Akcję dofinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu a pomagali sami myśliwi.

„Wycinka krzewów i drzew na polach pozbawia zające schronienia. Zwierzętom dokuczają także anomalie pogodowe: ostre i długie zimy z obfitymi opadami śniegu a latem upały i susze” – powiedział Marek Mielczarek, prezes zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

Jak poinformował PAP Robert Borkacki, rzecznik prasowy WFOŚiGW organizatorzy akcji szacują, że z wypuszczonej grupy zwierząt powinna przeżyć ponad połowa, co daje szanse, że w przyszłym roku w marcu, słowackie długouchy mogą dochować się swojego potomstwa.

W projekt przywracania populacji zajęcy włączyli się również myśliwi, którzy sprowadzili na Dolny Śląsk i wypuścili na wolność szaraki ze słowackiej hodowli. Liczą na to, że "świeża krew" wzmocni geny resztek dolnośląskiej populacji. Myśliwi zapewnili też, że nie będą polować na zające przez najbliższe 5 lat.

Ponadto członkowie koła łowieckiego zobowiązali się do prowadzenia dyżurów dla ochrony szaraków przed drapieżnikami i kłusownikami. Dodatkowo koło łowieckie w kolejnych latach chce sprowadzić na Dolny Śląsk kolejne 125 zajęcy.

Dzięki założonym przez lekarza weterynarii kolczykom prowadzony będzie monitoring migracji zajęcy na tym terenie. Przez cały czas zwierzęta będą dokarmiane w specjalnych karmnikach. (PAP)

umw/ ls/