Zacznijmy od twierdzenia, że ochrona człowieka przed przemocą psychiczną, dyskryminacją lub naruszaniem dóbr osobistych jest obowiązkiem państwa. Przeciwdziałanie naruszeniom prawa wymaga bowiem stosowania narzędzi władzy publicznej choćby takich, jak prowadzenie kontroli na podstawie prawa oraz przetwarzanie danych osobowych. A zgodnie z aksjomatem państwa prawa, kompetencje do stosowania władztwa publicznego ma tylko państwo.
Czytaj również: Jest druga wersja projektu o mobbingu. Lepsza, ale ciągle niedoskonała>>
Czy pracodawcy mają prawny obowiązek przeciwdziałać mobbingowi i dyskryminacji?
Jak więc wyjaśnić, że pracodawcy mają jednak prawny obowiązek przeciwdziałać mobbingowi i dyskryminacji? Odpowiedź jest taka, że państwo przeciwdziała naruszeniom godności pracowników poprzez zaangażowanie do tego pracodawców. Innymi słowy, pracodawcy działają z upoważnienia, czyli w imieniu państwa. A ujmując rzecz językiem podręczników prawa publicznego, pracodawcy wykonują zadania państwa, czyli zadania publiczne. Z tego powodu mogą stosować narzędzia władzy publicznej takie jak stanowienie prawa (np. polityki antymobbingowe) oraz stosowanie prawa (np. kontrolowanie, przetwarzanie danych osobowych). Dlatego zresztą w tytule tekstu słowo „prywatny” użyłem w cudzysłowie, albowiem nie ma ono sensu. Każdy pracodawca, który dokonuje czynności przeciwdziałania mobbingowi czy dyskryminacji, wykonuje bowiem zadania „nieprywatne”. W tym sensie każdy pracodawca występuje w roli podmiotu publicznego.
Cena promocyjna: 77.41 zł
|Cena regularna: 129 zł
|Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 129 zł
Wykrywanie naruszeń prawa
Mając powyższe na uwadze, wróćmy do tematu tej wypowiedzi, czyli odpowiedzialności Skarbu Państwa, koncentrując analizę jedynie na procesie „wykrywania” mobbingu. Pojęcie „wykrywanie” znajdzie się zresztą w kodeksie pracy w związku z planowaną nowelizacją. Sprecyzujmy więc, że wykrywanie naruszeń prawa to nic innego jak przeprowadzenie dochodzenia, czyli kontroli. To ostatnie oznacza zbieranie danych osobowych, ocenę stanu faktycznego, a następnie dokonanie kwalifikacji prawnej. Chodzi więc o ustalenie, czy czyn danego człowieka narusza prawo. Innymi słowy, pracodawca ma obowiązek przeprowadzenia dochodzenia w celu stwierdzenia, czy doszło naruszenia prawa, a jeśli tak, to przez kogo. A mając na uwadze, że osoby działające w imieniu pracodawcy lub powołane przez pracodawcę nie przynależą do organów wymiaru sprawiedliwości, całe opisane wyżej dochodzenie jest postępowaniem administracyjnym.
Ustalenia z powyższego postępowania nie mają oczywiście waloru wyroku sądowego. Póty jednak wyrok nie zapadnie, to korzystają z domniemania zgodności z prawem na potrzeby sankcji prawno-pracowniczych. To wszak na podstawie takich ustaleń obwiniony może utracić zatrudnienie. Nadto, już sam fakt opracowania dokumentu, w którym zostanie stwierdzone, że osoba X mobbowała osobę Y, stanowi prawną ingerencję w autonomię informacyjną człowieka, czyli jest aktem władztwa publicznego. Taką samą ingerencję stanowi zebranie danych dotyczących ofiary, w tym danych dotyczących zdrowia lub życia osobistego (molestowanie seksualne). O danych osobowych dotyczących świadków lub innych osób nawet nie wspominam.
Sprawdź również książkę: Przemoc w pracy. Środki ochrony prawnej i metody przeciwdziałania >>
Sprawiedliwość proceduralna, czyli jak wykonać narzucone zadania
Problem polega na tym, że kanonem państwa prawa jest to, że zarówno postępowania sądowe, jak i administracyjne muszą zmierzać do zapewnienia rozstrzygnięć i ustaleń sprawiedliwych. Z tego powodu prawo musi narzucić organom prowadzącym postępowania procedury działania, które mają na celu co najmniej zwiększenie szansy na optymalną ochronę interesu publicznego (wykrycie sprawcy) i indywidualnego równocześnie (minimalizacja ingerencji w prawa i wolności do poziomu niezbędnego dla wyjaśnienia sprawy). Powyższe składa się na zasadę tzw. sprawiedliwości proceduralnej. Chodzi o to, aby narzucona organowi procedura zwiększała szansę na dokonanie rozstrzygnięć sprawiedliwych. Elementami takiej procedury jest np.: niezależność organu prowadzącego postępowanie, obowiązek unikania konfliktu interesów, obowiązek zachowania tajemnicy, obowiązek wysłuchania uczestników, prawo do odmowy składania wyjaśnień itd. Ujmując rzecz wprost, jeśli państwo przyznaje komuś uprawnienie do przeprowadzenia kontroli przestrzegania prawa, a wręcz nakłada obowiązek przeprowadzenia takiej kontroli, to ma także obowiązek wprowadzenia procedury, czyli gwarancji praw uczestników postępowania oraz osób niebędących uczestnikami, których dane osobowe przetwarza.
