliminacjach drużyny z kopalń: Węglokoksu-Kraj (bytomska część kopalni Bobrek-Piekary), Katowickiego Holdingu Węglowego (Murcki-Staszic), Jastrzębskiej Spółki Węglowej (Pniówek), a także KGHM Polska Miedź.
Jak zaznaczają ratownicy, w podobnych zawodach liczy się koncentracja, praca zespołowa, wiedza wyniesiona ze szkoleń oraz doświadczenie zdobyte w prowadzonych akcjach. Dodają, że rywalizacja jest ważna, ale najistotniejsza jest wymiana doświadczeń i podnoszenie kwalifikacji.
Grzegorz Kaleja – zastępowy z kopalni Bobrek – zwrócił uwagę, że górnictwo każdego kraju ma swoją specyfikę i inne przepisy, stąd trzeba się do takich zawodów indywidualnie przygotować, także pod kątem tamtejszego prawa. „Trzeba postawić na swoje doświadczenie” - podkreślił.
Spośród wszystkich konkurencji najwyżej oceniana jest symulowania akcja ratownicza, a w drugiej kolejności gaszenie pożaru - nowa dyscyplina podczas zawodów ratowników. Polscy reprezentanci przygotowywali się do niej wraz ze strażakami. Ekipy ratowników sprawdzą się też np. w udzielaniu pierwszej pomocy i w teście wiedzy.
Niektórzy uczestnicy, aby pojechać na zawody, musieli pokonać przeszkody finansowe. Przedstawiciele kopalni Pniówek pojadą do Kanady tylko dzięki sponsorom. „Rozumiemy sytuację spółki i wiemy, jak wsparcie finansowe takiego wyjazdu mogłoby być odebrane przez kolegów” - powiedział Bartłomiej Piekarski z Pniówka. Zaznaczył, że mimo problemów, i stosunkowo niewielkiego doświadczenia, jedzie z kolegami po dobry wynik.
Polscy reprezentanci narzekali, że organizatorzy nie przesłali szczegółowego regulaminu zawodów. Arkadiusz Bąk z kopalni Murcki-Staszic ocenił, że jest on „mało doprecyzowany”. Ratownicy wierzą jednak w swoje doświadczenie, sprawność i zdolności do improwizacji.
Szef Związku Zawodowego Ratowników Górniczych Piotr Luberta akcentował, że to tylko zawody sportowe i najważniejsze jest zdrowie, i gra fair play. „Jedno co wiemy, to to, że nie grozi nam +wtopa+ dopingowa” - żartował.
Ratownicy górniczy uważani są za elitę branży. Są kierowani w najbardziej niebezpieczne części kopalń. Podczas akcji ratowniczych często ryzykują własne zdrowie i życie.
„Strach zawsze jest. Jak się mówi – tylko głupcy się nie boją. Zawsze są emocje związane z zagrożeniem dla zakładu, z zagrożeniem życia ludzkiego. Trzeba umieć je tłumić, wyćwiczyć” - mówił Kaleja, pytany o codzienną pracę ratownika.
Dziesiąte już międzynarodowe zawody ratowników górniczych będą odbywały się od 19 do 26 sierpnia w kanadyjskim Sudbury. Pierwsze zorganizowano w 1998 r. w Stanach Zjednoczonych – zainicjował je tamtejszy odpowiednik Wyższego Urzędu Górniczego. Od tej pory odbywają się co dwa lata.
Ostatnie, z 2014 r., zorganizowano w Polsce. Brało w nich udział 21 drużyn z 13 państw. Gospodarze zajęli w nich czołowe miejsca w większości kategorii, zwyciężając w najbardziej prestiżowej - symulowanej akcji. W Kanadzie o trofea będzie walczyło około 30 ekip. (PAP)