Wobec zerwania tego kontraktu w połowie października br. na placu budowy planowany jest rok przestoju – potrzebny na zinwentaryzowanie prac, przygotowanie szczegółowych projektów wykonawczych i wyłonienie nowego wykonawcy. Kolejne dwa lata – od jesieni 2017 r. - mają zająć potrzebne jeszcze prace budowlane. Koszt zbiornika, razem z już poniesionymi wydatkami, szacowany jest na 1,3 mld zł.

Na kolejne 800 mln zł szacowana jest planowana zmiana jego funkcji ze zbiornika suchego na wielofunkcyjny, mokry. Będzie to możliwe w kolejnych latach po zakończeniu budowy zbiornika według obecnego projektu.

Poinformował o tym podczas wyjazdowego posiedzenia Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, wiceminister środowiska Mariusz Gajda. Opowiadał on o historii tego opóźnionego o wiele lat przedsięwzięcia i odpowiadał na pytania posłów dotyczące m.in. dalszego prowadzenia inwestycji.

W ub. tygodniu Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach (RZGW), który w imieniu Skarbu Państwa jest inwestorem przedsięwzięcia, poinformował, że odstąpił od umowy na budowę zbiornika z hiszpańską firmą Dragados. Wśród powodów wymieniono opóźnienia i wzrost kosztów. Gliwicka prokuratura od maja br. prowadzi postępowanie ws. nieprawidłowości przy budowie – w tym użycia do konstrukcji zapór nieodpowiedniego materiału.

Wiceminister środowiska w środę akcentował, że zbiornik Racibórz Dolny zaprojektowano, wraz ze zrealizowanym już Wrocławskim Węzłem Wodnym, jako element systemu. Oznacza to, że bez tego zbiornika inne inwestycje przeciwpowodziowe na Odrze w razie powodzi nie zadziałają właściwie. Dlatego konieczne jest jak najszybsze zakończenie inwestycji – przy zachowaniu jak najwyższej jej jakości.

Gajda przypomniał, że zbiornik pierwotnie planowano jako suchy, potem próbowano zmienić jego funkcję na mokrą, jednak w wyniku m.in. nacisku Komisji Europejskiej - wobec kwestii środowiskowych oraz stanowisk organizacji pozarządowych – zdecydowano o budowie polderu.

Wiceminister podkreślał znaczącą rolę w procesie decyzyjnym dot. zbiornika zaleceń Banku Światowego, który współfinansuje przedsięwzięcie. To, jak mówił, m.in. wobec nacisku tej instytucji w 2013 r. w przetargu na wykonawcę wybrano najtańszą ofertę Dragadosa – wbrew rekomendacji komisji przetargowej (pierwotnie firma miała wykonać prace w 48 miesięcy – do 2017 r. - za 936 mln zł).

„W tej chwili musimy kontynuować zbiornik suchy z uwagi na sposób finansowania. Jeżeli przekształcilibyśmy go od razu na zbiornik mokry, musielibyśmy na nowo uzyskać wszystkie pozwolenia. (…) To by wstrzymało budowę tego zbiornika na 5-10 lat, takie są realia w tej chwili, a poza tym przerwałoby finansowanie” - wyjaśnił Gajda.

Podkreślił, że zakończenie budowy zbiornika suchego nie zamyka możliwości przekształcenia go w zbiornik mokry. "Jeżeli chodzi o funkcję żeglugową (pod kątem drogi wodnej Koźle – Ostrava – PAP) są dwie metody: przekształcenie zbiornika na mokry – gdzie według naszych szacunków trzeba by dołożyć jeszcze ok. 800 mln zł, ale też istnieje możliwość budowy wzdłuż suchego zbiornika kanału” - wskazał wiceminister.

