Wśród organizacji krytykujących propozycje jest m.in. Greenpeace, który uważa, że KE nie udało się przedstawić ambitnego planu rozwoju ekologicznego transportu na najbliższe lata. Zdaniem dyrektora Greenpeace ds. polityki klimatycznej Ansgara Kiene jest to blokowane poprzez "obsesję na punkcie samochodów osobowych i silnika spalinowego".

"Miasta i rządy w całej Europie robią znacznie więcej, co pokazuje, jaki jest wpływ lobby samochodowego na Komisję. Jedynie przy mniejszej liczbie samochodów na drogach, zdecydowanym zaangażowaniu w energię odnawialną i lepszym dostępie do ekologicznych, inteligentnych i współdzielonych środków transportu UE może osiągnąć cele związane ze zmianą klimatu i poprawić jakość powietrza, którym oddychamy" - powiedział w środę Kiene.

Podkreślił, że od 2013 r. emisje gazów cieplarnianych w transporcie sukcesywnie rosną. Według Europejskiej Agencji Środowiska transport drogowy odpowiada za 73 proc. emisji w całym transporcie w Europie. Znaczna część z tego to emisja z samochodów osobowych.

Organizacja Transport & Environment nazwała propozycje KE "świątecznym prezentem pod choinkę" od szefa KE Junckera dla przemysłu samochodowego. W komentarzu organizacji napisano, że choć 30-proc. cel dla niskoemisyjnych pojazdów to krok do przodu, jednak brak kar za niestosowanie się do niego spowoduje, że będzie on w dużej mierze nieskuteczny. "Przepisy zostały zmiękczone w ostatniej chwili po konsultacjach między biurem prezydenta Junckera a Matthiasem Wissmannem, szefem niemieckiego stowarzyszenia lobby samochodowego (VDA)" - odnotowano.

W opinii organizacji KE nie poradziła sobie również z przedstawieniem ambitnego planu redukcji emisji CO2 w transporcie. Dyrektor ds. transportu w Transport & Environment Greg Archer wskazał, że cel redukcji emisji CO2 o 30 proc. jest niewystarczający.

Zdaniem Monique Goyens, dyrektor generalnej Europejskiej Organizacji Konsumentów (BEUC), KE "wlecze się" z rozwiązaniem problemu transportu drogowego w UE. "Czy tą propozycją KE prezentuje solidną, długoterminową strategię wprowadzania technologii na rynek, które obniżą emisje i koszty prowadzenia pojazdów? A może (Komisja) nie chce naruszyć nadrzędnych interesów europejskiej branży motoryzacyjnej? Wydaje się, że po raz kolejny mamy do czynienia z tym drugim" - napisała.

Zaznaczyła, że BEUC przykładowo martwi decyzja o braku wiążącego celu dla udziału w rynku pojazdów elektrycznych. "Dlaczego jest tak wiele oporu przeciw temu, podczas gdy europejscy producenci samochodów przygotowują się do dostosowania się do podobnych przepisów w Chinach? Czy istnieje powód, by powstrzymywać europejskich konsumentów przed wyborem innowacyjnych technologii?" - podkreśliła.

W środę KE przedstawiła propozycję, zgodnie z którą produkcja niskoemisyjnych, głównie elektrycznych samochodów w Europie powinna do 2030 r. wzrosnąć do 30 proc. Propozycja Komisji Europejskiej nie przewiduje kar dla producentów, którzy nie osiągną proponowanego progu.

Komisja Europejska zaproponowała też w środę zmniejszenie o 30 proc. do 2030 r. emisji CO2 w nowych samochodach osobowych i dostawczych produkowanych w Europie.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)