Barbara Toczko z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wyjaśniła na czwartkowym spotkaniu z dziennikarzami, że na portalu i w aplikacji będą prezentowane dane pochodzące z ok. 140 stacji pomiarowych na terenie całego kraju.

Aplikacja sama wybierze stację pomiarową, która znajduje się najbliżej użytkownika. Będzie można też sprawdzić dane z pozostałych stacji.

Wyniki pomiarów będą prezentowane w postaci indeksu opisującego jakość powietrza w sześciostopniowej skali, od bardzo dobrej - do bardzo złej. Przy skali będą dodatkowe informacje, jak zanieczyszczenia wpływają na nasze zdrowie. Przykładowo, przy ocenie "dostatecznej" oznaczać to będzie, że długie przebywanie na otwartym powietrzu połączone z wysiłkiem fizycznym może mieć negatywne skutki dla zdrowia. Dlatego pojawi się zalecenie, by rozważyć zmniejszenie lub rozłożenie w czasie aktywności na powietrzu wymagającej długotrwałego lub wzmożonego wysiłku.

Toczko dodała, że indeks będzie uwzględniał stężenia wszystkich siedmiu zanieczyszczeń automatycznie. Oddzielnie będzie można sprawdzić dane dla poszczególnych zanieczyszczeń wchodzących w skład indeksu czyli m.in. pyłów zawieszonych PM10 i PM2,5, dwutlenku siarki, dwutlenku azotu, tlenku węgla, benzenu i ozonu.

Przedstawicielka GIOŚ podkreśliła, że dane, które będzie można sprawdzać za pomocą strony, jak i aplikacji będą co godzinę aktualizowane. Częstym błędem - jak zwróciła uwagę - jest porównywanie wartości średniej godzinnej do doby.

Wyjaśniła, że zgodnie z polskim prawem poziomy dopuszczalne dla pyłu PM10 to średnie dobowe (50 mikrogramów/m sześc.) lub średnie roczne (40 mikrogramów/m sześc.). W przypadku średnio dobowych stężeń mogą być one przekroczone przez 35 dni w roku.

Podobnie jest w przypadku pyłu PM2,5, dla którego określony jest wyłącznie poziom dopuszczalny, liczony jako średnia roczna (25 mikrogramów/m sześc.). Poziom alarmowy i poziom informowania dla pyłu PM10 to średnie dobowe (odpowiednio 300 mikrogramów/m sześc. i 200 mikrogramów/m sześc.).

Aleksandra Malarz z resortu środowiska przypomniała, że 88 proc. zanieczyszczeń powietrza pochodzi z gospodarstw domowych, 6 proc. to transport, a ok. 2 proc. stanowią zanieczyszczenia z przemysłu.

"Dramatem w Polsce jest to, że co roku ponad 40 tys. osób umiera na choroby związane ze skutkami zanieczyszczonego powietrza (…) Jeżeli uświadomimy sobie, że źle funkcjonujący piec opalany dodatkowo niskiej jakości paliwem, albo odpadami emituje tyle szkodliwych substancji co 3,5 mln papierosów dziennie, to warto zainteresować się jak szybko i najtaniej wymienić swoje źródło ogrzewania w domu" - powiedziała.

W ramach programu KAWKA prowadzonego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej a także Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska można starać się o dofinasowanie wymiany pieców na bardziej ekologiczne, bądź np. przyłączenia się do sieci ciepłowniczej. W ramach kolejnej edycji programu zarezerwowano 120 mln zł. W ciągu wszystkich wydano już ok. 800 mln zł, co przełożyło na wymianę blisko 35 tys. pieców.

Malarz dodała, że dzięki portalowi, aplikacji a także stronie kampanii "Tworzymy Atmosferę" możemy dowiedzieć co robić, by powietrze, którym oddychamy było lepszej jakości.

Oprócz rezygnacji z opalania mułami węglowymi, czy odpadami, możemy rozpalać swoje piece od góry. Większość właścicieli kotłów sypie kolejne porcje paliwa na już rozpalony węgiel. Ogranicza się tym samym obieg powietrza, co skutkuje spadkiem temperatury i wydzielaniem się dużej ilości dymu i sadzy. Alternatywą jest właśnie rozpalanie od góry, polegające na załadowaniu porcji opału i rozpaleniu jego wierzchniej warstwy. Dym, który wydziela się z dolnych partii paliwa, musi przejść przez płomień i ulega spaleniu. dzięki temu zabiegowi nie zatruwa się powietrza, ale też dostarcza dodatkowej energii cieplnej.

Kolejnymi sposobami są np.: rezygnacja z używania samochodu do poruszania się na krótkich odcinkach, eko-jazda polegająca m.in. na hamowaniu silnikiem, car-sharing, czyli organizacja wspólnych wyjazdów np. z sąsiadami czy znajomymi czy korzystanie z komunikacji miejskiej.

Od lat Polacy, obok Bułgarów, oddychają najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w UE. Problemem jest tzw. niska emisja, czyli zanieczyszczenia pochodzące głównie z przydomowych kotłowni. Za niską emisję odpowiadają też zanieczyszczenia pochodzące z transportu, choć są one szczególnie uciążliwe w dużych miastach.

Najgorzej jest w Małopolsce i na Śląsku gdzie limity stężeń zanieczyszczeń są przekraczane przez kilkadziesiąt dni w roku. Za niechlubną stolicę polskiego smogu uważa się Kraków, gdzie stężenia są przekraczane przez prawie połowę roku. W czołówce znajdują się ponadto takie miasta jak Zabrze, Gliwice, Katowice, czy Nowy Sącz. Problemem zanieczyszczeń pyłami PM10, PM2,5 czy benzo(a)pirenu są także dotknięte miejscowości turystyczne i uzdrowiskowe jak Zakopane czy Szczyrk. (PAP)