W tym miejscu docieramy do tytułowej tezy tego artykułu. Rzecz bowiem w tym, że polski ustawodawca nakłada na pracodawców zadania publiczne w zakresie wykrywania naruszeń prawa, ale nie określa, w jaki sposób je wykonać. Za oczywiste przyjmuje się, że postępowania antymobbingowe powinny prowadzić komisje, mediatorzy lub koncyliatorzy. Jest to zresztą oczekiwanie słuszne, albowiem pracodawca może mieć problem z obiektywizmem, albowiem sprawa może dotyczyć jego organów lub innych osób, za których czyny ponosi odpowiedzialność majątkową. Równocześnie od piastunów tych organów prawo nie wymaga żadnych kwalifikacji merytorycznych lub moralnych, nie wymaga zachowania poufności lub tajemnicy ani nie ustala sposobu prowadzania dochodzenia.
Czytaj również: Bez zmiany przepisu firma nie uwolni się od odpowiedzialności za mobbing >>
Niekonstytucyjne stan prawa
Powyższy stan prawy narusza w moim przekonaniu w sposób jednoznaczny art. 2 i 31 ust. 3 Konstytucji. Wiele wskazuje, że ustawodawca polski w istocie nie rozumie Konstytucji, którą winien stosować. Nakładając bowiem obowiązek wykonania zadania publicznego na podmiot nieprofesjonalny, w tym w szczególności podmiot prywatny, państwo ma obowiązek maksymalnie ułatwić jego prawidłowe wykonanie. Tymczasem w analizowanym tu przypadku tego nie czyni. Wyrażam więc pogląd, że samo tylko nałożenie zadania publicznego w postaci np. wykrywania mobbingu stanowi nienależyte wykonanie przez Sejm obowiązków wynikających z Konstytucji. Tym samym pracodawca, który sam lub poprzez powołany przez niego organ zakładowy (np. komisja antymobbingowa), naruszy prawa i wolności uczestników postępowania w toku prowadzonych dochodzeń wewnętrznych, będzie miał prawo do roszczeń regresowych w stosunku do Skarbu Państwa za to, że nie został wyposażony w niezbędne do prawidłowego wykonania zadania procedury.
Powyższe rozumowanie nie oznacza, że państwo ma obowiązek ustalenia procedur w pełni wiążących. Niektóre regulacje powinny być powszechne i mieć charakter ustawowy, żeby wspomnieć o wymogu niezależności osoby prowadzącej dochodzenie, ewentualnym udziale przedstawicieli załogi, obowiązku zachowania bezstronności, niekaralności osób prowadzących dochodzenia czy też obowiązku zachowaniu tajemnicy. Inne mogą mieć charakter niewiążącego wzoru postępowania wydanego w formie rozporządzenia. Dzięki temu pracodawcy, którzy nie chcą lub nie mają zasobów na finansowanie wykonywania zadań państwa, nie będą ponosili kosztów na obsługę prawną. Wykorzystają wzory publiczne.
W każdym razie dzisiejszy stan prawny jest w moim przekonaniu oznaką bardzo niskiej kultury konstytucyjnej w Polsce. Państwo polskie z lekkością przerzuca wykonywanie swoich zadań na inne w przeważającej liczbie prywatne podmioty. Tyle tylko, że w moim przekonaniu czyni to niezgodnie z Konstytucją. Bo skoro państwo nie ustala procedur, to muszą je ustalić pracodawcy. Nie dość więc, więc że ponoszą koszty osobowe i techniczne postępowań, to muszą jeszcze sfinansować koszty opracowania aktów prawnych (procedur), ponosząc ryzyko, że ustanowią prawo wadliwe. Tym samym rośnie także ryzyko dla naruszenia praw ofiar lub domniemanych sprawców. Nie dość więc, że państwo jest nieprofesjonalne wobec pracodawców, to nie wykonuje swoich obowiązków konstytucyjnych wobec pracowników. A za taki delikt konstytucyjny powinno ponosić odpowiedzialność majątkową.
Prof. dr hab. Arkadiusz Sobczyk, wykładowca w Katedrze Prawa Pracy i Polityki Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego radca prawny, partner zarządzający w kancelarii Sobczyk & Współpracownicy
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.