Dopytany przez PAP wskazał, że ta druga możliwość ma być brana pod uwagę, jeżeli okaże się, „że np. ze względów środowiskowych nie będzie można uzyskać decyzji na zbiornik mokry”. Przypomniał, że zgodę na przekształcenie zbiornika musi wyrazić Komisja Europejska; w jego rejonie znajduje się m.in. obszar „Natura 2000”.

Gajda wyjaśnił, że przekształcenie zbiornika wymaga m.in. odpowiedniego przygotowania jego czaszy (dokładnego wyczyszczenia terenu pod kątem np. gnicia roślinności), wzmocnienia niektórych elementów (np. wałów, aby chronić je przed falowaniem) oraz wykonania – pod kątem planowanej żeglugi – odpowiednich śluz.

Ew. przekształcenie zbiornika wiąże się też z włączeniem tzw. Odrzańskiej Drogi Wodnej do sieci transportowej TEN-T. „Ta zmiana może nastąpić nie wcześniej niż w 2023 r. Wtedy będzie przeprowadzona tzw. weryfikacja sieci TEN-T i wtedy, jeżeli ta droga będzie do sieci wpisana, można ją realizować. Wcześniej to jest też możliwe, ale nie będzie na to pieniędzy – unijnych transportowych” - wyjaśnił Gajda.

Wiceminister podkreślił także, że jego resort w pełni popiera inicjatywę Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej zmierzającą do realizacji śródlądowych dróg wodnych, w tym Odrzańskiej Drogi Wodnej.

Mówiąc o okolicznościach zerwania kontraktu z Dragadosem Gajda wskazał, że przyczyną było nie tylko użycie przez firmę do budowy zapór zbiornika niewłaściwego materiału, ale też, że "cały czas usiłowała stosować różne manipulacje”.

Jedną z nich – według przedstawiciela resortu środowiska – był przedstawiony nowy harmonogram robót z dołączoną ceną 1,8 mld zł (dwukrotnie więcej niż cena z przetargu – PAP). Ponadto, wykonawca np. w projektach wykonawczych chciał też zastosować „bardzo drogą i niewłaściwą technicznie” technologię pali żelbetowych pod budowle ziemne, podczas gdy „specjaliści twierdzą, że najlepsze są tzw. pale żwirowe”.

„Kontynuowanie robót z tą firmą nie gwarantowało zakończenia robót w 2019 r.” - ocenił w środę Gajda. Dragados miał zadeklarować taką możliwość pod warunkiem - według wiceministra - otrzymania „specjalnej, bliżej nieokreślonej” premii.

Zdaniem Gajdy do problemów z wykonawcą przyczyniły się „nieprecyzyjny” pierwotny projekt, skutkujący m.in. koniecznością prowadzenia dodatkowych badań i przygotowywania projektów wykonawczych, a także praca pierwotnego, zewnętrznego – wobec wymogów Banku Światowego – inżyniera kontraktu.

„Dragados wiedział, że projekt jest na tyle nieprecyzyjny, że będzie można skorzystać na jego uszczegółowianiu. (...) Po drugie zastosował ten materiał (wbudowany w zapory łupek kopalniany zakwestionowany przez RZGW wobec jego nieprawidłowej granulacji – PAP), aby zmniejszyć sobie koszty” - wyjaśnił Gajda.

Odnosząc się do kwestii niewłaściwego materiału (prokuratorskie śledztwo dotyczy m.in. sprowadzenia niebezpieczeństwa zawalenia się zbiornika – wobec użycia innego niż wymagane kruszywa) wiceminister podkreślił, że wśród inżynierów są różne zdania co do możliwości zastosowania łupka do tego typu budowli.

„Jeżeli ten materiał miał być wbudowany, powinien mieć granulację do 100 mm i oczywiście nie może być, że 20 proc. może być innej granulacji (jak przekonywali przedstawiciele Dragadosa – PAP)" – zaznaczył wiceszef resortu środowiska. Wskazał, że m.in. dzięki pracy nowego inżyniera kontraktu ostatecznie „Dragados wykonał na własny koszt rozbiórkę złych wałów i budowę nowych”.

