Jak mówił Sekretarz Generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej prof. Krzysztof Żmijewski, projekt ustawy, który przyjął już rząd ma niedociągnięcia, ale generalnie oznacza początek rewolucji. Projekt spełnia podstawowe przesłanki - gwarantuje opłacalność przy produkcji energii na własne potrzeby i możliwości techniczne przyłączenia do sieci, aby prosumentów zaczęło szybko przybywać.

Żmijewski podkreślał, że najbardziej korzystny ale niemożliwy model to produkcja 100 proc. zużywanej energii, natomiast - według projektu - sama sprzedaż wyprodukowanej energii do sieci jest nieopłacalna. Bardzo opłacalne dla prosumenta są natomiast warianty mieszane - pokrycie własną produkcją większości zużycia i wprowadzany przez projekt półroczny Net Metering, czyli okres rozliczeń za zużytą i wyprodukowaną energię. "To jeden z najszybszych i bardziej optymalnych sposobów budowania gospodarki niskoemisyjnej" - zwrócił uwagę.

Żmijewski ocenił też, że już teraz wykreowany został pewien rynek na prosumenckie mikroinstalacje OZE, ponieważ Bank Ochrony Środowiska pod nazwą BOŚ EKOsystem już oferuje instrument finansowy na ich sfinansowanie, serwis itp. Zauważył, że elementy poprawiające opłacalność, które nie są gwarantowane w projekcie ustawy, są obecne właśnie w ofercie BOŚ.

Prezes Banku Ochrony Środowiska Mariusz Klimczak mówił z kolei, że można postawić tezę, że inwestycja w instalację prosumencką jest opłacalna, o ile jest ona dobrana i dopasowana do potrzeb i możliwości. Doradztwo jest najważniejsze, nie ma sensu budować zbyt dużej instalacji, "bo będzie produkować energię ponad własne potrzeby, a jej sprzedaż jest mało opłacalna - mówił.

"Bank dając finansowanie rozpoznaje oszczędności z tytułu tych rozwiązań, bierzemy je pod uwagę przy ocenie zdolności kredytowej. Trzeba patrzeć na płynność budżetów domowych, aby po spłacie raty coś jeszcze zostało w kieszeni" - tłumaczył. Stoimy u progu rewolucji, a głównym jej czynnikiem jest rozwój technologii" - dodał prezes BOŚ.


Projekt ustawy o OZE przewiduje, że prosumenci - czyli osoby fizyczne używające mikroinstalacji o mocy poniżej 40 kW nie będą potrzebować ani koncesji na produkcję energii elektrycznej, ani nie będą musieli prowadzić działalności gospodarczej, choć zyski ze sprzedaży energii będą opodatkowane.

Tematem dyskusji była kwestia, czy prosumentem może być osoba prowadząca działalność gospodarczą, nawet kompletnie nie związaną z wytwarzaniem energii elektrycznej. Padła nawet opinia, że cały projekt został napisany "pod rolników", którzy mają domy na wsi a więc i dużo miejsca na instalacje oraz nie prowadzą działalności gospodarczej. Co z przedsiębiorcami, którzy mają na wsi domy i miejsca na instalacje - pytano.

Dyrektor departamentu OZE w ministerstwie gospodarki Janusz Pilitowski podkreślał, że rozumie te zapisy w ten sposób, iż nie łączą one działalności prosumenckiej z inną działalnością gospodarczą w innym miejscu.

Maciej Sokołowski z kancelarii prawnej Panfil i Partnerzy oceniał z kolei, że w projekcie wydaje się, że mamy wyraźne rozróżnienie osoby fizycznej i przedsiębiorcy. Przypomniał, że NFOŚ ma dwa różne programy wsparcia prosumentów - dla osób fizycznych i przedsiębiorców. Należy się zastanowić, czy nie narusza to konstytucyjnej zasada równości, która nakazuje takich samych traktować tak samo - mówił Sokołowski. Zauważył, że od strony prawnej przedsiębiorcy i osoby fizyczne to całkiem różne światy, natomiast chodzi tu o dokładnie taką samą działalność - wytwarzanie energii.

Prof. Żmijewski przypomniał, że projekt w kwestii biogazu definiuje prosumenta jako właściciela odpowiednio małej instalacji, bez rozróżniania czy chodzi o przedsiębiorcę, czy osobę fizyczną.
Również Bożena Wróblewska z Gaspol Energy wskazywała na potencjalny problem nierównego traktowania.

Wielu ludzi prowadzi działalność gospodarczą w swoich domach, więc traktowanie powinno być jednolite, wyznacznikiem powinna być moc instalacji - mówiła.(PAP)