W piątek Sejm nie poparł wniosku "S". Związek chciał, aby w referendum Polacy odpowiedzieli na pytanie, czy są za utrzymaniem dotychczasowego wieku emerytalnego, czyli 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Pod wnioskiem o referendum złożono w Sejmie w lutym prawie 1,4 mln podpisów.

"Poprzez tak sformułowane pytanie, nie jest się w stanie negocjować kształtu ewentualnej reformy systemu emerytalnego. Ono sprawia, że możemy tylko zostać przy starych rozwiązaniach. To było dość konfrontacyjnie sformułowane pytanie" - powiedział Horbaczewski.

Według niego, decyzja o odrzucenie wniosku o referendum, może być uznana za ignorowanie nie tylko tych prawie 1,4 mln osób, które podpisały się po wnioskiem. To - jak mówił - kwestia ignorowania większej liczby głosów.

"Sondaże wskazują, że osób niechętnych zmianom wieku emerytalnego - przynajmniej w kształcie proponowanym przez rząd - jest znacznie więcej, niż tylko tych, które podpisały się pod wnioskiem" - powiedział.

Zdaniem politologa Solidarność nie złoży broni i protesty nadal będą na ulicach. Jest przekonany, że rząd będzie miał z tym kłopot.

Horbaczewski zwraca uwagę, że reforma ws. wieku emerytalnego zaproponowana przez PO i PSL, jest pierwszą dużą reformą od końca lat 90. ub. wieku, która wywołuje tak masowy protest.

Jak mówił, Platforma jest teraz w patowej sytuacji. "Trzeba pamiętać, że część społeczeństwa zarzucała temu ugrupowaniu, że nie podejmuje próby reformowania czegokolwiek, bazując jedynie na sondażach popularności. W momencie, kiedy Platforma zaczęła brać się za to na poważnie, to zaczęła od reformy, która jest najbardziej kontrowersyjna" - powiedział.

Horbaczewski uważa za zły pomysł PO, że zaczęła "naprawianie kraju" od takiej reformy. Przypomniał, że każda reforma emerytalna wywołuje wiele kontrowersji w krajach Unii Europejskiej. "Trudno więc było się spodziewać, że u nas będzie inaczej" - dodał. (PAP)

jaw/ mok/ mag/