Unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard jest za podwyższeniem unijnych zobowiązań do 30 proc., z czego 5 pkt proc. pochodziłoby z inwestycji UE poza jej granicami. Pomimo własnych zastrzeżeń, Polska będzie musiała prezentować wspólne stanowisko UE m.in. na przypadającej w grudniu światowej konferencji klimatycznej w Durbanie (RPA).

Polskie stanowisko pozostaje niezmienne. Jako kraj zobowiązaliśmy się do redukcji emisji - celów redukcyjnych wynikających z naszego pakietu 3x20 (unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego przyjętego w 2008 r. - PAP). Oznacza to 20-proc. redukcję emisji do roku 2020 i to jesteśmy w stanie wypełnić - powiedział w rozmowie z PAP minister środowiska Andrzej Kraszewski.

Na ostatnim posiedzeniu ministrów środowiska krajów UE w Luksemburgu Kraszewski jako jedyny unijny minister głosował przeciwko wnioskom końcowym poświęconym ambitnej ścieżce redukcji emisji CO2 w UE do 2050 roku.

Minister przypomniał, że podwyższenie celów redukcyjnych zawartych w pakiecie energetyczno-klimatycznym uzależnione zostało od ambicji innych państw świata. Mogliśmy się na to zgodzić pod warunkiem powstania legalnie obowiązującego porozumienia, do którego przystąpią wszyscy najwięksi emitenci CO2. Ten warunek nie został spełniony. Takiego porozumienia nie ma, w związku z tym nie ma powodu, żeby wracać do podwyższenia celu redukcyjnego w Unii Europejskiej - uważa minister.

Według Kraszewskiego twierdzenie Komisji Europejskiej, że proponowany przez nią wyższy poziom redukcji i tak będzie osiągnięty przez 20-procentowy wzrost efektywności energetycznej, wymaga analiz. Chodzi o takie analizy, których Polska domagała się w czerwcu 2010 r. dla każdego z osobna krajów członków UE, a nie w skali całej UE - powiedział.

Służby komisarz Hedegaard zapowiadają, że taki raport przywiezie ona do Sopotu, gdzie 11-12 lipca na nieformalnym posiedzieniu spotkają się ministrowie środowiska 27 krajów UE.

Polska chciałaby zobaczyć, jak wyższe zobowiązania do redukcji emisji będą wpływać na gospodarki poszczególnych krajów - powiedział minister. To, co jest dobre dla Francji, która ma 60-procentowy udział energii atomowej, lub dla Niemiec, które są najbogatszym krajem UE, albo dla Szwecji, która ma w swoim miksie energetycznym duży udział energetyki wodnej, nie musi być dobre dla Polski, która jest w tak dużym stopniu uzależniona od węgla. Taki podwyższony cel dla tamtych krajów może kosztować znacznie mniej, niż Polskę - wyjaśnił Kraszewski.

Wiem, że Polska może się wydawać nieco nudna, stale przypominając, jak duży jest udział węgla w naszym miksie energetycznym. Ale zawsze uznawaliśmy, że Unia jako jedność oznacza również solidarność i że to jedna z najważniejszych zasad UE - podkreślił. Dlatego obciążenia naszymi wspólnymi celami, które uznajemy za ważne, powinny być solidarnie rozkładane na wszystkie państwa, a nie tak, że jedne państwa ponoszą większe ciężary a inne mniejsze - dodał.

Podejmowanie wyższych celów redukcyjnych, bez dogłębnej analizy ekonomicznej takiej decyzji dla poszczególnych krajów, uważamy za zaprzeczenie tej idei solidarności unijnej - podkreślił. Dlatego Polska nie zgodzi się na żaden podwyższony cel powyżej 20 proc. dopóki nie zostaną nam przedstawione takie analizy i dopóki nie przekonamy się, że obciążenia ponoszone przez poszczególne kraje są porównywalne - mówił PAP minister.

Na początku marca Komisja Europejska przyjęła ścieżkę obniżania unijnych emisji CO2 o 80 proc. w 2050 r. Potwierdziła cel redukcji emisji do 2020 r. o 20 proc. nie wykluczając, że może to być 25 proc., jeśli kraje poprawią wydajność energetyczną i zwiększą udział energii odnawialnej. Dokument określa tzw. kroki milowe na drodze ograniczenia emisji o 80 proc. w 2050 r.: redukcja emisji o 40 proc. już w 2030 roku i o 60 proc. w 2040 r. Cele te nie są prawnie wiążące. Wobec polskiego weta na posiedzeniu ministrow w Luksemburgu, ostatecznie polityczny dokument potwierdzający tę ścieżkę został przyjęty tylko jako wnioski końcowe samej prezydencji, nie zaś Rady UE.

Aleksander Główczewski (PAP)

 

ago/ kot/