„Teraz na budowie będzie przerwa. Musimy ogłosić nowy przetarg, ale żeby to zrobić, najpierw trzeba wykonać precyzyjne projekty wykonawcze, aby historia nie powtórzyła się” - mówił Gajda. Wcześniej firma na swój koszt ma m.in. uporządkować teren.

„Oceniamy, że jeśli chodzi o fizyczne wykonanie, można tę budowę skończyć w ciągu dwóch lat - czyli na koniec 2019 r., jeżeli wszystko dobrze pójdzie, powinien być ten zbiornik gotowy” - uznał wiceminister. Podkreślił, że kryterium w nowym przetargu nieograniczonym będzie nie tylko cena, ale i jakość wykonania robót.

Odnosząc się m.in. do pytań posłów o nadzór inwestycji ze strony gliwickiego RZGW przypomniał, że nad specjalistami tej instytucji „głos decydujący miał biuro projektów Banku Światowego, a także być może ministerstwo środowiska i ówczesne kierownictwo Zarządu Gospodarki Wodnej”. „Stosunkowo najmniej zawinili ludzie, którzy byli na dole” - uznał.

„W tym przypadku dyrektorzy RZGW, jak i pracownicy techniczni dołożyli wielu starań – gdyby nie patrzyli na ręce poprzedniemu inżynierowi czy wykonawcy, byłoby bardzo niedobrze” - mówił przedstawiciel ministerstwa. Za „niezdrowy” uznał system prowadzenia budowy, czego przykładem miało być „wymuszanie niektórych rozwiązań przez niektóre osoby z Banku Światowego”. „To sprawy bardzo skomplikowane, dlatego zostały zgłoszone pewne wnioski do organów ścigania” - wskazał.

„Wokół zbiornika działy się bardzo złe rzeczy. Wielka szkoda, że w latach 2008-2015 zajmowali się tym politycy, a nie fachowcy. (…) Pewne fakty jeszcze ustalamy. Były bardzo duże nieprawidłowości, były naciski (...)” - diagnozował Gajda.

Wiceminister przekazał posłom, że w związku z kontraktem z Dragadosem zapłacono tej firmie za roboty wykonane w sposób prawidłowy. Odpowiadając na pytania dziennikarzy mówił m.in. o dobrej jakości wykonania budowli przelewowo-spustowej zbiornika, a także znacznych opóźnieniach przy budowie zapór.

Wicedyrektor gliwickiego RZGW Franciszek Pistelok powiedział dziennikarzom, że dotąd „wykonano ok. 40 proc. robót przy zbiorniku i zapłacono za ok. 40 proc. prac”. Dotychczasowemu wykonawcy już wypłacono ok. 390 mln zł, a łącznie firma ma dostać ok. 450 mln zł.

Zbiornik Racibórz Dolny budowany jest jako polder (suchy zbiornik wypełniany wodą tylko przy powodzi). Jego zapora czołowa ma mieć 4 km długości (znajdzie się tam budowla przelewowo-spustowa), zapora lewobrzeżna - 9,6 km, a prawobrzeżna - 8,8 km. Zapory mają być konstrukcjami ziemnymi do ok. 10 m wysokości.

Dotychczasowe finansowanie pochodzi z Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju, Banku Rozwoju Rady Europejskiej, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Gajda w środę zadeklarował, że rozmawia z Bankiem Światowym i Bankiem Rozwoju Rady Europy o dalszym finansowaniu inwestycji.

„Są być może pewne rezerwy finansowe – bo to szerszy projekt Banku Światowego i widzimy oszczędności na niektórych projektach. A być może będzie trzeba z niektórych innych nowych przedsięwzięć na razie zrezygnować, albo znaleźć inne źródła finansowania. Widzę dużo możliwości. Są też pewne rezerwy w POIiŚ” - zasygnalizował wiceminister.(PAP)