Negocjacje ws. mechanizmu „loss and damage”, czyli wsparcia dla państw, w których zmiany klimatu powodują wymierne straty, idą w dobrym kierunku – dowiedziała się PAP od źródła zbliżonego do polskiej prezydencji szczytu klimatycznego w Warszawie.

Według niego wiele wskazuje na to, że będzie porozumienie co do finansowania oraz celów „loss and damage”. Jednak - według innego źródła PAP, zbliżonego do delegacji UE - porozumienia stron w tej kwestii jeszcze nie ma, a negocjacje trwają.

Kwestia „loss and damage” na COP19 nabrała szczególnej wagi po katastrofalnym huraganie, jaki nawiedził Filipiny dwa tygodnie temu, gdy szczyt w Warszawie się zaczynał. Negocjatorzy przyznają również, że na przyspieszenie rozmów miała wpływ też głośna medialnie głodówka, jaką podjął Naderev Sano, delegat Filipin na szczyt w Warszawie.

„Wszystkie strony zrozumiały, że najwyższy czas podjąć w tej materii jakieś konkretne politycznie decyzje i że muszą one zapaść w Warszawie” – powiedziało PAP źródło zbliżone do prezydencji.

Dotychczas jednym z głównych obszarów niezgodności co do mechanizmu była kwestia odpowiedzialności za tzw. historyczne emisje krajów rozwiniętych. Kraje te nie godziły się, by mechanizm objął efekty tych emisji, bo - według nich - w praktyce cała odpowiedzialność spadłaby na nie, a tymczasem dziś często emitują mniej dwutlenku węgla, niż kraje rozwijające się.

Zgodnie z oświadczeniem przewodniczącego COP Marcina Korolca w czwartek nad ranem, po całonocnych negocjacjach „osiągnięto spory postęp w kwestii finansowania klimatycznego”.

„Całą noc trwały również rozmowy na temat kształtu nowego globalnego porozumienia. Jestem przekonany, że jesteśmy coraz bliżej finalnego sukcesu” – brzmi oświadczenie Korolca.